ANNA WOJCIECHOWSKA: Trybunał przyznał nam rację. Centralne Biuro Antykorupcyjne to policja polityczna – triumfują politycy SLD. Co na to współautor koncepcji CBA?
ZBIGNIEW WASSERMANN*: Myślę, że to śmiech przez łzy polityków lewicy. Policja polityczna? Tak o CBA mówią ludzie, którzy mają syndrom afery Lwa Rywina. Policja polityczna, która doprowadza do aresztowania własnych członków rządu?! To absurd, przyzna pani. Politykom lewicy trudno się przyznać do tego, że ich argumenty były absurdalne. Dziś widzimy, jak głęboko politycznie motywowane były ich twierdzenia o tym, że mamy do czynienia z policją polityczną, że trzeba tę instytucję zlikwidować, uchylić w całości ustawę, że ona stanowi zagrożenie dla zwykłych ludzi. Z 12 zarzutów SLD trybunał uwzględnił jedynie cztery. Ponadto uchylenia trybunału nie dotyczą całych przepisów, tylko pewnych ich zakresów.

Reklama

Prawdą pozostaje jednak, że część ustawy została zakwestionowana, choćby definicja korupcji. TK stwierdził, że zaciera się granica między korupcją a swobodą gospodarczą. A to może wskazywać, że zwykli przedsiębiorcy mieli jednak prawo do obaw.
Nie zgadzam się. Trybunał powiedział tyle: próba sformułowania definicji korupcji się nie udała. Ale też trzeba przypomnieć, że nie ma dziś w świecie prawniczym takiej definicji korupcji, do której nikt by się nie przyczepił. To jest jak z definicją pornografii: czujemy, co nią jest, ale jak dochodzi do konkretów, to potrzebujemy wykładni prawnej, sądów, które wątpliwości rozstrzygają. To jednak, że nie powiodła się definicja korupcji, nie znaczy, że CBA w oparciu o tę ustawę nie może ścigać przestępstw korupcyjnych. Może, bo je ściga na podstawie kodeksu karnego. Zresztą warto przypomnieć, że projekt rządowy PiS nie przewidywał tej definicji. Ona została wprowadzona na wniosek PO i minister Julii Pitery.

Ale jest też konkretny zarzut pod adresem rządu Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi o rozporządzenie w sprawie korzystania z bazy danych. Okazuje się, że CBA miał za szerokie prawo. Posypiecie teraz głowę popiołem?
Tak, to prawda, ale nie trzeba od razu posypywać głowy popiołem. To jest kwestia naruszenia reguł stanowienia prawa. W rozporządzeniu premiera Kaczyńskiego była mowa o trybie dostępu do informacji, podczas gdy tryb ten powinien być określony w ustawie. I tu jest potrzeba zmiany.

Ale te wskazania trybunału nie prowadzą pana w całości do przemyśleń, że jednak umiarkowani krytycy CBA mieli rację, że jest problem w przepisach określających działalność tej instytucji, że przy złej intencji ta swoboda może się obrócić przeciwko zwykłym obywatelom?
Nie zgadzam się. To nie są na Boga takie niedoskonałości, żeby wyciągać wnioski, o jakich mówił SLD! Błędy, jakie wytknął trybunał, nie są poważne. Są jedynie dowodem, że ustawa nie była doskonała. Kto zaś się może bać CBA, widać świetnie po dotychczasowych aktach oskarżenia, jakie są kierowane do sądu. Oskarżonymi nie są zwykli ludzie, tylko posłowie, ministrowie, prezydenci miast. Ci, którzy zazwyczaj byli nietykalni, dopóki CBA nie zaczęło funkcjonować.

Ryszard Kalisz wskazuje odmienne przykład: sprawy burmistrza Helu, niesprawiedliwe potraktowanego przez CBA.
Nie zgodziłbym się z tym, a to dlatego że CBA nie jest instytucją działającą w próżni. Jeśli stosuje techniki operacyjne, prowokacje, to czyni to tylko za zgodą i po kontroli prokuratury i sądu. Sąd uznał w przypadku burmistrza Helu, że zarzuty są tak poważne, że trzeba go aresztować. To dlaczego mieć pretensje do CBA? Pan Kalisz wprowadza opinię publiczną w błąd. Nie jest tak, że każdy człowiek w Polsce powinien się bać. To jest kłamstwo, absurd.

Czyli CBA może i będzie dalej działać jak dotychczas po tym wyroku? Nic się nie zmieni? Tak jest, w żadnym zakresie orzeczenie trybunału nie uniemożliwia działaniu CBA, tak jak było dotychczas. To będzie tylko doprecyzowanie przepisów na wypadek wątpliwych przypadków, które mogłyby stwarzać pewne problemy. Przy czym, jak takich sytuacji w dotychczasowej działalności CBA nie widzę. Wyrok nie podcina skrzydeł CBA.

A jakie są według pana główne sukcesy rozwinięcia skrzydeł przez CBA?
Uniemożliwienie przestępstw, które mogły narazić Skarb Państwa na straty. To się wycenia na 1,5 mld zł. Ale przede wszystkim największym sukcesem są wszystkie sytuacje, kiedy udało się pociągnąć od odpowiedzialności ludzi władzy, a więc panią Sawicką, ministra Lipca, ludzi związanych z aferą gruntową. To są sprawy, o których wcześniej od wielu lat nie słyszeliśmy. Nie dlatego, że takich nie było, tylko dlatego, że nie było woli ich ścigania. I instytucji, która mogła to zrobić.

Żadnych porażek tej instytucji pan nie dostrzega?
Cóż, porażki zawsze się zdarzają, choćby przecieki – jak w aferze gruntowej. Każda sytuacja, która uniemożliwia dokończenie operacji, świadczy o tym, że gdzieś został popełniony błąd. Ale tak czy inaczej CBA to jedyna skuteczna instytucja, która w oparciu o ustawowe przepisy potrafi doprowadzić do odpowiedzialności karnej ludzi z najwyższych półek władzy i świata politycznego.

*Zbigniew Wassermann, poseł PiS, były koordynator ds. służb specjalnych