W badaniu wzięło udział 31 osób, dla których kilkuminutowe drzemki są stałym elementem porannej rutyny. Naukowcy przyjrzeli się im w warunkach laboratoryjnych i odkryli, że potrzeba 30 minut dodatkowego snu, aby móc cieszyć się benefitami. Na część osób nadprogramowe minuty nie miały żadnego wpływu. U pozostałych zaobserwowano poprawę funkcji poznawczych w trakcie wykonywania zadania od razu po przebudzeniu. Ta poprawa była widoczna zwłaszcza w porównaniu do osób, które regularnie ucinają sobie drzemki, ale w trakcie badania musiały wstać od razu po tym, gdy zadzwonił budzik.

Reklama

Poranne drzemki. Zły nawyk czy klucz do poprawy wydajności mózgu?

Zdaniem naukowców osoby, które lubią poranne drzemki wcale nie muszą z nich rezygnować. Dotyczy to jednak drzemek trwających około pół godziny. Tina Sundelin z Uniwersytetu w Sztokholmie twierdzi, że taka dodatkowa porcja snu może pomóc osobom, które po przebudzeniu nadal czują się zmęczone. W trakcie badań włączono 3 alarmy co 9-10 minut. W porównaniu do ciągłego snu trwającego przez pół godziny, uczestnicy stracili średnio 6 minut na ponowne zaśnięcie.

Naukowcy uważają, że drzemki mogą ułatwić wybudzenie z lżejszej fazy snu, co jest bardziej komfortowe dla naszego ciała. Gwałtowne wyrwanie z głębokiego snu bywa trudniejszym doświadczeniem dla organizmu. Może też powodować uczucie oszołomienia.

W jaki sposób dodatkowe minuty mogą odmienić nasz dzień?

W trakcie testów sprawdzających funkcje poznawcze uczestnicy musieli odpowiadać na podstawowe pytania arytmetyczne oraz zapamiętać listę słów, a następnie rozpoznać je wśród innych wyrażeń. Ci, którzy mogli skorzystać z drzemki, zazwyczaj wypadali lepiej, w porównaniu do osób bez możliwości wydłużenia snu. Co ciekawe, naukowcy nie zauważyli, aby dodatkowe minuty wpłynęły w jakikolwiek sposób na nastrój, poziom stresu, poranną senność czy jakość snu kolejnego dnia.

Badanie uzupełniono ankietą przeprowadzoną wśród 1732 wolontariuszy. Jej celem było sprawdzenie, ile osób korzysta z drzemek. Okazało się, że aż 69 proc. respondentów potwierdziło, że ustawia jeden lub kilka budzików. Większość z nich określiła się jako “nocne marki”, a ich średni czas drzemki wynosił 22 minuty.

Do jakich wniosków doszli naukowcy? Zdaniem badaczy wszystko zależy od konkretnej osoby. Krótkie okresy drzemki mogą pomóc w złagodzeniu porannego otępienia, jednocześnie nie zakłócając w znaczący sposób snu. W kolejnych badaniach zespół chciałby skupić się na analizie długoterminowych skutków drzemki oraz przyjrzeć się osobom, które w ekstremalny sposób wydłużają poranny sen, nawet o 2 godziny. Zdaniem Tiny Sundelin dobrą alternatywą dla budzika mógłby być alarm świetlny, który powoli rozjaśnia pomieszczenie. Takie urządzenie działałoby podobnie, ale nie powodowało kilkukrotnych nagłych przebudzeń.