Strzyczkowski był pytany odejście z Trójki.

Reklama

Ta decyzja zapadła niewspółmiernie szybko w porównaniu do czasu przepracowanego w Polskim Radiu. Gdy w sierpniu zostałem zaproszony przez zarząd na prezentację nowej ramówki Trójki, byłem przekonany, że będziemy rozmawiać o jej promocji, tymczasem usłyszałem, że zapadła decyzja o moim odwołaniu. Nie bardzo miałem ochotę na zostanie w takim towarzystwie. I myślę tu o zarządzie. Wracając wówczas do Trójki na Myśliwiecką wiedziałem, że rozstanę się z Polskim Radiem. Okazało się, że mam jeszcze sporo urlopu, więc od następnego dnia zacząłem z niego korzystać. Pojechałem żeglować po Bałtyku - powiedział dziennikarz.

Były prezes Trójki mówił w rozmowie z wirtualnemedia.pl o swoim wypowiedzeniu.

Formalnie pracownikiem Polskiego Radia nie jestem od 9 października. Wypowiedzenie zaniosłem do swojego byłego sekretariatu na Myśliwiecką. Złożyłem je na ręce nowego dyrektora Trójki, rezygnując jednocześnie z trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. Chciałem uniknąć ze strony Polskiego Radia zarzutów dotyczących działania na rzecz konkurencyjnych podmiotów. Chcę opowiadać i reklamować nowe przedsięwzięcie – Radio 357. Poza tym chciałem mieć czystą głowę i być wolnym człowiekiem. Nie zdawałem sobie nawet sprawy jak z tej swobody będę się cieszył. Jestem w grupie wspaniałych ludzi, w której myślimy o radiu podobnie. Nic nas nie ogranicza. Możemy zbudować ten swój świat radiowy na nowo - powiedział.

Strzyczkowski był pytany o Radio Nowy Świat i Radio 357.

Znalazłem ostatnio taki mem w Internecie: na zdjęciu uwieczniono słynne spotkanie byłego dyrektora Trójki Tomasza Kowalczewskiego i prezes radia Agnieszki Kamińskiej z senacką komisją kultury i środków przekazu (dotyczyło odwołania listy przebojów Trójki po wygraniu jej przez piosenkę „Twój ból jest lepszy niż mój” – przyp.red.). Ktoś dowcipnie dopisał zdanie: „Postanowili zlikwidować radio, a oni założyli dwa nowe”. Nowe stacje będą ze sobą konkurować. Kompletnie nie rozumiem tej próby naszkicowania jakiegoś konfliktu pomiędzy radiem Nowy Świat a 357. Wiem jak działają media i rozumiem, że portale szukają sensacji. Ja bym jej nie szukał, w tej sytuacji jej nie ma. Ale to Marcin Kydryński z RNŚ powiedział, że powstanie Radia 357 oznacza, że byli dziennikarze Trójki nie potrafią niczego zrobić razem. Owszem. Ale wydaje mi się, że to nie była szczęśliwa wypowiedź. Myślę, że przemawiał przez niego pewien żal. I przyznam, że go rozumiem. Pewnie po części chciał, żebyśmy się spotkali w jednym miejscu. Ale to niemożliwie i to z bardzo wielu powodów - stwierdził w rozmowie z wirtualnemedia.pl dziennikarz.

Radio 357 ma potrzebować miesięcznie 500 tys. zł. Proszę pamiętać, że to środki na wyposażenie, sprzęt, infrastrukturę. To lwia część zbiórki. Myślę, że my początkowo będziemy pracować za darmo. To będzie wolontariat. Ale z czasem, gdy pojawią się partnerzy biznesowi, stać nas będzie na skromne honoraria. Ale naprawdę skromne. Nikt nie przychodzi do Radia 357 z nadzieją zarabiania poważnych pieniędzy - dodał.

Dziennikarz mówił o swojej trzymiesięcznej pracy, jako dyrektora Trójki.

Gdy podejmowałem tę decyzję nie było wiadomo, jak się nasze losy potoczą. Mówiłem, że to było ryzykowne. To, że może się to skończyć jak się skończyło, też zakładałem. Ale istniała szansa oparta na silnej nadziei, że wszystko potoczy się inaczej. Że uda się w Trójce stworzyć enklawę normalności. Ta decyzja była oparta na akceptacji zespołu. Nie tylko ja byłem wariatem, który się łudził. Wszyscy chcieliśmy ten los kupić mając świadomość, że może być pusty. Trzeba było to sprawdzić. Gdybym miał podjąć tę decyzję jeszcze raz, zrobiłbym to samo - tłumaczył.

Zarząd już od pierwszego dnia, kiedy objąłem stanowisko utrudniał mi życie. Dostawałem pisma z uwagami dotyczącymi mojej działalności, o rzekomym przekroczeniu kompetencji. Zarzucano mi, że bez konsultacji i zgody zarządu zorganizowałem akcję pomocy charytatywnej dla fundacji "Szczęśliwej drogi”. Chociaż zarząd był o sprawie informowany trzy dni przed rozpoczęciem zbiórki. Takich przykładów było mnóstwo. Moje wnioski dotyczące powołania wicedyrektora Trójki nie były rozpatrywane, odesłano mi nawet taki wniosek niepodpisany. Byłem w sporze z zarządem, nie ukrywam tego. Musiałem pewne sprawy wyjaśniać słuchaczom - wyjaśnił dziennikarz.