Dziennik Gazeta Prawana logo

Durczok: Ucierpiał autorytet premiera

19 maja 2009, 17:47
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wszystko wskazywało na to, że z zamieszania wokół debaty o przyszłości stoczni przegrani wyjdą związkowcy. Jednak ostatecznie przegrał również premier. To remis fatalny w skutkach - mówi DZIENNIKOWI Kamil Durczok, szef Faktów TVN

Kilka pustych krzeseł, dwóch potwornie zdenerwowanych panów, którzy nie zadawali premierowi trudnych pytań, a chwilami wręcz się z nim zgadzali. Słowem: dwóch słuchaczy i jeden prowadzący. Nie sądzę, że było to dobre dla premiera. Bo z założenia, jak rozumiem, debata miała być merytoryczną dyskusją o problemach Stoczni Gdańskiej. W zamian wyszła pogadanka w wąskim gronie.

Scenariusz miał być zupełnie inny. Dwa największe związki, główni oponenci, zamiast palić opony mieli przedstawić Polakom swoje argumenty.

Cała para przygotowań szła w przeszkolenie premiera do debaty ze związkami, które oskarżają go, że nic nie robi w sprawie stoczni. Gdy główne związki się wycofały, nie było już pomysłu, jak wypełnić po nich przestrzeń w debacie. Zamiast tego mieliśmy okazję widzieć pokrzykującego watażkę związkowego pod namiotem. I takich właśnie obrazków Polacy mają już serdecznie dosyć.

. Dziwi mnie, że nie chcieli skorzystać z okazji dyskusji z premierem. Tym bardziej, że przystępowali do debaty z całkiem solidnej pozycji. Mogli wysłać opanowanych ludzi, którzy zapytaliby premiera, co się stanie z kilkoma tysiącami ludzi i ich rodzinami, jeżeli stracą pracę.

Byś może więc związkowcy rzeczywiście nie chcą rozmawiać. Byłby to fatalny scenariusz. Najpierw widzieliśmy Guzikiewicza, który raczej nieudolnie próbował wytłumaczyć, dlaczego nie usiądzie do rozmowy z premierem. Potem objawił się w roli prowodyra wrzeszczącego pod bramą stoczni.

Związkowcy dobrze się czują walcząc. Kiedy jednak trzeba dyskutować i ścierać się na mocne argumenty, najwyraźniej zaczynają się bać. Jeżeli dojdą do wniosku, że nie, może powinni zrobić referendum w sprawie liderów?

Nie przeceniałbym jednak znaczenia debaty dla losów Stoczni Gdańskie, która działa w końcu w oparciu o przepisy prawa. I na razie rozmowy toczą się w sposób kuriozalny, bo bez udziału właściciela.

Rozumiałem związkowców, kiedy przyjechali do Warszawy na kongres europejskich ludowców. Było to dobre miejsce, żeby wykrzyczeć swoje pretensje pod adresem czołówki europejskich polityków. Natomiast, gdyby ten protest miał zostać powtórzony w tym samym stylu 4. czerwca, wówczas związkowcy przegraliby wszystko. To nie jest dzień na wojowanie i protesty.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj