Roman Giertych nie jest postacią anonimową. Długo funkcjonował w polityce. I choć teraz deklaruje, że polityką się nie zajmuje, to jednak jest od razu z nią kojarzony. Smaczek tkwi więc w tym, że jeden człowiek Ligi Polskich Rodzin doradza innemu człowiekowi z tą partią związanemu. Fakt, sytuacja byłaby znacznie poważniejsza, gdyby Farfał zwrócił się, załóżmy, do swojego wujka, który jest prawnikiem. Lub gdyby Giertych za ekspertyzę kazał sobie zapłacić. Tak się nie stało.
>>> Cezary Michalski: Sztandar z wartościami nad trupem TVP
Cóż, można powiedzieć, że zachował się gospodarnie i nie chciał szastać publicznymi pieniędzmi. Z kolei Giertych mówi, że był zadowolony, bo sąd w tej sprawie wydał taką samą opinię, co jego kancelaria. Miał więc były wicepremier satysfakcję zawodową.
Na razie nie słyszeliśmy, by Farfał konsultował z nim jakiekolwiek zmiany personalne czy programowe. W całej sprawie można jedynie żałować zachowania p.o. prezesa Frafała, którego rządy potrwają najpóźniej do jesieni. Gdy wejdzie ustawa medialna, on automatycznie wywietrzeje z TVP.
Jednak ten człowiek był w sytuacji, której inni prezesi publicznych mediów mogliby mu tylko pozazdrościć. Jako pierwszy na tym stanowisku właściwie nie miał nad sobą polityka. Mógł to wykorzystać. Bo oczekiwania wobec niego, że zrobi dla telewizji coś dobrego, były zerowe. A nawet na minusie. Gdyby więc przywrócił jakiś wartościowy cykl, namówił kogoś ważnego do zajęcia stanowiska, to wszystkich pozytywnie by zaskoczył. Od razu rozległyby się głosy: proszę, taki Farfał, a jednak potrafi zrobić coś pożytecznego. Zagrałby na nosie swoim poprzednikom i tym, którzy krzyczeli, że to nazista i szturmowiec. . I nawet jeśli nie podobała mu się pani Romaszewska-Guzy na stanowisku szefa Polonii, to niepotrzebnie ją ruszał z Biełsatu.
Giertych mówi, że nie miał zgody na informowanie o nich kogokolwiek. Ciekawe, kto mu teraz dał tę zgodę. I po co w ogóle było to ogłaszane? Nasza polityka ciągle przypomina dziecinadę.
Giertych nie krył zadowolenia, że przyczynił się do, jak mówi, upadku pisowskiej telewizji. Zarówno on, jak i Andrzej Lepper mają głęboką zadrę w sercu. Wykorzystują każdą, najmniejszą sytuację do swojej prywatnej wendety. Czekają, czają się. Każde wydarzenie w stylu odejścia Dorna, każdy sondaż pokazujący porażkę PiS wywołuje zapewne na ich twarzach uśmiech zadowolenia.