Dziennik Gazeta Prawana logo

"Ta wojna potrwa nawet sto lat"

12 października 2007, 13:29
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Odpowiedzią na akty terroru może być tylko siła – twierdzi znany amerykański neokonserwatysta.
Po pięciu latach od zamachu islamskich terrorystów na Nowy Jork i Waszyngton możemy już mówić o wojnie religijnej. Kilka dni temu w ten sposób wojnę z terrorem określił prezydent George Bush. Jest to totalna wojna wypowiedziana nam przez religijnych imperialistów, którzy nie zawahają się zamordować nawet milionów ludzi, żeby osiągnąć swój cel, którym jest utworzenie globalnego muzułmańskiego imperium.
Cała zachodnia cywilizacja jest beneficjentem zdecydowanej polityki amerykańskiej wobec islamofaszystów, polegającej na prowadzeniu wojny tam, gdzie są ich kryjówki w Afganistanie, Iraku czy gdziekolwiek indziej. Ta strategia przyniosła już wyraźne sukcesy. W Europie udało się ograniczyć liczbę ataków ze strony islamskich terrorystów, zaś Ameryka nie stała się ponownie ich ofiarą. Udało się też schwytać Saddama Husajna, który przeznaczał olbrzymie pieniądze na finansowanie bliskowschodnich grup terrorystycznych, zachęcał do samobójczych zamachów i budował broń masowego rażenia.
Zdecydowana polityka wobec terrorystów sprowokowała akcje ze strony tzw. ruchów pokojowych. Ich celem jest polityczna destabilizacja kraju, w którym działają. Wiem coś o tym, bo w latach 60. i 70. poznałem owe ruchy od podszewki. Dziś, podobnie jak i wtedy, w imię wolności osobistych i wolności słowa, organizują one kampanie antyamerykańskie. Wtedy finansował je Związek Sowiecki, dziś wspierają je inni wrogowie USA. Ich celem jest zaprzeczanie zagrożeniom, przed którymi stoi świat zachodni. Tak więc przekonują nas, że powinniśmy powrócić do sposobu uprawiania polityki, który obowiązywał przed 11 września. Ich zdaniem, terroryści powinni być sądzeni jednostkowo, a nie jako członkowie grup de facto popełniających zbrodnie wojenne, tj. zbrodnie ludobójstwa. Ci rzecznicy "pokojowego rozwiązania" nie chcą przyjąć do wiadomości, że 11 września 2001 rozpoczął się globalny dżihad, mający na celu cofnięcie świata zachodniego do średniowiecza, kiedy to nad większością świata kontrolę sprawował muzułmański kalifat.
Warto przypomnieć, że kompani terrorystów, którzy zaatakowali USA, wybrali dzień 11 września dlatego, by klęskę z 1683 roku, kiedy król Polski w drobny mak rozbił Turków pod Wiedniem, zamienić w triumf odrodzenia islamskiego imperium. Przyznał to sam Ayman al-Zawahiri, prawa ręka bin Ladena. Budowaniu kalifatu miały służyć serie następnych zamachów, które dzięki surowej polityce USA udało się wykryć i udaremnić.

Tchórzliwa polityka
Mam wrażenie, że Europejczycy absolutnie tego nie potrafią zrozumieć. Dzieje się tak, bo odrzucili judeochrześcijańskie wartości, na których powstała ich cywilizacja. Oglądają zabytki i podziwiają sztukę, ale nie potrafią zrozumieć jej głębokiego, jednoznacznego sensu, jaki religijni artyści nadawali swoim dziełom. Permisywizm moralny i obojętność odebrały Europie przekonanie o oczywistej wyższości jej cywilizacji nad innymi. Powrót do przekonania o własnej wartości pomógłby Europie prowadzić skuteczną walkę z terrorem.
Jednak już w okresie zimnej wojny można było w Europie Zachodniej boleśnie odczuć skutki tchórzliwej polityki ustępstw wobec Związku Sowieckiego. Polacy przekonali się o tym najbardziej. Wystarczy przypomnieć, jak prezydent Francji i kanclerz Niemiec przyklaskiwali juncie Jaruzelskiego, która wprowadziła stan wojenny. Tylko prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan uderzył pięścią w stół, zagroził Moskwie interwencją, gdyby chciała napaść na Polskę, a na reżim Jaruzelskiego nałożył sankcje. Dopiero po wielu zabiegach USA Europa Zachodnia zdecydowała się przestrzegać embarga. Przypomnijmy też sobie, jak było ze zbrojeniem. Czy Europa wydawała miliony dolarów, by zabezpieczyć się przed Sowietami? Gdzie tam, Europejczycy wcale nie chcieli zwiększyć wydatków na zbrojenia. To amerykańskie wojska wybroniły ją przed czerwoną zarazą. Po 1989 roku Europa nie była w stanie zareagować na ludobójstwo na Bałkanach. Dopiero amerykańska armia z pomocą Wielkiej Brytanii przerwała tę tragedię. Niestety, podobnie jest dziś.

Zalew muzułmanów
Politycy europejscy zachowują się jak dzieci w piaskownicy. Zajmują się samymi sobą, nie widząc, że mają wokoło siebie zaprzysięgłych wrogów. Przecież Francję, kraje Beneluksu, Włochy, Wielką Brytanię, a nawet Szwecję opanowują miliony muzułmańskich emigrantów. Europa zdecydowanie nie chce wyciągać wniosków z lekcji 11 września. Czy tego chcemy, czy nie chcemy, weszliśmy w erę nowej zimnej wojny. Bardzo aktualne jest stwierdzenie wypowiedziane przez prezydenta Busha w pierwszą rocznicę zamachów: kto nie jest z nami, jest przeciwko nam. To właśnie stwierdzenie wywołało wielkie oburzenie w Europie. Tymczasem Europa znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie z powodu tych islamskich radykałów.
Polska jest innym krajem niż pozostałe państwa w Europie. Polacy zachowali dziedzictwo judeochrześcijańskie i mogą skutecznie wieść prym w prowadzeniu tej wojny. Rozumieją to, co Ameryka stara się od 12 września 2001 roku powiedzieć Europie: "Wasze istnienie jest zagrożone. Musicie się bronić!". Ameryka ma nadzieję na to, że Polska jeszcze bardziej zaangażuje się w obronę zachodniej cywilizacji. Teraz Europa traktowana jest jako park rozrywki podobny do Disneylannu, czy jak muzeum. Dlatego sekretarz obrony Donald Rumsfeld mówił o Nowej Europie, która dokładnie wie, czym jest Imperium Zła.
To, co chcą nam zgotować islamiści, jest prawie tym samym, czym było komunistyczne Imperium Zła. "Prawie", bo w tym imperium nie ma też miejsca dla lewicy, z czego ona nie zdaje sobie sprawy. Jak mówi bin Laden, jako pierwsi zginą ludzie najbardziej zepsuci, a z Żydami i chrześcijanami, którzy mają wolę walki, będzie toczył śmiertelną wojnę.

Gorsi niż Hitler
Szokującym zjawiskiem po 11 września 2001 jest wzrost antysemityzmu w większej części Europy. Określam go na poziomie panującym w latach 30. ubiegłego wieku. Ten antysemityzm wyraża się poprzez okazywanie współczucia i zachowanie obojętności wobec islamskich nazistów, których celem jest zniszczenie Izraela, zabicie Żydów i zniszczenie cywilizacji judeochrześcijańskiej. Ci islamiści, których potomkami jest Al-Kaida, Hamas, Hezbollah i innego typu grupy, pochwalają Hitlera i ludobójstwa Związku Sowieckiego oraz wypowiedzieli wojnę chrześcijanom i Żydom. Po 11 września nie spadł, a w niektórych przypadkach nawet wzrósł poziom współczucia i sympatii dla współczesnych hitlerowców spod znaku bin Ladena. Poparcie dla nich niezmienne okazuje światowa lewica.
Warto przypomnieć, czym się kończyła w historii polityka łagodzenia. W latach 30. jej zwolennicy twierdzili, że traktat wersalski doprowadzi do wzmocnienia elementów skrajnych w Niemczech. Dlatego poluźniono jego rygory, a następnie go zlikwidowano. Później łudzono się, że jak Hitler dostanie Austrię, to będzie pokój. Pozwolono mu jeszcze wziąć Czechosłowację z tą samą złudną nadzieją. I co się stało? Hitler napadł na Polskę i zaczęła się wojna, która pochłonęła 75 mln ludzi. A przecież Hitlera można było zatrzymać już w latach 30. Ta okropna lekcja właśnie powróciła żywo do naszej świadomości nazajutrz po zamachach. Wiemy, że polityka łagodzenia jest z gruntu błędna i tylko siłą można powstrzymać tych, którzy otwarcie mówią, że chcą nas wszystkich pozabijać.
Ze smutkiem przyznaję, że lewica niczego nie nauczyła się po 11 września, a większa jej część stanęła po stronie bin Ladena. Byłem świadkiem demonstracji we Francji organizowanej przez tzw. umiarkowaną lewicę. Jej uczestnicy wykrzykiwali: "Wszyscy jesteśmy Hezbollahem!". To nie przypadek, że właśnie po 11 września wyrósł w Iranie prezydent, który moim zdaniem jest gorszy niż Hitler i Stalin. Hitler nie zapowiadał Niemcom, że chce wymordować wszystkich Żydów, Cyganów i Polaków. Niemcy byli zbyt cywilizowanym narodem, żeby się na to zgodzić. Hitler miał plany zdobycia Europy i świata, na których realizację Niemcy mu zezwolili. Jednak prezydent Iranu Ahmadineżad, Hamas, islamski Dżihad, Al-Kaida oraz inni terroryści, dzień po dniu powtarzają, jakie są ich ostateczne cele. Zależy im na wymordowaniu w pierwszej kolejności Żydów, zlikwidowaniu państwa Izrael, a potem na zabiciu chrześcijan i zapanowaniu nad resztą świata. Dlatego mamy przed sobą dużo niebezpieczniejszego przeciwnika, jakim są islamofaszyści.
Ci, którzy ciągle są dla nich wyrozumiali, powinni słuchać, co głosi bin Laden. Macie wybór powiada przywódca Al-Kaidy albo przyjmiecie islam, nawrócicie się na religię proroka, albo zostaniecie ścięci. Oznacza to, że bin Laden ciągle chce wojny z resztą świata. Zaczęła się ona 11.09.2001, a skończy się być może za 100 lat. Dopóki ich wszystkich nie powstrzymamy i nie unieszkodliwimy.
David Horowitz - amerykański pisarz, neokonserwatysta i aktywista polityczny. W latach 60. prominentny działach ruchu Nowej Lewicy, od której odszedł w 1974. Prezydent David Horowitz Freedom Center. Założyciel i redaktor naczelny najpoczytniejszego internetowego czasopisma amerykańskich konserwatystów "Front Page Magazine". Autor kilkuset publikacji na temat ruchów lewicowych. Napisał 20 książek. Doradca Partii Republikańskiej w Kongresie USA. Ostatnio wydał analizę wpływów radykałów z lat 60. na Partię Demokratów w USA pt. "The Shadow Party"
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj