Dziennik Gazeta Prawana logo

Platforma chce skolonizować przyszłość

8 lipca 2009, 12:18
Ten tekst przeczytasz w 10 minut
Platforma chce skolonizować przyszłość
Inne
Choć autorzy rządowego raportu "Polska 2030" przyjaźnie zapraszają do dialogu, to tak naprawdę cały dokument kodyfikuje reguły myślenia o celach rozwojowych Polski. Tak jak niegdyś plan Balcerowicza, stanowić ma centralny punkt odniesienia dla polskiej polityki na wiele lat - ocenia Michał Sutowski, sekretarz redakcji „Krytyki Politycznej"

Zmęczyli się państwo polityką historyczną? Dosyć macie kolonizacji przeszłości, Jałty, Katynia i Eriki Steinbach? Słusznie – od dziś Platforma kolonizuje dla nas przyszłość. Zespół ekspertów ministra Boniego opracował założenia rozwojowe dla Polski na najbliższe dwie dekady. Kolejny pusta zagrywka z dziedziny PR? Tym razem jednak nie. Liczący prawie 400 stron raport „Polska 2030” robi wrażenie nie tylko swym rozmachem i kredowym papierem.

Choć autorzy przyjaźnie zapraszają do dialogu, to tak naprawdę cały dokument nie tyle formułuje problemy i pytania, ile kodyfikuje na nowo reguły myślenia i mówienia o celach rozwojowych Polski. – określać oczywiste oczywistości, bezdyskusyjne cele i pozornie neutralne wartości, jakimi kolejne rządy winny się kierować.

Na samym wstępie twórcy raportu odwołują się do poprzednich „wielkich projektów” – integracji europejskiej i reform wolnorynkowych – słusznie wskazując na ich wyczerpanie. Po zbudowaniu podstaw kapitalizmu oraz akcesji do Unii kolejnym horyzontem ma być dla Polski modernizacja, a precyzyjniej: rozwój według modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnego. Za tym pozornie abstrakcyjnym pojęciem kryją się bardzo konkretne treści – a ich charakter jest głęboko ideologiczny, ściśle zbieżny z wizją, jaką od początku swej działalności reprezentuje rządząca dziś PO.

Idee, takie jak: przejście do nowoczesnej gospodarki opartej na wiedzy, wzrost konkurencyjności, myślenie strategiczne zamiast doraźnej gry politycznej, orientacja przyszłościowa zamiast polityki historycznej, wreszcie polityka oparta na racjonalnej zgodzie zamiast jałowego konfliktu, wszystko to zdaje się być „ogólnie słuszne”. Problem z raportem polega na tym, że przedstawione w nim diagnozy, a zwłaszcza proponowane środki i sformułowane cele, dadzą w efekcie obraz daleki od potocznych wyobrażeń Polaków o przyszłym dobrobycie.

Warto przywołać przynajmniej dwa pojęcia klucze, które stanowią sedno zawartej w nim wizji Polski za 20 lat. Pierwsze to przywoływany już „model polaryzacyjno-dyfuzyjny” rozwoju. W polaryzacji chodzi o to, żeby państwo wspierało swoimi środkami kilka metropolii czy, inaczej mówiąc, biegunów rozwoju – swoistych lokomotyw, które będą w stanie konkurować z podobnymi ośrodkami na świecie. Dyfuzja oznacza, że dzięki inwestycjom w infrastrukturę (głównie telekomunikacyjną i drogową), a także w wyrównywanie szans edukacyjnych na prowincji – wypracowane w metropoliach bogactwo spłynie ku peryferiom. . Tak jest w teorii – praktyka pokazuje jednak, że redystrybucja środków w stronę najzamożniejszych (w tym wypadku mieszkańców wielkich miast) drastycznie zwiększa nierówności i sprzyja upadkowi regionów peryferyjnych.

Co więcej, w warunkach „gospodarki opartej na wiedzy” (choć samo to pojęcie, używane częstokroć w raporcie, jest dość przestarzałe) rozwarstwienie postępuje jeszcze szybciej niż kiedyś. Doświadczenie Finlandii (światowego lidera w dziedzinie Nowej Gospodarki) pokazuje, że bez państwowego wsparcia peryferii, bez preferencji dla prowincjonalnych ośrodków (jak np. mniejsze uniwersytety z dala od stolicy), bez redystrybucji „z góry na dół” bogactwo się wcale samo nie rozprzestrzenia, ale koncentruje w kilku największych metropoliach, które i tak sobie nieźle radzą.

Inna koncepcja o wielkim znaczeniu to pomysł przejścia od „welfare state” (państwa opiekuńczego) do „workfare state” – państwa nastawionego nie tyle na ochronę socjalną, ile wspieranie przedsiębiorców w tworzeniu miejsc pracy. Brzmi dobrze – zamiast brać niskie zasiłki, ludzie łatwiej znajdą płatne zajęcie. To wersja oficjalna. Znowu jednak praktyka wygląda nieco inaczej.

Wspieranie przedsiębiorców oznacza przede wszystkim obniżanie kosztów pracy (np. składek ubezpieczeniowych i podatków), co obniża wpływy do budżetu, oraz uelastycznianie kodeksu pracy, co zmniejsza bezpieczeństwo pracownika i pogarsza jego sytuację w relacji z pracodawcą. Niestabilność pracy często nie sprzyja produktywności, a poza tym kreuje duże koszty społeczne (np. utrudnia zakładanie rodzin i wychowywanie dzieci, na czym skądinąd twórcom raportu bardzo zależy).

To, co generuje koszty, spychane jest do sektora prywatnego (np. służba zdrowia i, w dalszej perspektywie, oświata). Reguły rynku faktycznie racjonalizują służbę zdrowia i oświatę według własnej logiki – powodują drastyczne nierówności w dostępie do nich, spychając część obywateli do rangi wykluczonej podklasy. Ktoś może oczywiście uznać, że „to rynek jest sprawiedliwy” – problem w tym, że w tzw. społeczeństwie informacyjnym, powszechny dostęp do wykształcenia oraz dobry stan zdrowia całego społeczeństwa jest warunkiem koniecznym produktywności gospodarki. 40 lat temu półanalfabeta bez zębów mógł całkiem sprawnie dokręcać śrubki przy taśmie – ale dziś nie zrobi kariery ani w usługach, ani tym bardziej w branży kulturalnej.

Znowu kłania się Skandynawia – tam, gdzie pełen dostęp do dobrego kształcenia jest naprawdę za darmo, państwu nie brakuje fizyków jądrowych, inżynierów, programistów ani hydraulików. W liberalnych USA też ich nie brakuje – ale tylko dlatego, że tysiącami sprowadzają emigrantów z innych części świata. Jednocześnie obok supernowoczesnych laboratoriów Doliny Krzemowej wyrastają getta, których mieszkańcy na awans społeczny szanse mają, mówiąc oględnie, nikłe.

Już dwa opisane wyżej założenia raportu „Polska 2030”, traktowane błędnie jako neutralne i oczywiste przesłanki rozwoju, prowadzą prostą drogą do pogłębienia tendencji obecnych już dziś w polskim społeczeństwie. Niski kapitał społeczny (tzn. zaufanie), korupcję i duże rozwarstwienie dochodów analitycy z zespołu ministra Boniego zauważają – ale traktują je wyłącznie jako spuściznę PRL. Nie uwzględniają tego, że wiele patologii życia społecznego w III RP to nie relikty realnego socjalizmu, ale efekty peryferyjnej odmiany kapitalizmu, jaką Polsce zaaplikowano po 1989 roku. Wydaje się wręcz, że pomimo upływu dwóch dekad wciąż wierzą oni w skompromitowany slogan: „Nie ma alternatywy!” (dla neoliberalnej wersji kapitalizmu), wierzą, że historia się skończyła, a dla modernizacji jest tylko jedna słuszna droga.

Czy aby na pewno tak jest? Na pewno nie – przywołani kilkakrotnie już Skandynawowie udowodnili, że także w Nowej Gospodarce jest alternatywa dla wymarzonej przez ministra Boniego Doliny Krzemowej nad Wisłą. Jak mogłaby wyglądać taka alternatywna Polska za lat 20? Prorokiem we własnym kraju być trudno – ale z drugiej strony, jak napisał kiedyś Wielki Filozof, wszystkie wielkie zmiany społeczne zaczynają się w wyobraźni. Jaka zatem mogłaby być Polska i jakie są jej „warunki możliwości”?

Ku lepszemu światu nie prowadzi polityka miłości i powszechna zgoda – ale racjonalna artykulacja rzeczywistych sprzeczności obecnych w społeczeństwie. Dziś „fundamentalny” spór toczą ze sobą archaiczni „obrońcy narodowej wspólnoty” z postpolitycznymi „obrońcami normalności”. Zamiast realnego sporu pracodawców ze związkami zawodowymi, dyskusji o prawach dyskryminowanych kobiet i mniejszości czy choćby o wizji przyszłej Unii Europejskiej (federalna, socjalna czy liberalna?) obserwujemy idiotyczne przepychanki we władzach telewizji publicznej albo spór o to, czy prezydent nadużywa alkoholu. Zamiast konserwatywno-liberalnego kołowrotu dwóch faktycznie bliźniaczych ugrupowań konieczny jest spór autentyczny – spór o wizję modernizacji Polski. W dobie kryzysu jego najbardziej logiczne bieguny to wolnorynkowy indywidualizm i socjaldemokratyczny egalitaryzm.

Indywidualizm polskiego społeczeństwa, który prof. Marcin Król uznaje za pewnik, nie musi stanowić esencjalnego składnika polskości. Doświadczenia ruchów społecznych, zwłaszcza „Solidarności”, pokazują, że to tożsamość polityczna (inna niż czysto narodowa, heroiczno-martyrologiczna) sprzyjać może powstaniu więzi – innych niż tylko bezosobowe relacje podmiotów na rynku czy przypisana nam „z urodzenia” solidarność rodzinna. Nie chodzi tu bowiem o „welfare society”, które marzy się autorom „Polski 2030”, tzn. szereg organizacji społecznych (np. charytatywnych), które uzupełnić miałyby niedociągnięcia rynku. Chodzi raczej o sieć jednostek i grup, które, działając wspólnie z państwem oraz przedsiębiorcami, organizują życie społeczne i gospodarcze. Kierują się logiką inną niż czysto rynkowa – dzielą się swym czasem, wiedzą i doświadczeniem, ograniczają ekscesy biznesu, kreują innowacje (także dla gospodarki).

Państwo nie pełni wtedy roli „neutralnego administratora” ani tym bardziej „nocnego stróża”, który opiekę zastępuje represją. Nadaje ono cywilizowane ramy społecznym konfliktom, wspiera słabszych (raczej związki zawodowe niż konfederacje pracodawców, raczej mniejszości seksualne czy uchodźców niż „milczącą większość”), organizuje redystrybucję bogactwa w dół, a nie w górę.

***

Powyższa wizja daleka jest od tego, co proponują Polakom autorzy „Polski 2030” – i zarazem bliska ideom lewicy. Aby mogła się spełnić, konieczna jest redefinicja politycznego konfliktu tak, jak to opisano powyżej. To z kolei nie będzie możliwe bez powstania silnej formacji lewicowej w Polsce – formacji partyjnej, ale wspartej przez silne think tanki, związki zawodowe oraz liczne organizacje społeczne i zrzeszenia. Znalezienie formuły łączącej definiującej ich interesy jako wspólne będzie zadaniem trudnym – ale koniecznym. Rozwój Polski w stronę powszechnego dobrobytu nie jest bowiem możliwy bez artykulacji rzeczywistych konfliktów, sprzeczności i aktów dyskryminacji. .

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj