Dziennik Gazeta Prawana logo

Palikot do Tuska: Błazen bywał mądrzejszy od króla

16 maja 2008, 23:19
Ten tekst przeczytasz w 15 minut
Janusz Palikot
Janusz Palikot/Inne
Premierowi Tuskowi doradzałbym, by przeprowadził również badanie na obecność narkotyków. Jestem pewien, że młodzieńcze przygody nie wywołały żadnych zmian w organizmie, ale byłoby wskazane przedstawić wiarygodny raport medyczny w tej sprawie - mówi DZIENNIKOWI Janusz Palikot, poseł Platformy Obywatelskiej.

Nie, nie mam też chorób wenerycznych i jestem zdrowy psychicznie.


Nigdy.


Radziłem się w kilku sprawach. To były takie rozmowy, które lepiej pomogły mi zrozumieć rzeczywistość.


U psychologa byłem cztery razy, potem uznaliśmy, że wszystko jest w porządku i nie potrzebuję więcej wizyt. To było po rozstaniu z pierwszą żoną.


Przede wszystkim dziwią. Rozumiem, że uprzedził tym jakąś akcję, ale nie mogę zrozumieć, po co ktoś sięga po takie używki, bo sam nigdy nie paliłem ani papierosów, ani marihuany, ani książek, ani flag, niczego…


Tak, jestem ssakiem całkowicie niepalącym.


Powinien zrobić badania, tak samo jak prezydent Kaczyński. Premier obiecał poddać się temu w czerwcu, prezydent miał to zrobić jeszcze w maju, ale już kluczy i mówi o jesieni. A premierowi doradzałbym, by przeprowadził również badanie na obecność narkotyków. Jestem pewien, że młodzieńcze przygody nie wywołały żadnych zmian w organizmie, ale byłoby wskazane przedstawić wiarygodny raport medyczny w tej sprawie.


Tu chodzi o stan zdrowia polityków. Zaczęło się w styczniu od trochę niefortunnego pytania o stan zdrowia prezydenta Kaczyńskiego.


Przyznaję - nie jest, ale jeśli chodzi o Alzheimera, to zacytowałem tylko "Przekrój”, w którym przeczytałem o pojawiających się plotkach na ten temat.


Właśnie się przebadałem, niczego takiego nie stwierdzono.


To, co pan teraz próbuje powiedzieć…


Ja niczego nie insynuuję, ale proszę o przedstawienie raportu na temat stanu zdrowia prezydenta! Ja tylko zadaję pytania.


Właśnie byłem przesłuchiwany w prokuraturze, zobaczymy, czym to się skończy.


Być może, ale to jednak nie są te same przypadki. Powtarzam, że zadawałem pytania.


Nikogo nie pobiłem i nie zgwałciłem, ale jeśli miałby pan choćby jakieś poszlaki, to mógłby takie pytanie zadać. Ja powoływałem się na artykuł w gazecie i plotki krążące po Warszawie.


Artykuł w "Rzeczpospolitej” był wyjątkowo złośliwy. Nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę gejem.


(śmiech) Nie, ale pytałem ludzi na ulicy, czy nadużywają alkoholu.


Nie.


Pytam czasami: "Czy nadużywa pan alkoholu?” i słyszę "Nie” albo "A co to pana obchodzi?”, ale kiedy dopytuję: "A obraziło pana to pytanie?”, to większość odpowiada, że nie. Z badań wynika, że 60 do 80 procent Polaków uważa, że prezydent powinien przedstawić raport o stanie swego zdrowia. Nie sądzę zresztą, że powinno to ograniczać się do prezydenta i premiera.


Nic złego by się nie stało, gdyby wszyscy kandydujący w wyborach do parlamentu czy kandydaci na prezydentów dużych miast przedstawili informację na temat swego stanu zdrowia.


Nie sądzę, raczej tryska energią (śmiech). To bardzo pogodny człowiek, choć ogromnie zaciążyły na nim lata spędzone w więzieniu. Widzę w jego zachowaniu to doświadczenie kilku lat spędzonych w więzieniu, to trwała rysa jego charakteru. Czy nadużywa alkoholu?


Wiem, wiem, ale odpowiadam, że nie zauważyłem.


W najmniejszym stopniu. To ja padłem ofiarą agresji, bo na zadane pytania posypały się na mnie obelgi.


To nie jest tak, że powiedziałem wszystko o wszystkich.


Nie boję się. Przypominam, że kiedy Donald Tusk powiedział, że "każda partia ma swojego Palikota”, odpowiedziałem, iż na niektórych dworach błazen bywał mądrzejszy od króla.


To pana ocena.


Nie sądzę, by mieli taką opinię.


No, można to i tak odczytywać. Oczywiście część opinii mogła rozumieć w ten sposób, że chodzi o błazna…


Nie, po prostu odpowiedziałem w ten sposób na pytanie dziennikarza.


I tak również można te słowa odebrać.


I cóż ja mogę na to powiedzieć? Jeśli pan tak uważa, to zachęcam pana i redakcję do przeprowadzenia badań, jak Polacy oceniają Janusza Palikota. I zobaczy pan, czy wyniki będą takie, o jakich pan mówi, czy też zupełnie inne. A ostatnio premier kilkakrotnie bardzo pochlebnie wypowiadał się na temat mojej pracowitości. Powiedział, że tylko Palikot jest w stanie pokonać biurokrację, bo do tego potrzeba determinacji graniczącej z szaleństwem.


Jeśli tak pan myśli, to zalecam panu lekturę "Świętego idioty” Cezarego Wodzińskiego i prac z historii Kościoła dotyczących roli świętego idioty.


(śmiech) Nie, ale chcę panu pokazać, że słowo "szaleniec” odczytywane przez pana tak negatywnie w naszej kulturze bywa rozumiane inaczej, ma wiele znaczeń. Być może panu niektóre moje zachowania mogą wydawać się szaleństwem w pejoratywnym znaczeniu tego słowa, ale dla większości Polaków jest inaczej. A w polityce nie decyduje głos Tuska, Chlebowskiego, Mazurka czy Palikota, ale głos opinii publicznej.


W wyborach miałem ponad 40 tysięcy głosów. Zapewniam pana, że dziś miałbym więcej. Pan jest przekonany, że opinia na mój temat jest negatywna?


Brak mi tego ciężaru, tego gravitas? A zmieniłby pan zdanie, gdyby się okazało, że to, co pan uważa za brak powagi, większość Polaków odbiera jako odwagę mówienia prawdy wbrew konwencjom elit? Codziennie spotykam się z takimi reakcjami, że ludzie rzucają mi się na szyję, zatrzymują samochód, okazują znaki sympatii…


Dlatego staram się ostatnio przejeżdżać, a nie przechodzić, bo spacerowanie stało się uciążliwe ze względu na liczbę fanów, którzy chcą pogadać. Wyobraża sobie pan to?


Nie mam ambicji prezydenckich. Ale nie musi pan podawać takich przykładów, niech pan weźmie Donalda Tuska, który również przez lata uchodził za człowieka luźnego, swobodnie traktującego politykę, zainteresowanego piłką. On w ciągu dwóch, trzech lat stracił tę łatkę, zmienił wizerunek i dziś jest premierem.


Tu się pan myli, tak nie jest. Ja zupełnie nie kalkuluję, nie jestem wyrachowany.


Wbrew pozorom nie ma przy mnie sztabu piarowców, zespołów analityczno-badawczych pracujących nad moimi decyzjami, ale zapewne nic pana, przy pańskim sceptycyzmie, nie przekona.


Za co?


Z tego, co wiem, ze dwa razy moja obecność w Platformie Obywatelskiej wisiała na włosku. Chyba opatrzność chciała, bym był w PO, bo jakoś wszyscy wokół mnie krytykowali. A przyszłość pokaże, czy uda mi się osiągnąć równowagę między moją pracą w komisji Przyjazne Państwo z jednej strony, a tymi akcjami typu koszulka "Jestem gejem, jestem z SLD” i badaniami stanu zdrowia prezydenta z drugiej.


Jak zrobiłem trzy lub cztery konferencje prasowe jak Bóg przykazał w sprawie sytuacji w lubelskiej policji, to nikt poza prasą regionalną nie reagował, ale jak tylko pojawiłem się z wibratorem, to prokuratura wzięła się do roboty i rozpoczęły się przesłuchania w sprawie molestowania kobiet przez policjanta. Więc dzisiaj, choć dla czytelnika Jeleńskiego, Audena czy Eliadego był to kontekst estetycznie trudny, zrobiłbym to jeszcze raz.


Cztery dni po tej konferencji Barbara Blida popełniła samobójstwo, co pokazuje, że miałem rację, piętnując atmosferę w Polsce, w której Blida mogła targnąć się na swoje życie.


To zupełnie inny przypadek. Temu człowiekowi nie zafundowano żadnego spektaklu, niczego nie filmowano, nie pokazywano w telewizji.


Mówiliśmy o moich zachowaniach. Pan uważa, że ja je wykalkulowałem, wyliczyłem, że to da mi rozpoznawalność?


Jak pan widzi na przykładzie Borisa Johnsona, burmistrza Londynu, można wygrywać wybory bez fryzjera (śmiech). Próbuję pana przekonać, że nie mam żadnej strategii, pomysłu, jak zdobyć popularność, a potem startować po najważniejsze stanowiska. Pewne gesty były raczej aktem rozpaczy, próbą zwrócenia uwagi na to, co się dzieje, kiedy inne podobające się panu normalne środki zawodziły.


Dlaczego pan tak myśli?


Nawet jeśli ujawnienie stanu zdrowia najważniejszych osób w państwie pana nie przekona, to mam nadzieję, że przekonają pana efekty pracy komisji.


Nie, nie planuję takich posunięć. Mam zamiar doprowadzić do końca prace komisji Przyjazne Państwo, by pan i inni uznali, że to jednak dobrze, iż Palikot znalazł się w polityce, bo coś się w pańskim życiu zmieniło.


