Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska musi stać obok rozgrywek Merkel i Sarkozy'ego

12 listopada 2007, 12:38
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Wizyta Nicholasa Sarkozy’ego w Waszyngtonie była wydarzeniem pomyślnym dla całej Unii Europejskiej. To dobrze, że nowy prezydent Francji otwarcie porzucił gaullistowską tradycję rozgrywania Europy przeciw USA. Słusznie przypomniał, że Francja jest najstarszym przyjacielem Stanów Zjednoczonych. Różnice zdań w wielu istotnych sprawach (ochrona środowiska naturalnego, Międzynarodowy Trybunał Karny, wojna w Iraku) pozostały - ale są one mniej ważne niż zasadnicza wspólnota wartości i celów, łącząca państwa Zachodu - ocenia w DZIENNIKU publicysta Zdzisław Najder.

Sarkozy został w Waszyngtonie przyjęty z uroczystym ceremoniałem (który lubi). Zaraz po nim odwiedziła stolicę USA pani kanclerz Angela Merkel. Była przyjęta jak stary, dobry przyjaciel. Pojawiły się spekulacje na temat współzawodnictwa między tym dwojgiem o wpływy w Waszyngtonie i o "przywództwo" w Europie. Jest to jednak przeważnie bicie piany.

Choć USA pozostają najpotężniejszym państwem świata, Ameryka przeżywa dziś trudny okres, zarówno polityczny, jak i gospodarczy. Rządzi nią osłabiony i niepopularny prezydent. W takiej sytuacji ściganie się o wpływy miałoby sens raczej symboliczny niż praktyczny. Co zaś do "przewodzenia" Unii Europejskiej - to myślenie w tych kategoriach jest w ogromnej mierze wynikiem intelektualnego bezwładu. Wpływy w Unii to głównie rezultat umiejętności przekonywania do własnych argumentów, a przede wszystkim stawiania celów, które inne państwa członkowskie będą skłonne uznać za cele wspólne. Z tradycyjnym przewodzeniem opartym na możliwości użycia nacisków siłowych i ekonomicznych nie ma to wiele wspólnego.

Podczas tych dwu wizyt ujawniła się różnica postaw między Francją a Niemcami. Dotyczy ona Iranu: Francja zdaje się bardziej skłonna rozważać siłowy wariant działania wobec Teheranu; Niemcy taki wariant wykluczają.

Poparcie dla wariantu siłowego nie dominuje bynajmniej w USA (choć wydaje się podobać prezydentowi Bushowi). Nawet amerykańskie agencje wywiadowcze różnią się w ocenach rzeczywistego zagrożenia możliwością, że Iran w bliskim czasie będzie dysponował bronią atomową. W całej Europie przeważa zdecydowana niechęć do kolejnej militarnej awantury na Bliskim Wschodzie. Ucieszyć by się z niej mogła tylko Rosja: ceny ropy poszłyby jeszcze w górę, a Moskwa umocniłaby swoją pozycji obrońcy pokoju. Dlatego dziś Rosja popiera co prawda żądania kontroli nad irańskimi badaniami nuklearnymi, ale wyklucza działania wojskowe i krytykuje amerykańskie groźby wojny prewencyjnej.

Dla nas wszakże najważniejsze jest co innego: jakiekolwiek zasadnicze spory i rozdźwięki między Francją a Niemcami NIE leżą w interesie Polski. Politycy polscy, którzy snują pomysły "rozgrywania" przez Polskę tych dwu mocarstw, mylą się w ocenie naszych możliwości: do takiej rozgrywki jesteśmy za słabi i skończyłaby się ośmieszeniem i izolacją. Ale nawet gdyby była możliwa, byłaby dla Polski z gruntu szkodliwa. Naszym priorytetem jest ukształtowanie spójnej europejskiej polityki wschodniej. Bez udziału Niemiec - głównego państwa Europy Środkowej - taka polityka nie powstanie. Jeżeli jednak przyszła europejska polityka wschodnia nie uzyska co najmniej milczącej aprobaty Francji, wystąpi ryzyko istotnego pęknięcia w Unii, rozgrywania różnic przez Rosję i ogólnego paraliżu europejskiej woli. Dlatego powinniśmy się starać umacniać, a nie rozluźniać więzy francusko-niemieckie. Jakiekolwiek rysy na francusko-niemieckim sojuszu byłyby dla Polski złą wiadomością.

Myślę, że w przemówieniu Sarkozyego do Kongresu USA na większą uwagę zasługuje fragment, w którym wezwał gospodarzy do zahamowania gwałtownego spadku wartości dolara. Skutki kryzysu na amerykańskim rynku pożyczek hipotecznych odczuwa dziś cały świat i to jest problem bardziej dokuczliwy i powszechny niż możliwe zagrożenie irańską bronią jądrową. W tej sprawie pozycja Niemiec nie różni się od stanowiska Francji. Dlatego też różnicom podejścia do kwestii irańskiej nie przypisywałbym przesadnej wagi. Decyzje i tak zapadną w USA, zaś ostentacyjne poparcie Sarkozyego jest być może próbą wzmocnienia nacisków dyplomatycznych wywieranych na Teheran.

Nie mniej jednak powinniśmy wyraźnie określić nasze własne stanowisko w tej sprawie. Moim zdaniem Polska powinna się opowiedzieć - zarówno ze względów ideowych (nasze głoszone "wartości chrześcijańskie" do czegoś przecież zobowiązują) jak i praktycznych - przeciwko rozwiązaniom siłowym. Grożą one całkowitym chaosem na Bliskim Wschodzie i gwałtownym zaostrzeniem i tak ostrego konfliktu Zachodu z wyznawcami islamu. Byłyby nieprzewidywalną w skutkach prowokacją wobec niestabilnego, a posiadającego broń jądrową, islamskiego Pakistanu. Notabene, zanim w marcu 2003 r. zapadła decyzja wzięcia przez Polskę udziału w wojnie irackiej, nikt jakoś nie zapytał o opinię naszych arabistów (potem się okazało, że byli przeciw). Mamy równie dobrych iranistów; powinni zostać wysłuchani.
Stanowisko Polski w kwestii Iranu będzie zapewne podobne do stanowiska Niemiec. Nie powinno jednak być opowiedzeniem się po czyjejkolwiek "stronie w sporze". Powinno być samodzielną deklaracją rządu Rzeczypospolitej, że tak właśnie widzimy interesy i obowiązki Polski jako członka Europejskiej Wspólnoty.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj