*: Taką sytuację można określić tylko jednym słowem: okupacja. Rosyjskie władze - w tym także prezydent Dmitrij Miedwiediew - już kilkakrotnie zapewniały, że ich
wojska opuszczają nasze terytorium. Tymczasem ciągle tu są i nikt nie wie, kiedy wyjdą.
Dla mnie odpowiedź jest oczywista: winę ponosi agresor. A Gruzja w tym wypadku nie była agresorem.
A po co mielibyśmy to robić? To przecież nasze terytorium - jaki sens miałoby jego atakowanie? Tam przecież żyją obywatele Gruzji. Mieliśmy prawo wkroczyć na ten teren, ale nie po to, żeby
walczyć.
Dziś jest zbyt wcześnie na oceny. Po pierwsze rosyjskie wojska muszą opuścić nasz kraj. Potem będziemy się zastanawiali nad innymi sprawami. Z pewnością powstaną specjalne komisje, które
zbadają, co się naprawdę wydarzyło i kto za to odpowiada.
Na pewno były jakieś błędy, nikt nie jest nieomylny. Saakaszwili nie cieszył się poparciem wszystkich obywateli. Wielu Gruzinów go krytykowało, powstała dość silna opozycja. Ale powtarzam,
nie czas na rozliczenia. Moim zdanie to Moskwa, żądając ustąpienia prezydenta Gruzji, popełnia wielką pomyłkę.
Po pierwsze to jest absolutnie bezprawna, otwarta ingerencja w wewnętrzne sprawy Gruzji. Po drugie Moskwa może się poważnie przeliczyć, bo takie żądania tylko umacniają autorytet
Saakaszwilego i jego społeczne poparcie.
Nie powinno do tego dojść. Gruzini to naród wojowników, który ma w swojej historii zarówno wielkie zwycięstwa, jak i porażki. Każdą wojnę można wygrać albo przegrać i nie zawsze
liczebność wojsk jest decydująca. Gori to jedno z największych gruzińskich miast, a jego mieszkańcy zawsze byli gotowi go bronić. Nie wiem, czemu dowódcy podjęli takie decyzje. Nie ja ich
mam oceniać, ale moim zdaniem trzeba było walczyć o Gori.
Nie potrafię znaleźć odpowiedzi na te pytania! Gruzja była już kiedyś przez dwieście lat rosyjską kolonią. Ale po tym, jak stała się niezależnym i wolnym państwem, świat nie pozwoli, by
Rosja znowu ją podbiła. Moskwa, decydując się na agresję, sama skazała się na polityczną izolację.
Przecież Ameryka i większość państw Europy w tych ciężkich chwilach stanęły w obronie naszej niezależności. I właśnie to jest pierwszy wyraźny symptom izolacji.
Mam wrażenie, że rosyjskie władze, podejmując decyzję o wtargnięciu na terytorium Gruzji, głęboko się pomyliły. Moskwa zakładała, że powtórzy się sytuacja ze szczytu NATO w
Bukareszcie, kiedy część europejskich członków Paktu Północnoatlantyckiego opowiedziała się de facto przeciwko przyjęciu Gruzji do Sojuszu (głównymi przeciwnikami przyznania Gruzji MAP
podczas szczytu NATO w Bukareszcie były Niemcy i Francja - red.). Dzisiaj te państwa stanęły w naszej obronie. Kiedy cała Europa i Ameryka popierają Gruzję, sytuacja zmienia się na naszą
korzyść.
Zawsze miałem bardzo dobre stosunki z Putinem. Prawdę mówiąc, byliśmy przyjaciółmi. Pamiętam, jak jeszcze jako prezydent Rosji zaprosił mnie do Soczi, gdzie bawił na urlopie. Prosił mnie
wtedy, by Rosja mogła dokończyć budowę linii kolejowej w Abchazji. Wyraziłem na to zgodę. Ja z kolei poprosiłem go, by pomógł rozwiązać problem gruzińskich uchodźców, którzy nie mogą
wrócić do swoich domów w Abchazji.
Na początek zaproponowałem, by rozpatrzył problem powrotu 80 tys. wygnańców z regionu Gali. Putin bez chwili wahania wziął słuchawkę, zadzwonił do rosyjskiego generała, głównodowodzącego w Abchazji. W mojej obecności powiedział: "Masz trzy dni, żeby zebrać uchodźców i rozwieźć ich do domów w rejonie Gali. Odpowiadasz za to głową”. I rzeczywiście nie wszyscy, ale bardzo wielu, bo 60 - 65 tys. wróciło do domostw. Po tych rozmowach w Suchumi kilkakrotnie mówiłem, że Putin jest człowiekiem, któremu można wierzyć, że dotrzymał słowa. Ale wtedy Putin stał na zupełnie innych pozycjach. Przede wszystkim nie był tak agresywny jak teraz.
Po pierwsze, że potępiam działania Rosji. Że nie ma dla nich żadnego uzasadnienia. Że w żadnym wypadku nie należało wprowadzać rosyjskich wojsk do Gruzji. To był bardzo poważny
błąd.
Rosja nie powinna być agresywna. Świat wie, że Rosja jest silnym państwem i boi się, że po Gruzji przyjdzie czas na następnych. Dlatego właśnie Zachód, w tym także Niemcy, zjednoczył się
i stanął w naszej obronie.
Przyznam, że do czasu napaści na Gruzję uważałem Rosję za normalny kraj, a Dmitrija Miedwiediewa i Władimira Putina za normalnych ludzi. Od kiedy wtargnęli na nasze terytorium, ich działania trudno określić mianem cywilizowane. To zwyczajna agresja. Myślę, że wcześniej czy później obywatele Rosji rozliczą ich z tego.
To, by Rosja stała się znów imperium, jest moim zdaniem niemożliwe. Myślę, że sami Rosjanie nie chcieliby powrotu czasów Związku Radzieckiego.
Wcześniej czy później Gruzja odzyska terytoria tych dwóch republik autonomicznych. Oczywiście w związku z ostatnimi wydarzeniami ten proces przeciągnie się w czasie. Nie potrafię
powiedzieć, na jak długo. Myślę, że 5 - 10 lat. Zawsze popierałem pokojowe rozwiązanie konfliktu. Wielu Abchazów i Osetyjczyków także wierzyło, że jest to możliwe. Niestety teraz
sytuacja bardzo się skomplikowała.
Ach, wiecie państwo, dziś ministrem jest ten, jutro będzie kto inny. Przecież decyzje polityczne nie zapadają na poziomie szefów dyplomacji! Decyzje podejmują prezydenci.
Mogę tylko wyrazić wdzięczność panu Lechowi Kaczyńskiemu. Szczerze pomógł całej Gruzji w trudnej dla nas chwili. Poparł nie tylko Saakaszwilego, ale cały naród Gruzji i nasze państwo.
Zawsze wierzyłem, że prezydent Polski jest człowiekiem godnym szacunku.