Trudno, trudno to wszystko zrozumieć. Oto bowiem w imię utrzymania monopolu związkowego dwóch central, ludzie "Solidarności" i OPZZ ze Stoczni Gdańskiej rezygnują z szansy przedstawienia swoich racji milionom Polaków.

Nawet jeśli w ich pretensjach do pozostałych dwóch związków byłoby jakieś ziarno prawdy, to i tak nie usprawiedliwia to rejterady ze spotkania. W złym, egoistycznym świetle stawia ta sytuacja cele i intencje stoczniowych związkowców. Rodzi pytania - o co miało chodzić w tym spotkaniu? O promocję takiego a nie innego związku zawodowego? A może o bitwę z premierem a nie rozmowę o stoczniach?

Mogli mieć działacze dobry czas i kilkanaście minut - wybrali nieobecność. Trudno to zrozumieć. Premier Donald Tusk może zaś sobie pogratulować: odwaga stanięcia na ubitej ziemi się opłaciła. Tym razem uciekli związkowcy, wykorzystując jako pretekst mało przekonuje argumenty. Uciekli, jak chłopcy w krótkich spodenkach.
___________________
PRZECZYTAJ TAKŻE:
>>> Karnowski: Ganley kupił sobie sztandar z Wałęsą