Tak jak nie udało się wprowadzić odwołania do chrześcijańskiego fundamentu europejskich wartości w preambule projektu unijnej konstytucji, tak i zabrakło takich odniesień w Karcie Praw Podstawowych. Mogę nad tym ubolewać, ale przyjmuję do wiadomości, że życie jest, jakie jest: nie tak nasycone aksjologią, jak to się niektórym marzy. Wspólnota Europejska jest ciałem politycznym, a w polityce podejmując wszelkie działania, trzeba brać pod uwagę cele, które da się osiągnąć. W przeciwnym razie ze sfery polityki wznosimy się do sfery filozofii: tam, owszem, możemy rozważać utopijne państwo, ponowną ewangelizację Europy itp. Domeną polityki jednak pozostają realia.

To jednak nie znaczy, że uważam starania o wzmocnienie roli wartości, zwłaszcza chrześcijańskich, na arenie europejskiej za pozbawione sensu. Jan Paweł II widział miejsce Polski w Unii Europejskiej, ale też zwracał uwagę, że Polacy powinni nieść do Europy to, o czym ona już zapomniała: chrześcijański system wartości i wierność Kościołowi. Ja się z takim podejściem zgadzam, ale sądzę też, że myślenie teoretyczne niewiele daje.

Proszę wytłumaczyć polskiemu wyborcy, że istnieją wartości trwalsze niż korzyści materialne i że warto dla nich poświęcać dobre stosunki z tymi, od których polski dobrobyt zależy! Ja bym się nie podjął przekonania moich rodaków, że aksjologia jest ważniejsza niż korzyści gospodarcze czy sukces przedsiębiorców.

Ale to też nie znaczy, że mówienie o prawdziwych wartościach nie jest potrzebne: Kościół mówi o nich od 2 tysięcy lat, rodziny na całym świecie od setek tysięcy lat wychowują swoje dzieci i wpajają im zasady przyzwoitości. W każdym pokoleniu i tak wyrastają złoczyńcy, ale czy to oznacza, że należy przestać wychowywać? Odpowiem tytułem swojej książki: wciąż i mimo wszystko warto być przyzwoitym. Tylko czasem się nie opłaca.