Nie wycofujemy się. Z tego, co wiem, prace w MSWiA trwają i do końca roku obowiązek meldunku zostanie zniesiony. To nie ja za to odpowiadam, ale myślę, że skończy się to sukcesem. My w zeszłym tygodniu skończyliśmy prace nad zniesieniem pozwoleń na budowę.


Wszystko jedno czyj, ważne, by wreszcie wprowadzić go w życie. Podam panu inny przykład: cztery razy do roku pracodawcy muszą wyliczać ZUS podstawę ubezpieczenia społecznego dla 12 milionów pracowników. To miało sens w czasach hiperinflacji, ale nie teraz, kiedy można to spokojnie robić raz w roku. Jeżeli w tych 48 milionach dokumentów jest tylko 1 procent błędów, to znaczy, że mamy prawie pół miliona pomyłek, które potem w korespondencji z ZUS trzeba naprawiać! I widzi pan, to nie wibrator, tego żadna telewizja nie pokaże, bo to nie jest sexy.


Zależy mi na tym, by to załatwić, a obecność w mediach miała mi tylko pomóc w realizacji moich pomysłów.


Kiedy pod kliniką, w której żona urodziła syna, roiło się od paparazzi i nie można było normalnie wejść, to wychodząc stamtąd, pokazaliśmy dziecko, zrobili zdjęcia i spokój. Nie zaprosiliśmy mediów na wesele, więc wszystkie drzewa wokół posiadłości były zajęte przez fotoreporterów, a ochrona prowadziła z nimi bitwy. Co miałem zrobić? Wpuściliśmy ich do środka, pozwoliliśmy zrobić kilka zdjęć i koniec. Wcale tego nie chciałem, ale okoliczności nas zmusiły.


Nie, od rana byłem na tych badaniach…


Potem jeszcze idę do telewizji.


To manipulacja, bo dziś akurat tak wypadło, ale wczoraj przez cały dzień prowadziłem obrady komisji, przedwczoraj identycznie.


Raz na dwa tygodnie występuję w mediach.


Nie szczycę się, a płacę na synów dużo więcej. Sąd zasądził 10 tysięcy, ale realnie wydaję dwa razy tyle.


Nie musiała, to nieprawda.


Nic takiego nie miało miejsca. Sprawa alimentów była wynikiem ugody, a nie rozprawy. Sam zaproponowałem taką kwotę, a sąd się na nią zgodził, nie było żadnego sporu. Proszę mnie nie zmuszać, bym udowadniał, że wydaję na dzieci więcej, niż kazał mi sąd, a żona dostała z naszego majątku więcej niż ja.


Jeżeli dla pana kilkadziesiąt milionów złotych to mało, to gratuluję.


A co to jest JP Morgan, a co JP wypożyczalnia wózków widłowych w Augustowie i tysiące innych firm, które mają w nazwie JP?


Rzeczywiście, nazwa ma odniesienie do mnie, a twórcą tej fundacji był bank inwestycyjny, który zainwestował pieniądze w Polmos Lublin. I normalną procedurą jest, że takie firmy lokują pieniądze ze względów podatkowych w Holandii czy Luksemburgu.


Będzie rozprawa w sądzie, to będziemy o tym dyskutowali. Oskarżenia formułuje Roman Giertych, sam będący w kręgu podejrzeń o wyprowadzenie pieniędzy z Wielkopolskiego Banku Rolniczego.


Bo czy nie niepokoi pana, że sprawa WBR ciągnie się 7 lat?


Mówię tylko tyle: nie zakładałem tej fundacji, nie jestem jej właścicielem ani udziałowcem i nie czerpię z niej żadnych korzyści. Koniec, kropka. A moja była żona i pan Giertych nie mają żadnych dowodów na swoje twierdzenia.


Mógłby sobie nawet nazwać fundację Palikot - i co by z tego wynikało?! Oni podobnych operacji dokonują dziesiątki. A zatrudnił tam mojego współpracownika, którego poznał z pracy przy Polmosie i miał do niego zaufanie. A oskarżenia mojej żony zweryfikuje sąd.


Może media uznały, że nie ma żadnych dowodów na potwierdzenie takiej tezy, więc się nie ma czym zajmować?


Tylko raz reklamowałem własną firmę.


Być może, nie pamiętam już.


Naprawdę wyleciało mi z głowy. Proszę mi przypomnieć.


Co zrobić? Dałem twarz do filmu reklamującego emisję akcji firmy produkującej alkohol, to ryzykowna rzecz. A co by było, gdyby emisja akcji się nie udała? Cały mój wizerunek zostałby nadszarpnięty.


Jak najbardziej.


Mogłem przecież wziąć te pieniądze z dywidendy, mogłem zatrudnić się jako przewodniczący rady nadzorczej i inkasować po 150 tysięcy miesięcznie. Wtedy by to nikogo nie oburzało, tak? Sprawa jest czysta.


Jestem szefem komisji i to mi w tej chwili wystarcza. Nie mam innych ambicji.


Gdybym chciał, to bym nim już był, ale uznałem, że więcej mogę zrobić w Sejmie.


Nie potwierdzę i nie zaprzeczę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj