W czwartek na parkingu przed stadionem Ruchu Chorzów policja zatrzymała fotoreportera "Gazety Wyborczej" Grzegorza Cielewskiego, który miał robić zdjęcia na meczu Ruchu z GKS Tychy. Przed wejściem na stadion Cielewski miał zostać poproszony przez ochronę obiektu o pokazanie zawartości swojej torby. Jak relacjonuje to zdarzenie w weekendowym wydaniu "Wyborcza", Cielewski zgodził się udostępnić zawartość torby, jednak z uwagi na wartość przenoszonego w niej sprzętu, poprosił, by kontroli dokonano w odpowiednich do tego warunkach, a nie na parkingu.
W odpowiedzi ochrona miała zagrozić, że nie wpuści fotoreportera na stadion. Wezwano też policję, która mimo okazania ważnej akredytacji zatrzymała Cielewskiego, informując go, że złamał przepisy ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. W sądzie - jak pisze "Gazeta Wyborcza" - policja zażądała ukarania fotoreportera grzywną oraz zakazem stadionowym. Sąd jednak, który orzekał w trybie przyspieszonym, oczyścił Cielewskiego ze stawianych mu zarzutów.
relacjonuje "Gazeta Wyborcza".
W sobotę stanowisko w tej sprawie zajęła Rada Press Club Polska. W jej ocenie, zatrzymanie Cielewskiego "to niezrozumiała nadgorliwość policji", a żądanie dla niego kary grzywny oraz zakazu uczestnictwa w imprezach masowych to "kuriozum". Press Club zwrócił uwagę, że Cielewski miał wydaną przez klub akredytację oraz przepustkę na klubowy parking.
- napisano, dodając, że podobnego zdania był sąd.