Telewizor nie kwiczy, radio nie ujada. Człowiek się rozmarza. Gdyby tak zawsze. Nie ma co liczyć na ustawę nakazującą ciszę polityczną przez cały rok, ale bardzo miły byłby obyczaj, coś w rodzaju normy salonowej, narzucający niezagłuszanie przez politykę i polityków wszystkich innych przejawów życia.

Tak się rozczuliłem idealistycznie, tymczasem w dzisiejszych czasach wszystko jest już polityką. Nie ma ucieczki, a dawne sielskie czasy, kiedy to w ciągu dnia Disraeli z Gladstonem obrzucali się wyzwiskami, a wieczorem spotykali się w Dillon Club na kolacji i zgodnie popijali whisky, już nie wrócą. Polityka uwolniła się od obłudy i stała się domeną szczerości aż do bólu szczęk. Najbardziej obolali bywają zresztą kibice.

Słyszy się narzekania, że polityka zeszła na psy. Ale za to zdemokratyzowała się i upowszechniła tak, że psy weszły do polityki. Szkocki terrier prezydenta Georga Busha jest osobistością bardziej znaną w świecie i bardziej popularną w USA od niejednego lidera partyjnego. Ale daleko mu jeszcze do labradora prezydenta Rosji Władimira Putina, któremu, jak słychać, ma być jeszcze za ycia wzniesiony pomnik w Moskwie. W parku imienia jego pana, który sam ma już wiele pomników, nie tyle co Lenin, ale jednak sporo.

Jakoś idea pomnika psa Putina bardziej mi się spodobała od pomników samego Putina, dopóki się nie dowiedziałem, że kremlowski labrador jest tajną bronią Moskwy w rokowaniach z Berlinem. Otóż pani kanclerz Angela Merkel cierpi na canofobię. Po prostu boi się panicznie psów. Podczas ostatniej jej wizyty na Kremlu w czasie rozmowy w cztery oczy z Putinem, drzwi się nagle uchyliły, wślizgnął się labrador i ułożył u stóp Merkel. Oczywiście gospodarz i Kremla, i psa natychmiast uzyskał psychologiczną przewagę w rokowaniach ze sparaliżowanym strachem gościem. Toteż, kiedy już stanie pomnik putinowskiego labradora, niewykluczone, że na cokole będzie napisane: "Pułkownikowi Federalnej Służby Bezpieczeństwa wdzięczny Gazprom".

U nas na razie psy są niedoceniane. Kiedy marszałek Dorn przyprowadził do Sejmu swoją Sabę, nikt się nawet nie zająknął o upamiętnieniu tego wydarzenia choćby skromną tablicą. Przeciwnie. Tendencja była taka, żeby uśpić i psa, i jego właściciela. A przecież w parlamencie byłoby znacznie przyjemniej, gdyby wszyscy przychodzili z psami, a w wielu wypadkach, gdyby psy przychodziły zamiast ich właścicieli. Jest wiele oznak, że psy są bystrzejsze od ludzi. Gryzą się o kość, o suczkę, ale tylko niewiele ras uznanych za niebezpieczne gryzie się dla przyjemności. W Anglii przyszedł na pocztę pies nadać telegram o treści - Hau, hau, hau, hau, hau. Urzędnik pocztowy zwrócił mu uwagę, że za te same pieniądze może dopisać jeszcze kilka "hau, hau". - No tak - odparł pies - ale wtedy nie będzie to miało sensu. Politycy na ogół nie dostrzegają, które "hau" jest już bez sensu.