"Premier robił sobie jaja ze związkowców, ale oni się nie dali. Rozmawiać warto tylko, jak ma się poważnego premiera" - tak porażkę debaty o stoczniach na Politechnice Gdańskiej ocenia w DZIENNIKU ksiądz Henryk Jankowski. Prałat czekał na Donalda Tuska przed bramą Stoczni Gdańskiej.
Z tą debatą kłopoty były od rana. Premier zmieniał zdanie, godziny spotkań.
Gdyby Donald Tusk rzeczywiście chciał się spotkać ze związkowcami przyszedłby, jak zapraszali go, pod krzyże przy bramie Stoczni Gdańskiej. Dlaczego tego nie zrobił? Przestraszył się? Trudno powiedzieć.
Na pewno, wbrew niektórym komentarzom, nie bali się związkowcy. Oni mieli argumenty. Do debaty jednak nie doszło. Ja sam postanowiłem towarzyszyć związkowcom pod namiotem przy bramie, aby pilnować, by nie doszło do żadnych rozrób. , Na szczęście było spokojnie i około godziny 23 poszedłem do domu.
A że nie doszło do debaty? Ja tak jak już w 1980, tak teraz będę konsekwentnie wspierał stoczniowców.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane