Dziennik Gazeta Prawana logo

Cel wciąż ten sam: Prezydentura dla Tuska

19 kwietnia 2009, 11:39
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Po 500 dniach u władzy nikt nie zna programu rządu. Liczą się tylko polityczne ambicje Donalda Tuska. Każdy, kto ma w pamięci expose premiera wie, że było wyzbyte zobowiązań. To my mogliśmy ulec iluzji, że w metaforach o Irlandii ukryty jest wielki program państwowy - pisze Jan Rokita.

Być może tu tkwi powód błahości licznie formułowanych teraz ocen. Zazwyczaj lepiej oddają one osobiste emocje komentatorów, niźli ułatwiają nam namysł nad bilansem władzy.

Donald Tusk od dawna uważa, że jasne programy i czytelne cele są w nowoczesnej polityce ciężką kulą, jaką staroświeccy politycy bez potrzeby zwykli sobie wieszać u nogi. Dla chcącego rozumieć obserwatora kłopot jednak polega na tym, że jeśli nieznane są cele, niemożliwy jest sąd nad rezultatami. Tusk sparaliżował więc racjonalny osąd efektów swoich rządów.

Aż dziw, że ten postępujący naprzód jedyny czytelny projekt premiera nie znalazł miejsca na ogłoszonej rządowej liście własnych zasług. To z zadań sportowych miały przecież wynikać plany budowy autostrad, niestety pozbawione już właściwej „orlikom” precyzji i oprzyrządowania. W expose Tusk niejasno mówił o „ambicji połączenia głównych aren mistrzostw siecią szybkich dróg”.

Ani w poprzednim, ani w tym roku 100 km autostrad nie będzie. Wykres 500 dni życia rządu Tuska nie wygląda zatem jak krzywa, która wznosi się, próbując osiągnąć swoje cele. Ów wykres przypomina raczej pełen ostrych kulminacji kardiogram znaczony dwoma rodzajami gwałtownych wyskoków.

Pierwsze (moglibyśmy je na wykresie zaznaczyć na czerwono) znaczą najgwałtowniejsze spięcia z PiS-owsko-prezydenckim wrogiem. Jest ich bez liku i one tworzą czerwoną linię życia. Drugie (mogłyby być niebieskie) rejestrują pojawiające się naraz niczym meteory i równie nagle gasnące zamiary premiera. Na dłuższą lub krótszą chwilę galwanizują one opinię publiczną, wzbudzają kontrowersje, emocje, mają następnie jakiś urzędniczy ciąg dalszy, który jednak powoli słabnie, więdnie i zanika. Potem zacierają się w naszej pamięci.

Trudno doprawdy na serio Tuska i jego rząd rozliczać z tych zamiarów, choć to one zastąpiły programową agendę gabinetu. Musiało więc i ono ugrząźć w końcu w martwym punkcie.

Ale i tu trzeba odnotować pewien wyjątek. Z początku niewyglądające serio przedstawienie pt.: „Obcinamy wydatki naszych ministrów”, miało poważny i dobry dla państwa finał. Pewnie dlatego, że Tusk instynktownie ufa balcerowiczowskim diagnozom.

Mam nieodparte wrażenie, że zwolennicy rządu pragną wypełnienia tych właśnie, naprawdę obchodzących ich celów. A nie zawracania głowy jakimiś programami. I bez dwóch zdań: z tej obietnicy gabinet się wywiązuje. Może czasami brzydko, ale za to skutecznie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj