Dziennik Gazeta Prawana logo

Kubuś w wersji sado-maso

18 listopada 2008, 00:11
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nie patrząc na światowy kryzys i ogólnopolską tendencję polegającą na nieczytaniu gazet, oddaję się temu nałogowi regularnie. Nudne to, wtórne, ale żyć bez tego nie mogę. Taka karma. Niestety, okazało się to zaraźliwe i moja progenitura domaga się licznych pisemek skierowanych do niej - pisze w DZIENNIKU Robert Mazurek.

I tu zaczyna się problem - i tylko teoretycznie jest to problem obfitości. Kioski zawalone są co prawda jakimiś pisemkami dla dzieciaków w przeróżnym wieku, zwykle zresztą związanymi z ostatnimi przebojami wieczorynek, obowiązkowo oferującymi chińską tandetę jako prezenty. Po rozpakowaniu foli sprawa staje się jasna - czytać nie ma co, oglądać również, bo wszystko jest dodatkiem do plastikowego gadżetu. Owe rzekome pisemka dla dzieci istotnie powinny być zafoliowane, najlepiej w czarną, nieprzezroczystą folię i sprzedawane w sex shopach jako towar dla szczególnie wyrafinowanych sadystów znęcających się nad małoletnimi przez wystawianie ich na widok takiej zbrodni na estetyce. A wydawcami powinien zająć się z urzędu prokurator.

Dając niniejszym upust typowo starczej niechęci do zmian coraz bardziej współczesnego świata, pozwolę sobie na drobną wątpliwość. Czy aby bezsporne bezguście jest produktem naszych czasów i uniwersalnej popkultury i poprynku? Myślę, że wątpię. Choćby krótka wizyta w pierwszym z brzegu sklepie z zabawkami w Anglii może przyprawić o oszołomienie - prócz plastikowego szmelcu leżą tam kapitalne puzzle ze znikającymi obrazkami czy drewniane zestawy do wyrobu korali dla kilkuletnich dam.

Co tam Anglia - wystarczy oglądanie słowackiej wersji telewizji Mini Mini. Filmy z grubsza podobne, ale różnica kolosalna. Oto w przerwie między nimi Słowacy puszczają walce Straussa. Polacy w tym czasie serwują syntezatorowe, discopolowe wersje piosenek, od których pluszowym misiom wypadają zęby, a lalki rwą włosy z głowy. Jest to zaiste wrażenie piorunujące, po którym słuchacz w zespole Feel słyszy niemal symfoników wiedeńskich.

Można oczywiście zakazywać małoletnim słuchania tego cuda, a zamiast ofoliowanych pisemek kupować "Misia", ale tylko "Misia", bo już "Świerszczyk" bez żadnej żenady poświęca okładkę na plakaty kolejnych disneyowskich filmów. Mgliście pamiętam ze studiów prawo prasowe, ale zdaje się, że nakazuje ono oddzielać treści reklamowe od redakcyjnych, ale co tam, wiedza ta musi być obca redakcji.

Rozumiem, że jestem nieuleczalnym starcem, którego razi nawet Stuwiekowy Las zamiast Stumilowego w telewizyjnym Kubusiu Puchatku (zdaje się, że poskąpili kasy na prawa do genialnego tłumaczenia Ireny Tuwim), ale czy naprawdę dzieciom trzeba wcisnąć każdą Dodę?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj