Prezydent zawetował ustawę umożliwiającą sześciolatkom pójście do szkół. Dlaczego to zrobił? Naprawdę nie wiem i nie rozumiem.
>>> Michalski: Najgłupsze weto tej prezydentury
Ustawa nie niesie ze sobą bowiem żadnych zagrożeń. Nie ma w rozwiązaniach w niej zawartych nic niebezpiecznego. Mogę jedynie podejrzewać, że sądzą, że społeczeństwo jest głupie i złapie się na tanie chwyty w stylu: ustawa jest zła dla biednych. Otóż nie jest.
Myślę, że biedne matki też chciałyby posłać wcześniej dzieci do szkoły, by móc zarabiać pieniądze.
Kryzys gospodarczy to nie jest dobry czas na taką reformę - argumentował prezydent. A co ma jedno do drugiego?! Nic. Dużo szkół już jest przygotowanych na przyjęcie sześciolatków. Część naturalnie nie i nie będzie. Ale dlatego ustawa jest skonstruowana tak, że nie ma
przymusu posyłania sześcioletnich dzieci do szkół.
Lech Kaczyński chwalił się, że ma wnuczkę, która ma sześć lat. Ale widać nawet wnuczka nie pomogła podjąć dobrej decyzji. Weto wobec tej ustawy to zła informacja dla niej i jej rówieśników. Niepotrzebnie zaszkodził sam sobie. Niemal w całej Europie przyjęta już jest zasada, że dzieci edukację szkolną zaczynają od sześciu lat. W Polsce szkoła ciągnie się bardzo długo. Sytuację, w której szkołę kończy się w wieku 19 lat, jest absurdalna. Wcześniej rozpoczęta edukacja to wymierne korzyści.
>>> Zaremba: Nie eksperymentujmy na dzieciach
Wiem coś o tym z własnego doświadczenia. Rodzice musieli tylko złożyć podanie. I tak szkołę skończyłem w wieku 17 lat. Miałem dwa lata do przodu wobec innych. Idąc do szkoły w wieku sześciu lat, można skończyć studia, mając 22, zrobić doktorat, mając 27 lat. Dziś doktoranci zaczynają, mając 27, a to jest czas, kiedy pojawia się żona, dzieci i doktorat przeciąga się w nieskończoność.