Wyniosłość jest cechą, która doskonale się sprawdza w czasach cesarstwa. Duma jest jak znalazł na dworach - wystarczy, że wejdziemy do pokoju, i od razu wszyscy wiedzą, kto jest służącą, a kto panią. Przekonanie o własnej wartości, większej niż wartość innych, nawet jeśli nie ma specjalnego pokrycia w faktach, może daleko zaprowadzić dziewczynę w czasach miłościwego panowania władców tej samej krwi, co ona. W czasach rewolucji jednak wyniosłość, jak wiadomo, prowadzi dworskie panie na gilotynę.
No i dlatego poległa Hanna Lis. I n. Lata 90., na które przypadły początki jej pięknej kariery, to były czasy powszechnej miłości do
dworu; jeśli kto nie czuł miłości, i tak nie miał głosu. Publiczność kochała wtedy swoich książąt i swoje królewny. Ale potem coś się strasznie popsuło - przyszła rewolucja.
. Ja przepraszam, ale kto to jest Farfał? To jakiś pryszczaty siedemnastolatek, który w gronie innych siedemnastolatków wykrzykuje
faszystowskie hasła. I tak dalej. - na przykład od czasu do czasu nie czytając wiadomości,
przygotowanych dla niej jako dla prezenterki. Bo w jej buncie przecież nie o niezależność dziennikarską chodziło - o aktach politycznej odwagi Hanny Smoktunowicz z czasów panowania prezesa
Kwiatkowskiego jakoś głucho w historii prasy. A więc o przekonania polityczne? I w to specjalnie nie wierzę; o poglądy polityczne tak naprawdę w ogóle rzadko chodzi. Zapewne chodzi o coś
znacznie ważniejszego - o towarzystwo. Hanna Lis w złym towarzystwie chłopaków z TVP mogła przebywać tylko za cenę małych, lecz symbolicznych aktów sprzeciwu. Siedzieć w TVP, ale mrugać
okiem, że sercem, a raczej krwią jest po drugiej stronie - w dobrym towarzystwie, którym obecnie jest PO. Krótko mówiąc, pracując w czworakach, musiała czasem założyć perły, żeby
pokazać, kto tu jest panią. W czasie rewolucji perły na szyjach księżniczek to jednak niebezpieczna ozdoba.
Ale sprawa jest jeszcze smutniejsza - świat zszedł na psy do tego stopnia, że nawet dobre towarzystwo przestało znaczyć tyle, co kiedyś znaczyło. Ta okropna hołota, która dotąd podziwała nasze wdzięki i nasz piękny angielski, te straszne baby, które z pism kobiecych dowiadywały się z uniżonym uśmiechem, gdzie kupiłyśmy nasz żakiet, w Paryżu czy w Rzymie - patrzą na nas złośliwie i niechętnie. Jak to? Wstrętny ciemnogród, który nie spędził dzieciństwa na placówkach i nawet jeden skromny raz nie kąpał się w basenie Oriany Fallaci we Włoszech, ba, na wyjazd do Włoch nie dostawał nawet paszportu - miał siedzieć cicho i nas kochać. A nie siedzi i nie kocha.