Dziennik Gazeta Prawana logo

Śpiewak: Tej kampanii nikt nie wygrał

5 czerwca 2009, 11:16
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Śpiewak: Tej kampanii nikt nie wygrał
Inne
Eurowybory w Polsce? To pierwsza kampania, w której tak jawnie i głęboko potraktowało się wyborów jak jak analfabetów - oświadcza profesor Paweł Śpiewak w rozmowie z DZIENNIKIEM. "Niezależnie od tego, czy wybiorę PiS, czy PO, nie wiem, co wybieram konkretnie. Choćby namiastkowa dyskusja merytoryczna została przysłonięta wojną domową" - podkreśla.


: Żaden. Wszyscy bowiem zrobili wszystko, żeby odepchnąć wyborców od urn i zniechęcić ich do udziału w wyborach.


Dokonało się to poprzez dwa posunięcia. Po pierwsze żadna z partii nie wyjaśniła swojej agendy. Niezależnie od tego, czy wybiorę PiS, czy PO, nie wiem, co wybieram konkretnie. Choćby namiastkowa dyskusja merytoryczna została przysłonięta wojną domową. Nie wiem, dlaczego w ogóle miałbym na kogoś głosować. Po drugie obie główne partie stworzyły obraz polityki jako mordobicia. Zapraszanie kogoś, żeby popierał jednego boksera przeciw drugiemu w sytuacji, kiedy wiadomo, że to nie jest ring bokserski, tylko pole walki o głosy, jest żenujące. Nie mam ochoty udzielać poparcia komuś tylko dlatego, że mocniej walnął.


Upieram się, że jest sposób na zmniejszenie. Nie chodzi mi o wielkie dyskusje, tylko choćby o minimalny element merytoryczny dla ludzi o ograniczonym pojęciu o kwestiach europejskich. Mam znajomych rolników i ich naprawdę interesują bardzo konkretne sprawy: dopłaty, kwestia euro. Ludzie są bardzo racjonalni w swoich zachowaniach życiowych. W tej kampanii zaś zostali potraktowani przez partie jak tępe żółwie, które nie za bardzo wiedzą, co się do nich mówi i będą na poziomie najprymitywniejszych emocji reagowały na to, co się mówi. To pierwsza kampania, w której tak jawnie i głęboko potraktowało się wyborców jak analfabetów. Do tej pory mówiliśmy o wkraczaniu w erę postpolityki. W tej kampanii jesteśmy naocznymi świadkami kompletnego jej zwycięstwa. To jest zaprzeczenie idei demokracji, bo w demokracji wygrywa w jakimś stopniu demagogia, namiętności, ale jednak pozostaje element racjonalnego wyboru. W tej kampanii go zabrakło.


Trudno oddzielić tę kampanię od wojny między tymi partiami przez ostatnie lata. Trudno więc powiedzieć, kto bardziej, kto mniej. Obie strony były bardzo agresywne. A symbolem tej agresji są obchody 4 czerwca. Podzielić Polskę tego dnia na dwie grupy, to jest naprawdę sztuka.


O to chodzi właśnie, że nie. Nie było nawet takiego minimum. Dlatego właśnie twierdzę z przekonaniem, że partie zrobiły wszystko, by odpędzić ludzi od urn.


Nie, bo polscy deputowani mogą działać przez różne grupy równie skutecznie. Akurat dobrze, by Polacy byli obecni w różnych grupach. Muszą mieć dostęp do uszu, głów ludzi z różnych środowisk. Dlatego Jacek Saryusz-Wolski zasłaniający w tej kampanii usta teczką, by pokazać, że inni nie będą mieli głosu, tylko on będzie w stanie coś mądrego powiedzieć, a inni to szmaciarze, to cyrk. Można pogratulować tylko dobrego samopoczucia. Niczego więcej.


Jest obraźliwy przede wszystkim. Straszenie Niemcem oczywiście wzbudza silne emocje. Ale bez przesady. To żałosna próba. Większość ludzi wie, że nie ma żadnego zagrożenia dla polskich granic. To przykład takiej jazdy po bandzie. Nie świadczy to, delikatnie mówiąc, o wielkim zrozumienie politycznym sytuacji przez Jarosława Kaczyńskiego.


Tak, PiS od początku próbował grać na kryzysie. Tyle że nie jest tak, że duża grupa ludzi w Polsce czuje ten kryzys w sposób intensywny. To nie jest jakiś fakt dla większości wyborców w Polsce. Boimy się owszem, co będzie ale nie co jest.


Nie. Miało być nim nadzwyczajne wystąpienie prezydenta w Sejmie. Ale ono zostało spolityzowane, pozbawione treści. Nawet jeśli prezydent miał rację, to i tak wszyscy mówią tylko o tym, że prezydent mówił przeciwko Tuskowi, a Tusk przeciwko prezydentowi. Nikt się nie interesował, kto miał rację.


Mnie osobiście te pierwsze spoty PiS wyjątkowo się nie podobały. Czysty negatywizm.


Wszystko wskazuje, że jednak dla lewicy.


Nie, zgadzam się, że lewica też nie miała i nie ma nic do powiedzenia. Ale to wynika z naturalnego mechanizmu potrzeby szukania czegoś trzeciego. Obaj główni zawodnicy są zmęczeni sobą i od siebie zależni, więc trzeba szukać kogoś innego. SLD może być wybierane na zasadzie: mamy dosyć tej odrażającej walki gigantów. SLD ma szansę odegrać większą rolę, niż sam się spodziewał. PiS i PO są już tak aroganckie i nonszalanckie wobec wyborców, że mogą dojść do wniosku: musimy znaleźć inną partię, wręcz wymyślić sobie ją, wpisać w nią intencje, których ona nawet nie posiada.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj