: Myślę, że to śmiech przez łzy polityków lewicy. Policja polityczna? Tak o CBA mówią ludzie, którzy mają syndrom afery Lwa Rywina. Policja polityczna, która
doprowadza do aresztowania własnych członków rządu?! To absurd, przyzna pani. Politykom lewicy trudno się przyznać do tego, że ich argumenty były absurdalne. Dziś widzimy, jak głęboko
politycznie motywowane były ich twierdzenia o tym, że mamy do czynienia z policją polityczną, że trzeba tę instytucję zlikwidować, uchylić w całości ustawę, że ona stanowi zagrożenie
dla zwykłych ludzi. Z 12 zarzutów SLD trybunał uwzględnił jedynie cztery. Ponadto uchylenia trybunału nie dotyczą całych przepisów, tylko pewnych ich zakresów.
Nie zgadzam się. Trybunał powiedział tyle: próba sformułowania definicji korupcji się nie udała. Ale też trzeba przypomnieć, że nie ma dziś w świecie prawniczym takiej definicji korupcji,
do której nikt by się nie przyczepił. To jest jak z definicją pornografii: czujemy, co nią jest, ale jak dochodzi do konkretów, to potrzebujemy wykładni prawnej, sądów, które wątpliwości
rozstrzygają. To jednak, że nie powiodła się definicja korupcji, nie znaczy, że CBA w oparciu o tę ustawę nie może ścigać przestępstw korupcyjnych. Może, bo je ściga na podstawie kodeksu
karnego. Zresztą warto przypomnieć, że projekt rządowy PiS nie przewidywał tej definicji. Ona została wprowadzona na wniosek PO i minister Julii Pitery.
Tak, to prawda, ale nie trzeba od razu posypywać głowy popiołem. To jest kwestia naruszenia reguł stanowienia prawa. W rozporządzeniu premiera Kaczyńskiego była mowa o trybie dostępu do
informacji, podczas gdy tryb ten powinien być określony w ustawie. I tu jest potrzeba zmiany.
Nie zgadzam się. To nie są na Boga takie niedoskonałości, żeby wyciągać wnioski, o jakich mówił SLD! Błędy, jakie wytknął trybunał, nie są poważne. Są jedynie dowodem, że ustawa nie
była doskonała. Kto zaś się może bać CBA, widać świetnie po dotychczasowych aktach oskarżenia, jakie są kierowane do sądu. Oskarżonymi nie są zwykli ludzie, tylko posłowie, ministrowie,
prezydenci miast. Ci, którzy zazwyczaj byli nietykalni, dopóki CBA nie zaczęło funkcjonować.
Nie zgodziłbym się z tym, a to dlatego że CBA nie jest instytucją działającą w próżni. Jeśli stosuje techniki operacyjne, prowokacje, to czyni to tylko za zgodą i po kontroli prokuratury i
sądu. Sąd uznał w przypadku burmistrza Helu, że zarzuty są tak poważne, że trzeba go aresztować. To dlaczego mieć pretensje do CBA? Pan Kalisz wprowadza opinię publiczną w błąd. Nie jest
tak, że każdy człowiek w Polsce powinien się bać. To jest kłamstwo, absurd.
Tak jest, w żadnym zakresie orzeczenie trybunału nie uniemożliwia działaniu CBA, tak jak było dotychczas. To będzie tylko doprecyzowanie przepisów na wypadek wątpliwych przypadków, które mogłyby stwarzać pewne problemy. Przy czym, jak takich sytuacji w dotychczasowej działalności CBA nie widzę. Wyrok nie podcina skrzydeł CBA.
Uniemożliwienie przestępstw, które mogły narazić Skarb Państwa na straty. To się wycenia na 1,5 mld zł. Ale przede wszystkim największym sukcesem są wszystkie sytuacje, kiedy udało się
pociągnąć od odpowiedzialności ludzi władzy, a więc panią Sawicką, ministra Lipca, ludzi związanych z aferą gruntową. To są sprawy, o których wcześniej od wielu lat nie słyszeliśmy.
Nie dlatego, że takich nie było, tylko dlatego, że nie było woli ich ścigania. I instytucji, która mogła to zrobić.
Cóż, porażki zawsze się zdarzają, choćby przecieki – jak w aferze gruntowej. Każda sytuacja, która uniemożliwia dokończenie operacji, świadczy o tym, że gdzieś został
popełniony błąd. Ale tak czy inaczej CBA to jedyna skuteczna instytucja, która w oparciu o ustawowe przepisy potrafi doprowadzić do odpowiedzialności karnej ludzi z najwyższych półek władzy
i świata politycznego.