, wyszła już z epoki Polisy, uwłaszczała się ponad dekadę temu, zatem także doraźne biznesy rodzinne nauczyła się załatwiać nieco subtelniej niż lider ludowców. Sojusz jest też bardziej przewidywalny w kwestii integracji europejskiej. W dodatku sama już gra Platformy z SLD pomaga trzymać ludowców trochę bliżej ziemi. To wszystko są realne plusy, piszę to bez ironii. Ale są też minusy:
. Z głupoty, ponieważ SLD jest jeszcze bardziej wygłodzone niż PO i przystałoby także na ustawę, w której tryumf lewicowych idei polegający na wprowadzeniu wartości antydyskryminacyjnych zostałby nieco osłabiony poprzez pozostawienie wartości chrześcijańskich. Wartości mają to do siebie, że świetnie się czują w swoim własnym towarzystwie. Choćby były nie wiadomo jak różne i z niewiadomo jak różnych źródeł się wywodziły.
Ponieważ Platforma była jednak zbyt łapczywa, a do negocjacji wystawiła ludzi albo mało utalentowanych, albo rozgrywających jakieś własne gry, zatem . Nie wiem, kto w Platformie za medialne negocjacje z SLD odpowiadał, ale zasłużył, by go wziąć na dywanik. Z kolei z Dziś Platforma jest ciągle jeszcze jakąś partią podejrzanych mieszańców. Z wciąż niezatartym grzechem matkobójstwa. Bo, jak pamiętamy, radosnym narodzinom Platformy towarzyszyła powolna śmierć Unii Wolności.
, praktycznie dla wszystkich, poza postkomunistami. Ale dziś jest to już tylko instytucja kojarzona z PiS-em. Tego chcieli wrogowie IPN-u, ale niestety także niektórzy przyjaciele tej instytucji z Prawa i Sprawiedliwości. Zatem mają, czego chcieli.
. Porównywanie programów, konieczność zmyślania jakiejś wizji państwa, jakiegoś modelu polityki, to sprawy zbyt nudne. Walka rozstrzygnie się po staremu. Zagłosują przeciwko sobie ludzie, którzy boją się PiS-u i ludzie, którzy w PiS-ie wciąż pokładają nadzieję. Ponieważ tych drugich jest mniej od tych pierwszych, Tusk wybory wygra, jeśli oczywiście znów stanie się bezalternatywnym reprezentantem wszechogarniającego lęku przed PiS-em. . Nie mówiąc już o tym, że dużo wcześniej, już za parę miesięcy, po kampanii wyborczej do europarlamentu, na placu boju pozostanie cały tłum świetnych nazwisk z listy Rosatiego. Bezprizornych, bezrobotnych, bez innych kompetencji poza byciem politycznymi celebrytami. Wszystkie te nazwiska muszą trafić w okolice PO. A logika PiS kontra anty-PiS, III RP kontra IV, dawni bohaterowie kontra IPN... bardzo w tym pomoże.
Tylko cud - który w tym wypadku musiałby być katastrofą - może Jarosławowi Kaczyńskiemu pomóc. Zresztą nawet cud byłby równoważony przez Lecha Kaczyńskiego, którego obecność w centrum polskiej polityki, w centrum polskiego państwa, skutecznie ogranicza oddziaływenie PiS-u. Przypominając tym, którzy mają słabą pamięć, jak sprawowanie rządów przez Prawo i Sprawiedliwość wygląda. Naprawdę, a nie w barwnych deklaracjach Jarosława Kaczyńskiego.
Żal mi IPN-u. I to pomimo błędów zarządzającej nim teraz ekipy. Żal mi kraju, w którym znów trzeba będzie wielbić salonowe bałwany, okadzać je, składać im nawet od czasu do czasu ofiary z ludzi. Ale w najbardziej istotnym wymiarze przetrwania, Polsce to ani specjalnie nie pomoże, ani specjalnie nie zaszkodzi. Potencjał polskiej polityki, w jej wcieleniu znanym z całego minionego dwudziestolecia, już dawno się wyczerpał. W oczekiwaniu na nastanie jakieś Polski kolejnej, pokładam nadzieję wyłącznie w polityce europejskiej. Jeśli Unia Europejska okaże się czymś silniejszym, realniejszym, ciekawszym - także na Polsce wymusi to kiedyś wystawienie politycznej elity zdolnej uprawiać europejską politykę. A w niej nie znajdzie się żaden uczestnik dzisiejszych wojen o IPN, o dobre lub złe imię Lecha Wałęsy, o te czy inne wartości mające ozdobić grobowiec mediów publicznych... Bo ci ludzie nie mają innych kompetencji.