Potwierdzają to wypadki, które co jakiś czas zdarzają się politykom, a potem są komentowane przez media i opinię publiczną. Dziś Polska debatuje o słuszności i głębi zapowiedzi szefa rządu, że zlikwiduje on obchody 20-lecia wyborów do Sejmu kontraktowego jeśi pewna określona grupa wyborców nadal będzie niegrzeczna. Zafrasowany wizją kilkuset stoczniowców, którzy nie chcą radośnie czcić osiągnięć ostatniego 20-lecia, premier zapowiedział: „nie narażę wizerunku Polski na skandal”.

I dobrym przedszkolnym wzorem zagroził, że zabawy nie będzie, a jeśli jednak będzie to nie w Gdańsku. Reakcją na to był dreszcz zgrozy i oburzenia na warchołów z Trójmiasta. „Czy „Solidarność” zepsuje rocznicę wolności?” – z troską zapytała pewna gazeta. I odpowiedziała od razu: „„Solidarność” chce je storpedować”.

Wiadomo przy okazji na czyj młyn będzie ta woda, komu ci warcholscy zadymiarze służą i kto za tym stoi. Nawet nie warto wymieniać nazwy tej – jak nazwał to ostatnio Waldemar Kuczyński – potężnej siły, która kwestionuje wszystkie osiągnięcia III RP. Ale jęk, przy wszystkich zastrzeżeniach, że „S” ma prawo protestować, co o nas pomyśli Europa słychać jak zwykle głośno. Bo – powiadają zatroskani – niech związkowcy sobie protestują, jeśli już muszą, ale nie tego dnia i nie pod Pomnikiem Stoczniowców. Jest przecież tyle innych dni w kalendarzu i miejsc – w końcu Polska to ponad 300 tys. kilometrów kwadratowych powierzchni. Więc dlaczego w Gdańsku?

Właśnie. Co o nas pomyśli Europa? Zobaczy – o ile ją to zainteresuje, bo obstawiam, że nie – stoczniowców w kaskach, ze trzy petardy i trochę dymu. Nie jest to tak trendy jak alterglobaliści na szczycie G20 czy niemieccy lewacy na zadymach pierwszomajowych. Poza tym nerwy premiera i uroda kampanii wyborczej rządzącej partii na trzy dni przed wyborami europejskim są ważniejsze. Wręcz bezcenne. Komu się nie podoba, to won z Gdańska.

Tak na koniec małe ćwiczenie z pamięci. Spróbujcie Państwo sobie wyobrazić, że poprzedni premier lub jego brat bliźniak zapowiedzieliby, iż odwołują jakiś narodowy festyn. Z podobnego powodu, np. protestujących pod KPRM pielęgniarek, czy innego „białego miasteczka”. Jaka byłaby reakcja „Szkła kontaktowego”, Michała Ogórka, gazet na Jamajce, także autorytetów moralnych, naukowych, anonimowych internautów, wybitnych działaczy opozycji demokratycznej, kombatantów, przedsiębiorców, dojarek, zasłużonych artystów i bezkompromisowych skandalistów? Możemy się kłócić jak by wyglądała ta reakcja. Ale jednego możemy być pewni: byłaby inna niż dziś.