Dziennik Gazeta Prawana logo

"Nigdy nie morduję pająków"

2 stycznia 2009, 23:38
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
"Nigdy nie morduję pająków"
Inne
Jestem trochę załamany naszymi komediami i jestem jedynym człowiekiem, który się nie śmieje w kinach. Ostatnio ubawiłem się na "Weselu" i "Dniu świra". Większość naszych komedii żongluje dowcipem o wadze młyńskiego kamienia - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Robert Górski, lider Kabaretu Moralnego Niepokoju.

Zaraz?! A tamto, o czym rozmawialiśmy, się nie nagrywało? Wystrzelałem się ze wszystkich dowcipów.


Ostatnio byłem na rodzinnej imprezie i przysłuchiwałem się temu, jak opowiadają. Jaką to ma kapitalną dynamikę! Zaczyna się od tego, co jest na stole, potem gdzie to kupili, a że ta ulica jest remontowana, bo wszystko jest remontowane i nigdzie nie można przejechać. Chciałem nawet stworzyć cykl skeczy o ludziach rozmawiających przy stole zaczynający się od tego, ile pająk ma nóg.


Podejrzewam, że osiem.


Wyrzucam bez patrzenia, ile mają nóg, bo są obrzydliwe.


Nie, nie. Babcia mi powiedziała, że pająki uratowały Matkę Boską, oplótłszy ją pajęczyną, i szatan nie mógł nic zrobić.


Wierzę, choć nie do końca wierzę, że uratowały ją pająki. Ale skoro babcia tak powiedziała, to ich nie morduję, tylko wyrzucam. A pan?


To ohydne. Morduje pan pająki?! Dlaczego?


Przykro mi, że spotkałem taką osobę na swojej drodze.


A wracając do pańskiego pytania, to byliśmy ostatnio z żoną i dzieckiem w banku, gdzie przyjął nas jakiś oficjel i coś tłumaczył. Wyłączam się od razu, tak samo żona, bo nic nie rozumiemy, a Antek coś tam zrobił czy się przewrócił, więc wybuchnęliśmy śmiechem. Ten pan nie wiedział, jak zareagować, więc powiedział coś w stylu: "No tak, młoda osoba w tym wieku bawi się ruchem". I to połączenie bankowej nowomowy z prostą sytuacją życiową było kapitalne.


Każda grupa zawodowa ma swój kod. Ostatnio miałem kontakt ze scenarzystami. Oni wszyscy są tacy sami: unikają publicznych wystąpień, mają podobne fryzury i okulary, noszą skórzane kamizelki i raczej nie przejmują się wyglądem. Dziennikarze też zresztą są niechlujni.


Na mnie moja ostatnio nakrzyczała, że chodzę jak dziad, więc pojechaliśmy na zakupy, gdzie kupiłem kilka par spodni, żeby dobrze wyglądać przez najbliższe kilka lat. Poza tym, wracając do poprzedniego pytania, ciekawi są aktorzy.


Co więcej, nie znam aktora, który by potrafił opowiedzieć dowcip, siedząc. On musi wstać i go odegrać. Wchodzisz do knajpy i widzisz gościa, który stoi i coś mówi – to aktor opowiadający dowcip.


Ale kelner słucha, a aktorzy nie słuchają, tylko patrzą i zastanawiają się, co za chwilę sami powiedzą.


Wolę "Biuro", to najlepsza rzecz, jaką ostatnio widziałem. A "Mała Brytania" jest trochę zbyt grubą krechą zrobiona.


Bo w Polsce bezkompromisowość od razu jest wulgarna, a oni podadzą to w jakimś zmiękczającym sosie. A u nas to od razu na ostro, tak jak się kręci prywatnie pornosy, wie pan…


Taa…, nie wie pan (śmiech). Pokażę panu na komórce. Mam taki pomysł, żeby zrobić kabaret Ścierwo, czyli ciemną twarz naszego kabaretu, żeby popakować tam wszystkie brzydy, wulgarne aluzje seksualne, walnąć w Murzynów, Żydów, księży, pedałów, żeby tak zgarnąć to wszystko ze stołu razem z obrusem.


Może nasza rozmowa mnie zmotywuje, znajdzie się choć jeden odbiorca.


To dziwne, wszystkim moim znajomym to się bardzo podobało i opowiadali sobie skecze.


Pewnie nie. Jestem trochę załamany naszymi komediami i jestem jedynym człowiekiem, który się nie śmieje w kinach. Ostatnio ubawiłem się na "Weselu" i "Dniu świra". Większość naszych komedii żongluje dowcipem o wadze młyńskiego kamienia.


W naszym busie mamy odtwarzacz DVD i jak jedziemy w trasę, to oglądamy filmy już nie klasy B, ale dalszych liter alfabetu, choćby horrory slashery.


Taki podgatunek horroru, w którym ludzie zabijają się ostrymi narzędziami i jest dużo krwi.


Czasem te filmy są tak nieudolne, że aż fajne. Mamy okazję do komentowania i jest wesoło.


Czytam albo o Powstaniu Warszawskim, albo o wojnie. Teraz "Katów i ofiary" Laurence’a Reesa, który opisuje, skąd bierze się to okrucieństwo. Czytam też obozowe pamiętniki.


Tego nie znam. Czytałem oczywiście Bartoszewskiego, "Pięć lat kacetu" Grzesiuka, wspomnienia aptekarza z Apteki "Pod Orłem" w krakowskim getcie. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie relacja kobiety, która trafiła do getta w Końskich, a potem przeżyła wojnę, ukrywając się pod Sandomierzem. Chciałem nawet napisać całkiem serio scenariusz filmowy o tym.


Musiałbym poprosić amerykańskiego Żyda o sfilmowanie. Inny pomysł na scenariusz to "Apel" Andrzejewskiego, który jest jak grecka tragedia - jedność czasu i miejsca.


E, nie, rozmawiam z ludźmi i mam wrażenie, że jest nawrót jakiegoś pozytywnego patriotyzmu. Jestem po lekturze "Kinderszenen" i zgadzam się z Rymkiewiczem, że choć powstanie nie powinno wybuchnąć, to jest to piękne wydarzenie w życiu narodu.


O właśnie tak, z tym się mogę zgodzić! Miałem taki pomysł na scenariusz o powstaniu: kibice Legii świętują mistrzostwo Polski i uciekając przed policją, chowają się w kanale, z którego wychodzą w realiach Powstania Warszawskiego. Pan gdzie mieszka?


Mokotów - piękna powstańcza karta. Ciekawe, czy dałoby się przejść kanałami z Pragi? Pewnie byłoby szybciej niż autem przez zakorkowany most.


Takim, że cieszę się, jak Lech awansuje, i martwię, jak Wisła odpada. Żaden fanatyk. A zatem generalnie częściej się martwię, niż cieszę. Cieszyłem się, jak komentował Ciszewski, zacząłem martwić, odkąd nastał Szpakowski. Jego głos niestety kojarzy się z klęską. Tak mnie to wku...a, że już nie mogę tego słuchać! Mógłby komentować powstanie.


Myślałem o tym. Brakuje nieco humoru w tych komentarzach.


Z Niemcami? Że przegrywamy, ale i tak jest nieźle, bo przynajmniej od strony naszej bramki nie wchodzą Rosjanie.


Nie umiem, ale znalazłem sposób. Trzeba śpiewać bardzo głośno, bo głośno zaśpiewany fałsz przestaje być fałszem, ponieważ wszyscy myślą, że tak trzeba. Piszę też wiersze, ostatnio rzadziej, ale jak będę stary, to się na tym skupię - na pisaniu wierszy i poważnych piosenek.


To nic specjalnego - leżę sobie i piszę.


E, nie, po pijaku nic do głowy nie przychodzi. Kochanowski pisał: "Widział kto poetę trzeźwego? Nie wymyśli taki nic mądrego". Pozwoliłbym sobie polemizować. W każdym razie ja kładąc się spać, myślę sobie o skeczu, zapisuję sobie jakieś pomysły i dopiero potem przepisuję do komputera.


Nie jestem zbyt systematyczny. Oczywiście, najlepsze pomysły przychodzą do głowy rano i jeśli jest 14, a ja nic nie napisałem, to już mogę się pójść upić.


Napisałem właśnie scenariusz pełnometrażowej komedii i mam nadzieję, że powstanie na jej podstawie film. To ma być panorama współczesnej Polski opowiedziana językiem, którego w kinie nie mogę się doszukać.


