: To wyłącznie problem ludzi, którzy mówią o prawie i jego przepisach nie mając o nich tak naprawdę bladego pojęcia.
Uważam, że prokuratura prowadzi kompletnie bezpodstawne i absurdalne działania. Obowiązkiem, nie tylko prawnym, dziennikarza jest informowanie o wydarzeniach, które opinię publiczną
interesują. Jeżeli dziennikarz, ze swoich własnych źródeł, do których ma pełne prawo, dowiaduje się o interesujących faktach, to rozpowszechnienie ich jest wręcz jego obowiązkiem.
Natomiast stawianie mu zarzutów z tego powodu przypomina najgorsze zagrywki z arsenału systemu totalitarnego. Sytuacja byłaby zupełnie inna, gdyby dziennikarz ujawniał fakty bardzo ważne dla
obronności kraju, bezpieczeństwa państwa. Krótko mówiąc: gdyby posunął się za daleko. W takiej sytuacji zgodziłbym się z orzeczeniem Sądu Najwyższego z końca marca ubiegłego roku, że
przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej mogą popełnić nie tylko urzędnicy zobowiązani do jej ochrony, ale także i dziennikarze, którzy ją publikują. Jednak w tym konkretnym przypadku
o niczym takim nie ma mowy.
Jaka nagonka? O czym my tutaj mówimy? To są brednie. Prokurator powinien się był zastanowić dziesięć razy zanim wykonał tak absurdalny ruch. Dziennikarze nie mieli dostępu do akt śledztwa.
Oni dowiedzieli się o wszystkim od swoich informatorów. A teraz każe im się ponosić konsekwencje czyjejś niekompetencji. A nawet, gdyby znali akta, to wówczas możnaby zawsze mówić o stanie
wyższej konieczności. Tym bardziej, jeśli wykonują swoją pracę w interesie publicznym, a nie rozgrywają jakąś prywatną wojenkę.
czytaj dalej
Przykro mi bardzo, ale w tym akurat przypadku Jan Rokita mówi od rzeczy. Art. 241 mówi wyraźnie o sytuacji, kiedy ktoś ujawnia okoliczności postępowania przygotowawczego. W tym wypadku nie ma
on żadnego zastosowania i dowodzi wyłącznie tego, że nikt dziennikarzy nie wysłuchał lub nie chce dać im wiary. Oni nigdy nawet nie sugerowali, że mieli wgląd w akta. I znów: nawet, gdyby
ujawnili treść dokumentów, to i tak działaliby w stanie wyższej konieczności.
To kolejny absurd. W Stanach Zjednoczonych wolność prasy traktowana jest jako fundament istnienia państwa demokratycznego. I nie do pomyślenia jest, by dziennikarze byli ścigani za to, że
ujawnili opinii publicznej jakieś fakty. Tam wszystkie informacje, które wynikają z działań policyjnych są przekazywane opinii publicznej. Albo za pośrednictwem dziennikarzy, albo adwokatów.
Dobrze, gdyby powołując się na wymyślone przykłady, publicyści brali odpowiedzialność za słowa.
Nie, absolutnie. Na szczęscie prokurator krajowy już odniósł się krytycznie do działania prokuratury krakowskiej. Natomiast ja sam polityków nie powstrzymam. Jeżeli będą chcieli
wykorzystać tę sprawę do własnych celów, to stanie się bardzo źle.
Piotr Kruszyński, adwokat, profesor prawa, obrońca Krzysztofa Skórzyńskiego