. Ale mimo to politycy PO angażują się w to, jakby był to jakiś wygodny spór sondażowy. Nie dlatego, że nie są świadomi bezsensu swych działań, lecz dlatego, że muszą.
Dokładnie tak samo rok temu politycy PiS zaczęli wywijać dziwne figury, gdy okazało się, że ratyfikacja traktatu lizbońskiego nie jest jednoznacznie odbierana w całym elektoracie. Z prawej strony, dokładnie z Torunia, usłyszeli głośny pomruk niezadowolenia. Nagle prawie cały PiS stwierdził, że wynegocjowany przez ich prezydenta traktat jest w sumie bez sensu, niebezpieczny dla Polski, a właściwie to Nicea była super. Każdy z tych argumentów osobno miałby pewien sens, ale kilka dni wcześniej przed wybuchem tamtej afery nikt z PiS tego tak nie podnosił.
Podobnie jest dziś z relacjami na linii Lech Wałęsa - PO. . Ktoś by pomyślał, że ogon macha psem. No bo jakie znaczenie polityczne ma dziś Wałęsa? Przecież dostawał 1 - 2 proc. głosów w ostatnich latach. Otóż chyba już tak nie jest.
Wałęsa wydobył się z otchłani powszechnej niechęci. Dziś jest podziwiany przez bardzo dużą część Polaków, w tym tych, którzy jeszcze niedawno gardzili nim jako uosobieniem obciachu. Nie wierzą Państwo tym słowom? To . Tak jak ci, co robili mu kampanię prezydencką w 1990 r., często są w obozie Kaczyńskiego. Ot, taki paradoks historii.
Dwa lata temu Wałęsa nie miał tej pozycji co dziś. Gdy w sprawie esesmańskiej przeszłości Guntera Grassa powiedział coś nie po myśli tych, którzy usprawiedliwiali niemieckiego pisarza, został szybko przywołany do szeregu. Dziś byłoby inaczej. To .
Można rzec, że została mu oddana historyczna sprawiedliwość. W takim razie pecha mają Gwiazdowie i Anna Walentynowicz, bo jakoś nie mogą doczekać oklasków z tej samej strony. Jednak ja widziałbym to inaczej. . A wiadomo, że akurat po tę ikonę ręce politycznych konkurentów nie sięgną. Sama zaś nie czmychnie w tamtą stronę w razie jakiejś kłótni.
Wydawało się, że wdzięczny Wałęsa będzie lojalnie i grzecznie pełnił swoją symboliczną rolę. Zapomniano, że to jednak polityk. Uśpiony, ale po przebudzeniu całkiem żwawy. Ostatnio skrytykował Platformę za wzięcie Mariana Krzaklewskiego na listy. Teraz . Minister nauki chce sprawdzić, czy magister Zyzak słusznie został magistrem. A pozostali, z premierem na czele, zapowiadają masakrę w instytucji, w której magister Zyzak od kilku miesięcy obsługuje kserokopiarkę.
W efekcie na Platformę obrażają się popierające ją do tej pory środowiska akademickie, a wewnątrz partii burzą się ci politycy, którzy uważają IPN za autentyczne dobro narodowe. Cóż, Platforma sama wyhodowała swój własny kłopot. Jedyna pociecha, że więcej w tym teatru na użytek Wałęsy niż realnych zapowiedzi.