To film drogi, którego bohaterami będzie dwóch wyrzutków społeczeństwa. Zdobywają oni skarb, który może zaważyć na losach naszego kraju, więc interesują się nim wszystkie wywiady i próbują ich znaleźć. A w tle jest polityka. To będzie dzieło, po którym zapadnie cisza i nikt nie ośmieli się nakręcić innego filmu.


Nie, bo jak zarobię na tym krocie, to zrealizuję za własne pieniądze następny film, który będziemy pokazywać w nieistniejących DKF-ach. Oczywiście byłby to film o wojnie albo powstaniu.


To stara strona. Byliśmy młodym kabaretem i wypadało się do nich odwoływać, bo to dobry background. Ale jak sobie ostatnio popatrzyłem na to, co robimy, to widzę tu niewiele ze Starszych Panów.


A, widzi pan! Na początku byliśmy młodzi, przesiąknięci ideałami, a potem poszliśmy drogą komercji i odcięliśmy się od tego (śmiech). Musieliśmy się skomercjalizować, bo występujemy w dużych halach, a tam Kabaret Starszych Panów też by sobie nie poradził.


Na pewno pisałem, że nie będziemy się przebierać za baby, ale nam łatwiej, bo mamy babę, która się przebiera za baby.


Jest takie powiedzenie: "Jak się śmiesznie przebrać, to może być nawet zabawne".


Jasne, że strój jest jednym z elementów przedstawienia, ale staram się, by nie był najważniejszy. Zresztą im droższy kupimy rekwizyt czy strój, tym gorzej nam skecz wychodzi i przestajemy go grać, choć mamy zajebistą czapkę i płaszcz Sherlocka Holmesa. Najlepiej wychodzą żarty oparte na słowie, więc zmierzamy w stronę kabaretu ubogiego. Jak Grotowski, ale nie będziemy chodzić boso po scenie.


Nasz menedżer dodaje, że jest zadowolony, kiedy artyści się rozwodzą, bo wtedy potrzebują pieniędzy i chcą dużo grać.


Na ogół nie, ale się zdarza.


To niech pan zajrzy na stronę kabaretu Ani Mru Mru - oni wyjeżdżają na dwa tygodnie w trasę. My wyjeżdżamy na dwa, trzy dni, boby nas żony pozabijały. Ale jak już jedziemy, to gramy na ogół po dwa koncerty dziennie, bo nie opłaca się jechać dziesięć godzin w jedną stronę na jedno przedstawienie.


Czasem dzwonimy, ale jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że nie musimy zabiegać o koncerty, a raczej ograniczać ich liczbę, żeby nie zwariować. W pewnym momencie przegięliśmy pałę i musieliśmy nieco ograniczyć występy, żeby nie popaść w rutynę bądź alkoholizm. A jest wiele okazji do tego, by świętować sukcesy w Krośnie, skąd pochodzi moja żona.


Nie, takie prawidłowe, gdzie ropa była.


I Gomułka, Leszek Teleszyński oraz Robert Rozmus.


Poważnie?! Leszek Teleszyński, "Życie na gorąco". Nie oglądał pan tego serialu? On był idolem wszystkich kobiet.


W każdym mężczyźnie jest pierwiastek kobiecy albo kryptohomoseksualista.


Dobrze się pan maskuje.


Obecność w telewizji jest obowiązkowa, bez niej nie istniejesz. Jeśli nie ma cię w telewizji, ludzie myślą, że umarłeś albo rozpiłeś się. Świat poza telewizją nie istnieje.


Teraz mamy taką pozycję, że możemy sobie wybierać, ale na początku braliśmy wszystko, co nam z łaską oferowano, mówiąc, że albo nie zapłacą nam wcale, albo marne grosze, bo to dla nas promocja.


Rzeczywiście postać geja stała się ostatnio bardzo popularna i to nie tylko w kabarecie. Dostają nagrody, więc i przenosi się to na scenę. A telewizja niestety robi za duże sito i wszystkie kabarety przez nie przelatują, a że jest kilka kabaretów dobrych i wiele słabych, a wszystko nazywa się kabaret, więc rykoszetem uderza to w nas.


A czym są? Teatrem? To pokażę im kilka przedstawień teatralnych i nie będą chcieli być teatrem. Chyba, że stworzą półkę "Mumio".


