Dziennik Gazeta Prawana logo

Żarówka zasilana kosmosem

25 października 2007, 10:06
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
This giant disk floating in space isnĂt a UFO. ItĂs a power generator, harvesting energy from the Sun for a variety of uses back on Earth. Such space-based solar power generators have many applications, not just on Earth, but also in space. Two small solar panels could power a communications satellite, four panels might power a robotic interplanetary probe, six a manned spacecraft, while 20 panels might supply energy to a lunar base. SunTowerfot. NASA
This giant disk floating in space isnĂt a UFO. ItĂs a power generator, harvesting energy from the Sun for a variety of uses back on Earth. Such space-based solar power generators have many applications, not just on Earth, but also in space. Two small solar panels could power a communications satellite, four panels might power a robotic interplanetary probe, six a manned spacecraft, while 20 panels might supply energy to a lunar base. SunTowerfot. NASA/Inne
Naukowcom wreszcie udało się znaleźć sposób na zaspokojenie rosnących potrzeb energetycznych mieszkańców Ziemi. Idealnym źródłem energii mają być umieszczone na orbicie elektrownie słoneczne - informuje DZIENNIK.

O zaletach tego nowatorskiego rozwiązania traktuje specjalny raport, wydany przez Narodowe Biuro Bezpieczeństwa Kosmicznego, które jest częścią amerykańskiego Departamentu Obrony

Próby stworzenia wydajnego sposobu wykorzystania promieni Słońca w energetyce trwają już od wielu lat. Niestety, nie zawsze ten "surowiec" jest dostępny - wystarczy, by niebo pokryły ciężkie ołowiane chmury, a ogniwo fotowoltaiczne staje się praktycznie bezproduktywne. A gdyby baterię umieścić powyżej chmur, a wytworzoną bez przeszkód energię przesyłać na Ziemię? Na tym właśnie opiera się pomysł orbitalnych elektrowni słonecznych.

Sercem takiej konstrukcji ma być satelita. Do niego zostaną przycumowane odpowiednio wyprofilowane lustra połączone w większe panele. Dzięki odpowiedniemu dobraniu orbity oraz ustawienia lustrzanych konstrukcji część z nich zawsze ma być oświetlona przez Słońce - dowiadujemy się z DZIENNIKA.

Dzięki stałemu dopływowi "surowca", orbitalne ogniwa fotowoltaiczne mogą produkować gigawaty prądu. Energia ta byłaby pożytkowana na Ziemi. Zamiast kabli czy przewodów, z których w kosmosie nie byłoby raczej większego pożytku, prąd ma być zamieniany w wiązkę mikrofal. A ich częstotliwość jest dobrana tak, by bez problemu przechodzić przez atmosferę i bez większych strat trafiać do odpowiednio nastrojonych anten odbiorczych znajdujących się na powierzchni naszej planety.

Już na dole konwertery stacji odbiorczej zamieniałyby odebrane mikrofale z powrotem na energię elektryczną, którą można by dowolnie dysponować. Szacuje się, że jedna stacja odbiorcza może generować 5, a może nawet i 10 gigawatów energii.

Akurat taka porcja energii wystarczy w zupełności do zasilania całkiem sporej bazy wojskowej pozbawionej możliwości korzystania z bardziej konwencjonalnych źródeł energii. - Technologia ta mogłaby zagwarantować bezprzewodowe i elastyczne zaopatrzenie naziemnej jednostki w prąd. Umożliwi także uniezależnienie się bazy od lądowych dostaw paliwa - zauważają autorzy raportu. Taki komfort mógłby mieć ogromny wpływ na wynik misji prowadzonych w przyszłości przez amerykańską armię.

"Jednym z najważniejszych wniosków, jakie można wysnuć po lekturze tego raportu, jest to, że technologia orbitalnych elektrowni słonecznych może zapewnić nam korzyści strategiczne" - przyznaje podpułkownik Paul Damphousse z Narodowego Biura Bezpieczeństwa Kosmicznego. Ale to nie wszystko. Przedstawiciele wojska przyznają, że tego rodzaju wytwórnie energii mogą znaleźć komercyjne zastosowanie, jak wiele wynalazków opracowanych na potrzeby armii.

Oczywiście, technologię orbitalnych elektrowni trzeba jeszcze przetestować, a na to potrzeba pieniędzy. Po odpowiednie fundusze twórcy raportu planują zwrócić się do Departamentu Energetyki USA lub NASA. Ta ostatnia interesowała się orbitalnymi elektrowniami już w latach 70. XX w. Wówczas produkcja prądu tą metodą została jednak oszacowana jako zbyt kosztowna.

"By dostarczyć pierwszy kilowat energii, trzeba by wydać ok. biliarda dolarów" - mówi John Mankins, inżynier. Możliwe jednak, że wkrótce program budowy elektrowni orbitalnych zostanie wskrzeszony, i to z kilku względów. Po pierwsze cena ropy bije rekordy wysokości. Po drugie baterie słoneczne są coraz lepsze. Jeszcze 10 lat temu ich wydajność wynosiła ok. 15 proc., a dziś 40 proc. A po trzecie - niestabilna sytuacja polityczna na Bliskim Wschodzie, gdzie wydobywa się znaczną część ropy, powoduje wzrost cen paliw i tym samym zwrot ku bardziej ekologicznym źródłom energii.

Niewykluczone zatem, że kiedy uczeni przetestują już swój niezwykły wynalazek, wojsko zainwestuje w gotowe maszyny i zostanie pierwszym użytkownikiem nowej technologii. "Jeśli pokażemy, że orbitalne elektrownie działają, pewnego dnia rozwiązania te zostaną komercyjnie wykorzystane" - zauważa Damphousse.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj