Nie. To nieprawda. To ja sam chcę zostać eurodeputowanym. I to od bardzo dawna. Jeszcze w czasach rządu Kazimierza Marcinkiewicza rozmawiałem o tym z Jarosławem
Kaczyńskim. Umówiliśmy się, że będę kandydował w najbliższych wyborach do europarlamentu z pierwszego miejsca w Małopolsce.
Miałem taki plan. Może wychodzący daleko w przyszłość, ale na pewno uzasadniony. Parlament Europejski stwarza duże możliwości zaangażowania na rzecz obrony polskiego interesu. W Brukseli i
Strasburgu powstają nowe strategie dotyczące reformy wymiaru sprawiedliwości oraz walki ze zorganizowaną przestępczością. Chciałbym mieć udział w tworzeniu takich rozwiązań. PE jest też
miejscem, gdzie można zdobyć międzynarodowe doświadczenie.
Jeżeli chodzi o prezesurę w partii, to prezesem jest i będzie Jarosław Kaczyński. A po następnych wyborach będzie też premierem. Natomiast jeśli chodzi o prokuratorów, to Platforma
Obywatelska poniosła tu całkowitą porażkę, a komisje śledcze się ośmieszyły. Stawiane mi zarzuty były wyssane z palca, co widzą nawet ludzie niechętni PiS. Od czasów Marcinkiewicza
sytuacja jest inna, ale przesłanki się nie zmieniły.
Rzeczywiście przez długie miesiące spędzałem w prokuraturach wiele dni. Platforma za pomocą prokuratury uniemożliwiała mi pracę poselską. Musiałem jeździć po kraju i odwiedzać różne
prokuratury. Plusem tego była okazja do poznawania nowych pięknych miejsc, ale wolałbym to robić w innych okolicznościach niż w czasie wyjazdów na przesłuchania.
Nie potrzebuję immunitetu. Dałem temu wyraz, zrzekając się immunitetu w Sejmie. Najlepszym immunitetem jest osobista uczciwość. Choć problemem dla Platformy mogą być międzynarodowe
reperkusje wykorzystywania prokuratury do walki politycznej i stawiania fałszywych zarzutów jednemu z polityków największej partii opozycyjnej.
Decyzja o starcie w eurowyborach wynika z powodów, o których już mówiłem, i rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim. To on obiecał mi, że będę startował z pierwszego miejsca z Krakowa.
Konkurencja nie ma tu nic do rzeczy.
Z całą pewnością Jarosław Kaczyński w rozmowie ze mną przyjął takie ustalenia. Jestem przekonany, że tak właśnie będzie.
On nie pochodzi z Małopolski, nie jest z nią związany korzeniami w odróżnieniu ode mnie. Zresztą w poprzednich wyborach to ja ustąpiłem mu miejsca. Jest rzeczą naturalną, że jeśli będę
startował, to z Małopolski.
Myślę, że Adam Bielan jest osobą na tyle rozpoznawalną - jest wiceprzewodniczącym PE - że świetnie poradzi sobie z każdego innego miejsca w kraju.
Co będzie za pięć lat, to w polskich warunkach może powiedzieć chyba tylko wróżbita. Chcę w PE zaangażować się w obronę polskich interesów i zdobyć nowe doświadczenia. Interesują mnie
rzeczy, którymi już się zajmuję, czyli wymiar sprawiedliwości, reforma organów ścigania i walka z przestępczością. Też ważną sprawą jest wykorzystanie środków unijnych. Przypomnę,
że ostatnie dane, o których mówiła Grażyna Gęsicka, pokazują, że Polska ma poważny problem z ich wykorzystaniem. Praca w Brukseli też przecież nie zaszkodzi w zaangażowaniu w krajowych
inicjatywach, np. wspieraniu kandydatury Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich.
Coraz więcej decyzji w tych sprawach zapada w Brukseli. Jeszcze jako minister sprawiedliwości współpracowałem ze strukturami unijnymi i innymi krajami członkowskimi. A w tym Sejmie rola
opozycji jest bardzo ograniczona.
Nieprawda. Platforma Obywatelska wprowadziła niezwykle ostry spór polityczny, który przekłada się na pracę parlamentu. PO neguje wszystkie projekty, które przedstawia PiS. Jeżeli nawet są
przyjmowane do dalszego czytania, to i tak są dewastowane w trakcie dalszych prac. Paradoksalnie za czasów Leszka Millera, gdy byłem w komisji ds. afery Rywina, miałem większe możliwości
działania. Nie uwierzyłbym, że łatwiej będzie mi przekonać do dobrych rozwiązań posłów SLD niż obecnych polityków PO. W tamtych czasach dzięki ponadpartyjnemu kompromisowi
wprowadziliśmy wiele zmian w przepisach zaostrzających kary za przestępstwa pedofilskie. Udało mi się przekonać parlamentarną większość do umieszczenia w kodeksie karnym przepisów
pozwalających ścigać korupcję w futbolu. Dziś podobna sytuacja nie byłaby możliwa, bo Platforma uznała, że jej polityczny interes wymaga totalnej negacji wszystkiego, co proponuje opozycja.
W tym sensie widzę, że więcej miejsca dla mojej aktywności jest w PE.
Nieprawda, to plotki. On nie miał wpływu na moją decyzję. Zresztą jako kandydat do PE wystąpiłem już w poprzednich wyborach, ale ustąpiłem na rzecz Adama Bielana. I wspierałem go, ale już
wtedy rozmawiałem z Jarosławem Kaczyńskim na temat mojego startu w kolejnych wyborach. Dlatego śmieszą mnie plotki, jakoby Jarosław Kaczyński chciał mnie wypchnąć do europarlamentu.
Publicznie je dementuję. Jest dokładnie odwrotnie.
Tak. Ja go przekonywałem.
Chociaż wszystkie języki krajów członkowskich są równoprawne, to staram się pracować nad angielskim. Mam nadzieję, że będą postępy.
Na powtórce, bo angielskiego uczyłem się już w latach szkolnych. Znalazłem stare podręczniki i teraz je wertuję. Staram się poprawić moje umiejętności, choć wiem, że wielu wpływowych
polityków z Niemiec, Włoch czy Francji nie zna angielskiego. I oni uważają to za normalne, bo twierdzą, że reprezentują ważne narody, co - jak twierdzą - upoważnia ich do przemawiania
wyłącznie w ojczystym języku. Podam jako przykład szefa Komisji Prawnej PE, który mówi tylko w języku ojczystym, czyli włoskim. Mimo dumy narodowej nie podzielam tego poglądu, bo angielski
jest potrzebny do rozmów kuluarowych.
* Zbigniew Ziobro jest posłem PiS i był ministrem sprawiedliwości