Teraz trudno byłoby znaleźć pracę przynoszącą takie dochody i tyle satysfakcji, ale kiedyś pracowaliśmy w reklamie, jak wszyscy w naszym pokoleniu.


To wtedy napisał, że nietoperze żywią się myszami, i do redakcji zadzwonił jakiś wkur...ny profesor?


A skąd ja mogę wiedzieć? Pewnie robakami, skoro same są wielkości myszy.


Inaczej, bo tak zwane "biznesy" są takim greatest hits, a na koncert biletowany ludzie przychodzą specjalnie dla nas, płacą, chcą zobaczyć coś nowego i to właśnie te występy motywują nas do robienia nowych programów. Chociaż z kabaretem jest jak z zespołem muzycznym - żaden zespół, który nagrał choć jeden przebój, się nie rozwiąże, bo może później w całkowicie zmienionym składzie jeździć po Polsce na "biznesy".


A z nami grali Boney M, których słuchałem będąc dzieckiem.


I to nie raz, bo są chyba ze cztery Boney M, każdy oryginalny.


A my graliśmy dla sprzedawców takich rzeczy, które się przyczepia do odbytnicy, kiedy człowiek jest chory.


Autentycznie. Oni mieli jakieś zajęcia, a my dla nich zagraliśmy. Najwięcej koncertów mamy właśnie dla firm farmaceutycznych, które mają mnóstwo pieniędzy, w przeciwieństwie do ludzi, którzy kupują ich lekarstwa.


(śmiech) Nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.


To byśmy się nie zgodzili, bo są jakieś granice chałturzenia, nie wszystko można robić. No, chyba że zaproponowałby pan jakąś niewiarygodną górę pieniędzy, to wtedy bylibyśmy idiotami, gdybyśmy się nie zgodzili.


Tak, raz tylko pijany facet wlazł na scenę i nikt go nie chciał ściągnąć. Wkurzyłem się i sam go chciałem ze sceny sprowadzić, ale się wyłożył na schodach.


Nie chodzę, bo nie mam czasu, a poza tym nie czułem się tam zbyt swobodnie. Oglądam to sobie teraz z rzadka, ale wydaje mi się nieco nudne. Nie wiem, czy to tuba Platformy Obywatelskiej, czy nie, ale to już monotonne, niektórzy popadli w manierę.


Nigdy.


Gadamy? My się kłócimy i wrzeszczymy na siebie, bo wbrew pozorom nie wszyscy jesteśmy za PO.


Nasze kłótnie są o tyle bezsensowne, że i tak wszyscy są zafiksowani i nikt nikogo nie przekona, ale przynajmniej można się wyładować. Ale poza tym jesteśmy w wielu sprawach podobni, bo zgodnie uważamy, że najpiękniejsza para "Gali" to jakaś pomyłka.


Najpiękniejszą parą powinien być facet i baba. I już. A może warto nagrodzić jakiegoś aktora, który żyje z jedną i tą samą żoną przez całe życie.


Warto by poszukać. W tym zawodzie to bohaterstwo.


Ze mnie?! Ja tylko uważam, że telewizja publiczna powinna dawać jakiś przykład.


To nie tolerancja, tylko lans. Dobry skutek uboczny jest taki, że TVP zrezygnowała z tych wszystkich "Gal" i "Viv", które są wyłącznie aktem zbiorowego onanizmu zachwyconych sobą celebrytów. A ja przecież jestem tolerancyjny. Nie chcę nikogo zakuć w dyby, ale żeby od razu specjalnie to promować?


Widzi pan? Po prostu nie jestem ortodoksyjnie przekonany do jednej partii.


Rozlepiałem plakaty "Solidarności", popierałem Kuronia na prezydenta. Ale rozlepiałem też dla pieniędzy plakaty nie tego, kogo trzeba, ale to było w technikum.


Rodzice uważali, że trzeba mieć w życiu jakiś fach, a technikum to daje. Potem przez rok studiowałem też geologię.


Bo bez egzaminów, a bałem się zdawać na polonistykę. Zresztą na polonistyce większość facetów była wtedy po technikum. A większość kabareciarzy skończyła AWF lub politechniki.


(śmiech) A my jesteśmy wyjątkami.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj