Nie istnieje coś takiego jak sumienie zbiorowe. Choć trudno też pominąć koszty nieodpowiednich zachowań poszczególnych polityków, gdyż ponosi je najczęściej cała
formacja. Jasne jest, że zachowanie byłego przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PO było niewłaściwe. Jednak będę powtarzał: za naszych rządów afery hazardowej nie było.
To tylko przypomnę, że za rządów PiS mieliśmy do czynienia z bardzo wieloma dziwnymi zachowaniami, jeśli chodzi o podejście do kwestii hazardu właśnie.
Na przykład spotkania z udziałowcami Casinos Poland u ministra Wassermanna. Rzecz dziwna, bo trudno znaleźć tytuł, dla którego koordynator służb specjalnych w Polsce miałby spotykać się z
udziałowcami spółek hazardowych i wydawać im polecenia. To mocno niestandardowe zachowania. Do tego dochodzi jeszcze słynna konferencja prasowa Zyty Gilowskiej o tym, że ponad miliard złotych
zostanie przekazanych na budowę Narodowego Centrum Sportu i stadionów na Euro 2012. Potem nagle w tajemniczych okolicznościach znikają z ustawy podstawy ich finansowania. I z około trzydziestu
kartek pozostała jedna strona na temat obciążeń podatkowych wobec branży hazardowej.
Trzeba skrupulatnie zestawiać fakty. Opinia publiczna powinna wiedzieć, o kombinacjach wokół Totalizatora Sportowego, które miały miejsce podczas dwóch lat rządów PiS. W świetle zeznań
świadków przed komisją, bardzo widoczne staje się zabieganie o to, by korzyści z tego odniosła jedna prywatna firma G-Tech. Pytanie tylko, czy komisja dojdzie w tej kwestii do jakichś
ustaleń? Pewne jest to, że czas, niestety, zaciera ślady.
Trzeba zacząć od tego, że komisja nie była dostatecznie dociekliwa przesłuchując Zbigniewa Wassermana w roli świadka. Moim zdaniem po tych zeznaniach, jakie złożył, powinien zostać
wykreślony z komisji. Krzyżowe zadawanie pytań jest możliwe wtedy, kiedy posłowie ze sobą współpracują. Tymczasem tradycją komisji śledczych jest to, że tworzą się w nich frakcje
polityczne, które prędzej będą zwalczać siebie nawzajem, niż konstruktywnie przepytywać świadków.
czytaj dalej
W moim przekonaniu, oczywisty był przeciek stenogramów operacyjnych do "Rzeczpospolitej". To zresztą niepierwszy taki przeciek z CBA. Wystarczy wspomnieć aferę gruntową czy
wcześniejsze wydarzenia. Ta instytucja od chwili powstania specjalizowała się w przeciekach, ale tak się dziwnie składało, że zawsze w sprawach dotyczących przeciwników politycznych PiS.
Teraz mamy bardzo bulwersującą, a zarazem ciekawą rzecz: przeciek z materiałów prokuratury, jakie zostały dostarczone do komisji. Stenogramy znów są w "Rzeczpospolitej".
Uważam, że tym razem to posłowie z komisji powinni być przedmiotem śledztwa organów zewnętrznych.
Nie mam wątpliwości. W tych stenogramach nie ma nic nadzwyczajnego i nie mają żadnego odkrywczego znaczenia dla sprawy, ale ktoś chciał w ten sposób podbić ich znaczenie. Zapytajmy: cui bono?
A z tego, co wiem, zapoznali się z nimi tylko dwaj posłowie z komisji: Arłukowicz i Wassermann.
Przydałoby się wziąć pod lupę ich zachowania.
Jego reakcja jest z psychologicznego punktu widzenia bardzo interesująca. I gdybym miał obstawiać, kto jest autorem tego przecieku, to podejrzanych ustawiłbym w alfabetycznej kolejności. I nie
zdziwiłbym się wcale, gdyby stworzono w tej sprawie kolejną koalicję.
Nie widzę takiej potrzeby.
Na miejscu posła Brudzińskiego nie używałbym takich słów. Bo jeśli towarzysz Szmaciak oznacza byłego działacza z PZPR, to w PiS - w odróżnieniu od Platformy - było i jest ich sporo, a
niektórzy byli nawet niedawno ministrami. Trochę przyzwoitości więc! Rozumiem, że jeśli pracownia OBOP ogłasza, że Platforma ma 57 proc. poparcia, to pan Brudziński, załamany, z braku
pomysłu na życie zaczyna opowiadać, że ludzie już nie chcą Platformy. Ale zaręczam, że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. W ogóle zastanawiam się, czy ten człowiek rzeczywiście
jeździ po kraju i z kimkolwiek się spotyka?
czytaj dalej
Rozumiem, że towarzysze z PiS są przekonani, że znamy wszystkie ich tajemnice, łącznie z tymi badaniami i dlatego od razu zareagowaliśmy. To rozumowanie sięgające szczytów absurdu. Tusk
ogłosił swoją decyzję o rezygnacji ze startu w wyborach akurat kilka dni po ogłoszeniu wyników sondażu, który dawał mu nad Lechem Kaczyńskim ponad dwukrotną przewagę. Nasza strategia nie
opiera się na badaniach, wbrew oskarżeniom. Nieraz już postępowaliśmy dokładnie na odwrót. Tak było w przypadku koalicji PO i PiS. Tak było, gdy namawiano nas byśmy wraz z Samoobroną i LPR
odsunęli PiS od władzy.
Tu nie ma żadnej sensacji. Musimy wszystko dobrze przemyśleć. Na konwencji w maju zapadnie ostateczna decyzja.
Wystarczy. Bo to nie będzie debiutant, który dopiero nauczy się polityki i którego Polacy będą ledwo rozpoznawali. Ministrowi Sikorskiemu czy marszałkowi Komorowskiemu wystarczy tyle
czasu.
To są pierwsze zachowania wyborców, gdy zabrakło głównego, spodziewanego kandydata. Po namyśle, gdy minie efekt zaskoczenia, ich decyzje będą już inne. Jestem o tym przekonany. I jeśli
wyborcy na spokojnie przeanalizują, kto byłby lepiej postrzegany na arenie międzynarodowej, kto sprawdziłby się jako ponadpartyjny polityk, to z pewnością Bronisław Komorowski wypadnie lepiej
niż Włodzimierz Cimoszewicz.
Nie. Marszałkowi sejmu trudno odmówić wyrazistości. Komorowski jest dobrym mówcą i człowiekiem barwnym. A co do Radka Sikorskiego to też jest uznawany za wyrazistego człowieka.
czytaj dalej
Niczego nie robimy pod konkretną osobę, lecz by usprawnić państwo.
To wynika z doświadczenia. Nie chodzi o to, że Lech Kaczyński zaparł się, by wetować wszystkie nasze pomysły, łącznie z prawem budowlanym. Tak, jakby ono coś szkodziło prezydentowi. Tylko
dlatego, że rząd powinien móc realizować swój plan, który zyskał uznanie wyborców. Prezydent powinien stać na straży prawa, a nie narzucać rządowi swoje poglądy polityczne.
Nic nie trzeszczy. Choć zawsze jest coś do wyjaśnienia. Czasem politycy podejmują pewne decyzje zapominając, że jednak istnieje układ koalicyjny. Ale z PSL mamy bardzo dobre doświadczenia.
Rządzimy razem w samorządach. Z punktu widzenia przewidywalności władzy to jest cenne. I na pewno będziemy dalej rządzić.
Komisja najprawdopodobniej zakończy swoje prace do końca lutego. A do końca marca powinno powstać sprawozdanie. Choć nie jestem prorokiem i nie wiem, co przewodniczący Sekuła zdecyduje.
Może trzy? Choć poseł Arłukowicz tak się zaprzyjaźnił z panem Wassermanem i panią Kempą, że może coś wspólnie napiszą.
*Rafał Grupiński jest wiceprzewodniczącym klubu Platformy Obywatelskiej