: Przede wszystkim osłabią jakość polskiej demokracji. A przy okazji zaszkodzą kandydatowi PiS. Przypominają bowiem wyborcom takie oblicze partii, które sprawiło, że w
2007 r. Polacy masowo uczestniczyli w wyborach. Bo chcieli zaprotestować przeciwko „hakowemu” stylowi uprawiania polityki. Jeśli zaś chodzi o zarzuty wobec ministra
Sikorskiego, to na razie mamy do czynienia tylko z mglistymi insynuacjami. Sikorski wyjdzie z tej historii z podniesionym czołem. To wzmocni jego szanse.
Radosław Sikorski nie ma się z czego tłumaczyć. Jest politykiem o pięknym życiorysie.
Bronisław Komorowski otwarcie krytykował pomysł rozwiązania WSI. Głosował przeciwko ustawie w tej sprawie. Wszystko robił z otwartą przyłbicą. Ja akurat nie zgadzam się z jego
stanowiskiem. Ale sugerowanie, że ma ono jakieś drugie dno, to kolejny przykład niewiarygodnej polityki insynuacji.
W tamtej kadencji nie byłem jeszcze członkiem Platformy, tylko bezpartyjnym senatorem. A bezpartyjny senator jest figurą w polityce zbyt śmieszną, by interesował się nim ktoś tak potężny
jak ówczesny premier Kaczyński.
Prawda. Mówiąc szczerze miałem wtedy sygnały, że interesują się mną służby, ale inspirowane przez innego polityka PiS, który traktował mnie jako konkurenta ze względu na uwarunkowania
lokalne. Ale ponieważ nie mam żadnych dowodów, nie będę się stroił w szaty ofiary prześladowań politycznych.
Wymieniłbym nazwisko tylko wtedy, gdybym miał twarde dowody. Mogę powiedzieć tyle, że na pewno nie chodzi o Zbigniewa Wassermanna. Zarówno on, jak i jego współpracownicy w czasach rządu PiS
zachowywali się w porządku wobec działaczy PO. Z ich strony nie było żadnych nacisków czy represji.
czytaj dalej
Pewnie Jarosław Kaczyński zamierzył to jako wstęp do bardzo ostrej kampanii. Przywołam jednak jego słowa z ostatniej kampanii parlamentarnej: bomba okazała się zmokniętym kapiszonem.
Myślę, że jednoznacznie negatywna reakcja mediów, także tych sprzyjających PiS, jak i opinii publicznej powinna być dla liderów wszystkich partii przestrogą przed nadużywaniem czarnego
PR.
Jeżeli ktoś z polityków PiS chciał zbierać haki, czyli insynuacje i pomówienia na polityków PO, to w latach 2005-2007 miał prawdziwe pole do popisu. Ale uważam, że ta metoda się
skompromitowała i Polacy nie dadzą się drugi raz nabrać na dziadka z Wehrmachtu.
To trafna ocena. Od dawna twierdzę, że porażka Lecha Kaczyńskiego rozpocznie proces erozji PiS. Dzisiaj ta prezydentura jest ostatnim elementem scalającym tę partię. A także ostatnim
przyczółkiem władzy, który jest w ich zasięgu. Moim zdaniem, PiS pod kierownictwem braci Kaczyńskich jest partią niezdolną do powrotu do władzy choćby dlatego, że swoim postępowaniem
straciła zdolności koalicyjne. Natomiast bez braci Kaczyńskich PiS się rozsypie. Mówię o tym bez satysfakcji, bo uważam, że duże, stabilne partie to warunek dobrego funkcjonowania
demokracji. PiS był zalążkiem takiej partii, ale przez błędy swoich liderów, brak wolnej debaty, przez wykluczanie niepokornych sama skazał się na powolną marginalizację i zjazd po równi
pochyłej.
Prawybory to pokazanie, że partie nie muszą mieć charakteru wodzowskiego. Początkowo byłem sceptyczny wobec tej koncepcji. Ale po przemyśleniu uważam, że jest to powiew świeżości, szansa
na poszerzenie debaty. I wewnątrzpartyjnej, i ogólnospołecznej.
Nie przekonuje mnie taka argumentacja. Jeśli ktoś będzie chciał szukać okazji do ataku na Donalda Tuska, to będzie mógł mu zarzucić, że wybrał nieodpowiednią procedurę wyłaniania
kandydata. To szukanie dziury w całym.
czytaj dalej
Tak. To 46 tysięcy członków Platformy podejmie decyzję.
Stanie się to jeszcze przed świętami Wielkanocnymi.
Mamy dwóch bardzo dobrych kandydatów. Swój głos kładę na szali z nazwiskiem Radosława Sikorskiego. Uważam, że on ma ciut większe doświadczenie w problematyce międzynarodowej. A to ważny
obszar kompetencji prezydenta.
W obecną konstytucję wpisany jest instytucjonalny konflikt między prezydentem a premierem. Dzieje się tak niezależnie od tego, kto piastuje oba stanowiska. Dlatego Donald Tusk połączył
wycofanie się z wyborów prezydenckich ze zgłoszeniem projektu zmian konstytucji. Jeśli się to uda, wreszcie uporządkujemy zakres kompetencji premiera i prezydenta, tak by obie instytucje
współpracowały ze sobą i kontrolowały, a nie blokowały.
Oczywiście, że tak. Jeśli taka będzie jego wola, to bardzo chętnie pokieruję jego kampanią w Małopolsce, gdzie dla konserwatywnego elektoratu jestem najbardziej wiarygodnym politykiem PO.
Nie wierzę, by mogło do tego dojść. Prawybory są okazją do tego, by poprzez wewnętrzną debatę, poprzez wydobycie na jaw wewnętrznego pluralizmu, który wyróżnia Platformę, wzmocnić
jedność.
Nazwisko kandydata ogłosimy na przełomie marca i kwietnia. Ale przecież ani Sikorski, ani Komorowski nie są wyciągnięci z kapelusza. Poza tym sama procedura prawyborów przyciągnie uwagę
opinii publicznej i też będzie formą promowania obu kandydatów.
*Jarosław Gowin jest posłem Platformy Obywatelskiej