Lubię klauny, ale tylko kiedy występują na swoim miejscu. Gdy jednak zupełnie na serio udają polityków, to już co innego.
Nie sądzę, abym został wyprowadzony z równowagi.
Nie ma powodu, bym pozwalał się obrażać. Zwłaszcza kiedy prowadzący, widząc to, nie interweniuje. A obrażony zostałem w momencie, kiedy sprowadzono mnie do roli partyjnego
propagandzisty.
Tak. I takie określenie jest obraźliwe, gdy mówi się w ten sposób o dziennikarzu.
I moim zdaniem taka formuła programu okazuje się po raz kolejny złym pomysłem. Kiedy pełniłem funkcję prezesa TVP, zdecydowałem o zdjęciu go z ramówki. Bo z jednej strony mamy tam
przedstawicieli partii politycznych, którzy powtarzają w kółko to, co nakazuje im głosić organizacja partyjna. Z drugiej strony oczywiście uważam, że dziennikarze mogą dyskutować z
politykami i wdawać się z nimi w spory. Ale faktem jest, że formuła tego programu niewiele wnosi do debaty publicznej.
Tak, było ich wielu.
Nie zapowiadałem nic takiego. Dziennikarze kierują się swoim rozumem, swoimi racjami. Nie widzę powodu, żebym organizował kampanię przeciw Stefanowi Niesiołowskiemu.
Bierze się to pewnie stąd, że była to skuteczna strategia polityczna – najogólniej rzecz ujmując – establishmentu III RP, do którego włączyła się również PO. A
sprowadzała się ona do próby demonizowania PiS jako partii będącej zagrożeniem dla demokracji, o rzekomo totalitarnych skłonnościach, tworzącej państwo policyjne i zagrażającej swobodom
obywatelskim. Z powodu przewagi medialnej tegoż establishmentu taki właśnie wizerunek udało się z powodzeniem wykuć. Tę strategię usiłuje się dziś podtrzymywać z kilku powodów. Jest to
wygodne np. dla PO, która będzie mówiła: „proszę bardzo, może nie jesteśmy święci, ale za rogiem czai się PiS, więc trzeba nas popierać”. Po drugie, budując obraz na
zasadzie: PiS – anty-PiS, który jest przecież absurdalny, doprowadza się do tego, że każdą krytykę rządów Platformy Obywatelskiej można sprowadzić do działań propisowskich. I
tę metodę bardzo konsekwentnie stosuje m.in. Stefan Niesiołowski. Jednocześnie jednak establishment III RP obawia się partii Kaczyńskich, która zagraża jego interesom. Stąd próby
wyeliminowania jej z naszej rzeczywistości.
To pokazuje, jak pewna część mediów wyszła z właściwej sobie roli i naruszyła normy, które powinny rządzić ich działaniem. To, co absolutnie nie przeszłoby w wykonaniu polityka PiS, w
przypadku posła Niesiołowskiego wciąż jest tolerowane. Problem w tym, że niszczy on w ten sposób debatę publiczną i uniemożliwia krytykę. Jeśli zaakceptujemy tę optykę, to media zostają
zredukowane do rzeczników walczących ze sobą partii i stracą jakiekolwiek znaczenie. Stefan Niesiołowski nawet nie dyskutuje, ale rzuca epitetami w rodzaju: obłudny, ohydny, paskudny,
obrzydliwy. Tymczasem wciąż jest zapraszany do komentowania wydarzeń politycznych, do dyskusji i jak widzimy – wciąż funkcjonuje. To, że został marszałkiem Sejmu z nominacji PO,
świadczy również o Platformie, która świadomie prowokuje takie sytuację. Niesiołowski i Palikot służą do tego, by podtrzymywać atmosferę walki z PiS. Są media, które przyjmują taki
schemat i się mu podporządkowują.
Oczywiście, w słowach nie przebierał. Jednak nie było to tak konsekwentne i jednoznaczne. Raczej sprowadzało się do pewnego rodzaju ekscesów. Zresztą jeśli chodzi o postkomunistów, to
można mieć wątpliwości co do ich pozytywnej roli w III RP. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że są to ci sami ludzie, którzy mają na sumieniu walkę z demokracją. Nie pamiętam jednak, by
atakując postkomunistów, Niesiołowski robił to równie zajadle, jak obecnie atakuje PiS.