Ale problem jest znacznie głębszy, bo trzeba również zapytać, co dalej będzie z polską szkołą średnią? Czy tak jak teraz, nauczyciele mają przez trzy lata ćwiczyć z uczniami modelowe odpowiedzi, tak by ci na maturze bez zawahania odgadywali, co miał na myśli autor tzw. klucza? Czy może raczej szkoła powinna zająć się tym, co kiedyś było jej najważniejszym zadaniem – czyli wychowywaniem kolejnych pokoleń młodych inteligentów? Czytających, myślących, po prostu dobrze wykształconych.

Reklama

Na te pytania powinni pilnie odpowiedzieć urzędnicy z Ministerstwa Edukacji, ale także przedstawiciele Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, którzy przygotowywali zadania do wczorajszej matury. Zadania „banalne, żenujące, niewymagające żadnej wiedzy”, jak określiło je wielu nauczycieli. Co gorsza, sami maturzyści właśnie takich zadań się spodziewali.

– Matura z języka polskiego? Wcale się do niej nie przygotowuję – śmiali się niemal wszyscy, z którymi rozmawialiśmy w ostatnich tygodniach. I tłumaczyli rzeczowo, że nie nadrabiają zaległości w czytaniu lektur, nie powtarzają gorączkowo materiału z całego liceum, ani nie przygotowują ściąg, bo najzwyczajniej w świecie nie muszą. Przecież maturę z polskiego, zwłaszcza na poziomie podstawowym, „każdy głupi zda”.

I choć trudno w to uwierzyć – zwłaszcza tym, którzy kiedyś musieli na maturze udowodnić, że znają wszystkie utwory Wyspiańskiego czy Żeromskiego – wczoraj okazało się, że tegoroczni maturzyści mieli całkowitą rację. Nie trzeba się uczyć, skoro wystarczy przeczytać podane w arkuszu egzaminacyjnym fragmenty tekstu i na ich podstawie napisać krótkie wypracowanie. Nie ma co się wysilać, gdy jedynym problemem na egzaminie jest osławiony maturalny klucz, który wprawdzie ogranicza literacką fantazję maturzysty, ale jest za to tak uroczo przewidywalny?

Czy naprawdę o to chodziło ludziom, którzy przygotowywali tegoroczną maturę z języka polskiego? I czy właśnie w takim kierunku ma zmierzać polska szkoła?