Dziennik Gazeta Prawana logo

"Rokita mówi od rzeczy"

13 stycznia 2010, 16:46
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
W Stanach Zjednoczonych wolność prasy traktowana jest jako fundament istnienia państwa demokratycznego. I nie do pomyślenia jest, by dziennikarze byli ścigani za to, że ujawnili opinii publicznej jakieś fakty - mówi prof. Piotr Kruszyński, obrońca jednego z dziennikarzy z prokuratorskimi zarzutami. Ostro krytykuje także Jana Rokitę.


: To wyłącznie problem ludzi, którzy mówią o prawie i jego przepisach nie mając o nich tak naprawdę bladego pojęcia.


Uważam, że prokuratura prowadzi kompletnie bezpodstawne i absurdalne działania. Obowiązkiem, nie tylko prawnym, dziennikarza jest informowanie o wydarzeniach, które opinię publiczną interesują. Jeżeli dziennikarz, ze swoich własnych źródeł, do których ma pełne prawo, dowiaduje się o interesujących faktach, to rozpowszechnienie ich jest wręcz jego obowiązkiem. Natomiast stawianie mu zarzutów z tego powodu przypomina najgorsze zagrywki z arsenału systemu totalitarnego. Sytuacja byłaby zupełnie inna, gdyby dziennikarz ujawniał fakty bardzo ważne dla obronności kraju, bezpieczeństwa państwa. Krótko mówiąc: gdyby posunął się za daleko. W takiej sytuacji zgodziłbym się z orzeczeniem Sądu Najwyższego z końca marca ubiegłego roku, że przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej mogą popełnić nie tylko urzędnicy zobowiązani do jej ochrony, ale także i dziennikarze, którzy ją publikują. Jednak w tym konkretnym przypadku o niczym takim nie ma mowy.


Jaka nagonka? O czym my tutaj mówimy? To są brednie. Prokurator powinien się był zastanowić dziesięć razy zanim wykonał tak absurdalny ruch. Dziennikarze nie mieli dostępu do akt śledztwa. Oni dowiedzieli się o wszystkim od swoich informatorów. A teraz każe im się ponosić konsekwencje czyjejś niekompetencji. A nawet, gdyby znali akta, to wówczas możnaby zawsze mówić o stanie wyższej konieczności. Tym bardziej, jeśli wykonują swoją pracę w interesie publicznym, a nie rozgrywają jakąś prywatną wojenkę.

czytaj dalej


Przykro mi bardzo, ale w tym akurat przypadku Jan Rokita mówi od rzeczy. Art. 241 mówi wyraźnie o sytuacji, kiedy ktoś ujawnia okoliczności postępowania przygotowawczego. W tym wypadku nie ma on żadnego zastosowania i dowodzi wyłącznie tego, że nikt dziennikarzy nie wysłuchał lub nie chce dać im wiary. Oni nigdy nawet nie sugerowali, że mieli wgląd w akta. I znów: nawet, gdyby ujawnili treść dokumentów, to i tak działaliby w stanie wyższej konieczności.


To kolejny absurd. W Stanach Zjednoczonych wolność prasy traktowana jest jako fundament istnienia państwa demokratycznego. I nie do pomyślenia jest, by dziennikarze byli ścigani za to, że ujawnili opinii publicznej jakieś fakty. Tam wszystkie informacje, które wynikają z działań policyjnych są przekazywane opinii publicznej. Albo za pośrednictwem dziennikarzy, albo adwokatów. Dobrze, gdyby powołując się na wymyślone przykłady, publicyści brali odpowiedzialność za słowa.


Nie, absolutnie. Na szczęscie prokurator krajowy już odniósł się krytycznie do działania prokuratury krakowskiej. Natomiast ja sam polityków nie powstrzymam. Jeżeli będą chcieli wykorzystać tę sprawę do własnych celów, to stanie się bardzo źle.

Piotr Kruszyński, adwokat, profesor prawa, obrońca Krzysztofa Skórzyńskiego

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj