Roland Dumas, twórca Trójkąta Weimarskiego, były minister spraw zagranicznych Francji
Trójkąt Weimarski powstał z inicjatywy francusko-niemieckiej. Podobny pomysł przyszedł do głowy w tym samym momencie zarówno mnie, jak i ówczesnemu niemieckiemu ministrowi spraw zagranicznych
Hansowi–Dietrichowi Genscherowi. Idea Trójkąta zrodziła się z potrzeby wciągnięcia do wspólnej Europy krajów, które do tej pory znajdowały się pod okupacją sowiecką. Europa
Wschodnia była przez niemal pół wieku odseparowana żelazną kurtyną od reszty coraz bardziej jednoczącego się kontynentu. Chcieliśmy stworzyć platformę, która pozwoliłaby na zbliżenie
między Wschodem a Zachodem, poznanie się, przełamanie barier. Oczywiście tak naprawdę Paryż nie leży wcale tak daleko od Warszawy, ale wtedy mieliśmy wrażenie, że kraje postkomunistyczne to
zupełnie inny świat. Postanowiliśmy więc włączyć do niemiecko-francuskiej dyskusji jakiś kraj z byłego bloku sowieckiego, stworzyć w ten sposób trójkąt, który zapoczątkuje wzajemną
komunikację obu części kontynentu. Polska wydawała się idealnym kandydatem do tej roli jako kraj największy, najludniejszy, a także najbardziej odpowiedni do roli pośrednika pod względem
politycznym, geograficznym i historycznym. Ważne było też to, że Polska bardzo ucierpiała podczas II wojny światowej, która ostatecznie przyczyniła się do podziału Europy.
W dodatku Polska szybko zaczęła wyrastać na lidera regionu. Dlatego przeszliśmy od słów do czynów i zaproponowaliśmy Polsce – a raczej ówczesnemu ministrowi spraw zagranicznych
Krzysztofowi Skubiszewskiemu – utworzenie polsko-francusko-niemieckiego Trójkąta Weimarskiego. Na miejsce spotkań wybraliśmy zaś Weimar jako miasto będące ważnym centrum kultury
europejskiej. Tak jak się spodziewaliśmy reakcja Polaków była bardzo pozytywna. Minister Skubiszewski był zachwycony, tym bardziej że wyraziliśmy już wówczas głęboką wolę przyjęcia
Polski do Unii Europejskiej.
Pierwszym naszym wspólnym krokiem było napisanie statutu, w którym wytyczyliśmy cele naszej grupy. Chodziło nam o zbliżenie Wschodu i Zachodu i o zjednoczenie całej Europy. Hans-Dietrich
Genscher zwrócił od razu uwagę, że historia stosunków niemiecko-polskich była krwawa, rzutowało na nią doświadczenie wojny, jednym słowem: ciążyła na niej trudna przeszłość. Nie
chcieliśmy jednak, żeby to historia zdominowała nasze wzajemne relacje, stąd niezwykle istotna była również obecność Francji. To sprawiło, że Trójkąt wykroczył ponad historyczne
zaszłości.
To jednak dawne czasy, od pierwszego spotkania minęło już 15 lat. Dziś pojawia się pytanie, czy Trójkąt Weimarski może jeszcze odegrać istotną rolę w relacjach
polsko-niemiecko-francuskich. Czy po przystąpieniu Polski do Unii ta formuła współpracy ma w ogóle sens? Sądzę, że to dobrze, iż coroczne spotkania przywódców Trójkąta nadal się
odbywają. Co więcej, zamiast ministrów spraw zagranicznych rozmawiają ze sobą głowy Francji, Niemiec i Polski. Podczas szczytu poruszane są także tematy trudne, jak na przykład spuścizna II
wojny światowej, co prowadzi niekiedy do zagęszczenia atmosfery. Jednak to kolejny dowód na to, jak bardzo potrzebne są takie spotkania i organizacje takie jak Trójkąt Weimarski. Absolutnie nie
można z nich rezygnować, bo dają forum do rozmowy, a tym samym przyczyniają się do wyjaśnienia i rozwiązywania wspólnych problemów.
Brałem udział w wielu szczytach przywódców i z własnego doświadczenia wiem, jak wiele korzyści przynoszą one poszczególnym państwom i Europie jako całości. Teraz trzeba myśleć o
przyszłości. I w takim ujęciu Trójkąt nadal będzie kluczowym czynnikiem integracji nowej Europy, tak jak stanowił pierwszy krok na drodze włączania Polski i innych krajów
postkomunistycznych do europejskiej Wspólnoty.
Jacek Saryusz-Wolski, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego
Chcąc, by Trójkąt Weimarski stał się przydatnym instrumentem kształtowania polityki polskiej w Unii Europejskiej, powinniśmy zrobić wszystko, by nie powrócić do praktyk przeszłości,
kiedy stanowił on jedynie forum wymiany poglądów o charakterze kurtuazyjnym. W dodatku ramiona Trójkąta nie były wtedy do końca symetryczne, zwłaszcza kiedy kandydowaliśmy do UE. Nie chcę
powiedzieć, że traktowano nas niepoważnie, ale przecież nie byliśmy równorzędnym partnerem.
Ale dzisiaj stać nas na równoprawne traktowanie, także w obszarze Trójkąta Weimarskiego. Obecnie jego główna użyteczność dla Polski polega na umożliwianiu i ułatwianiu kontaktowania się
polskich polityków z politykami dwóch kluczowych państw członkowskich Unii Europejskiej. W czasie tych rozmów możemy przedstawiać własne inicjatywy i propozycje w rytmie częstszym niż
szczyty ogólnoeuropejskie. Nie każdy kraj członkowski Unii ma takie możliwości i dlatego powinniśmy z nich jak najlepiej korzystać. Na tym forum mamy szansę przedyskutowania naszej polityki
wschodniej, przedstawienia w sposób bardzo precyzyjny naszych racji w tej polityce. Jak wiadomo, zarówno Niemcy, jak i Francja nie rozumieją naszego podejścia do polityki wobec Rosji i reszty
Wschodu. Dlatego mamy okazję, żeby spokojnie wytłumaczyć nasz punkt widzenia. Daj Boże, żeby doszło do zbliżenia poglądów, te dwa kraje bowiem zajmują w tym względzie stanowisko
najbardziej odległe od naszego. I właśnie dlatego potrzebna jest rozmowa – jak to się mówi – twarzą w twarz, na skróconym dystansie, a nie w gronie 25 czy 27 krajów.
Dziś Polska, uczestnicząc w spotkaniu Trójkąta Weimarskiego, może usiąść w salonie z krajami, które są siłą napędową Unii. Są to rozmowy na najwyższym szczeblu dyplomatycznym. To
właśnie wyróżnia je wśród szczytów multilateralnych. I to jest szczególnie cenne. Nie możemy jednak przesadzać, wzbudzając nadmierne oczekiwania wobec tego gremium.
W Unii Europejskiej istnieją bowiem różne formy geometryczne nazwane i nienazwane, które dają możliwość spotkań, wymiany poglądów, a czasami nawet uzgodnień stanowisk w mniejszych gronach
niż forum całej Unii. W tym sensie Trójkąt Weimarski jest bardzo użytecznym instrumentem polityki. Jednak Polska, uczestnicząc w tej figurze geometrycznej, nie powinna się do niej ograniczać.
Przywiązywanie znaczenia do Trójkąta, jakby miał to być klucz do naszej roli i miejsca w Unii Europejskiej, jest anachronizmem. Podobnie jak traktowanie go – jak to się dziś mówi
– jako „jedynych drzwi do Unii”.
Trójkąt Weimarski ma taką pozycję, bo w pewnym momencie stał się bardzo potrzebny do celów PR-owych. Takie fora jak on są standardowymi formami pracy. Istnieje forum brytyjsko-włoskie,
szeroka gama szczytów skandynawskich, iberyjskich czy francusko-niemieckich z krajami Beneluksu albo bez. Atutem i główną zaletą takich gremiów jest możliwość bezpośredniej rozmowy na
wysokim szczeblu, a nie – jak to się dzieje codziennie – za pośrednictwem dyplomatów niższych szczebli.
Ruprecht Polenz, przewodniczący komisji spraw zagranicznych niemieckiego Bundestagu
Współpraca w ramach Trójkąta Weimarskiego służy przede wszystkim Unii Europejskiej, a w ten sposób również trzem bezpośrednio zaangażowanym krajom. Dla Unii, która wkrótce stanie się
wspólnotą 27 państw, każde porozumienie między krajami członkowskimi jest korzystne. W mniejszych grupach łatwiej wypracować propozycje, do których mogą się odnosić pozostali członkowie
wspólnoty.
Podsumowując pierwsze 15 lat Trójkąta Weimarskiego, trzeba krytycznie stwierdzić, że nie wykorzystał on całego potencjału, jaki tkwi we współpracy Niemiec, Polski i Francji. Trzeba jednak
pamiętać, że Polska jest członkiem UE dopiero od 2004 roku, a to oznacza, że pewne formy współdziałania nie były wcześniej możliwe.
Bardzo liczę na to, że wtorkowy szczyt będzie demonstracją woli współpracy trzech państw i zapowiedzią inicjatyw, które będą one w przyszłości podejmować na rzecz Unii. Dotyczy to np.
kwestii bezpieczeństwa energetycznego. Gdyby Polsce, Francji i Niemcom udało się porozumieć w sprawach energetycznych – co oczywiście teraz nie jest sprawą łatwą –
oznaczałoby to, że istnieje podstawa do dalszej dyskusji nad utworzeniem wspólnej europejskiej polityki energetycznej. Jednak najważniejszym wkładem państw Trójkąta na rzecz integracji
europejskiej może być stworzenie odpowiedniej atmosfery współpracy. Chodzi o to, by Unia nie stała się wspólnotą, w której dominują partykularne interesy. By nadal była zdolna do
działania w wymiarze przekraczającym same tylko interesy państw członkowskich.
Do tej pory współpraca w ramach Trójkąta Weimarskiego była domeną rządów. Chciałbym jednak, by to się zmieniło i by miała ona szersze podstawy. Zależy mi m.in. na współpracy
parlamentów trzech państw. Dlatego też uzgodniłem z przewodniczącym polskiej sejmowej komisji spraw zagranicznych Pawłem Zalewskim oraz szefem komisji spraw zagranicznych parlamentu
francuskiego Edouardem Balladurem, że kolejne spotkania naszych komisji będą odbywać się nie tylko w formule dwu-, ale i trójstronnej. Właśnie teraz przygotowujemy takie spotkanie, bo zależy
nam, by również parlamenty Polski, Francji i Niemiec aktywnie włączyły się do współpracy w ramach Trójkąta Weimarskiego.
Pojawiają się pomysły, by poszerzyć Trójkąt Weimarski o nowe państwa. Uważam jednak, że już współpraca w dotychczasowym gronie trzech państw wymaga dużej woli kompromisu i moim zdaniem
nie warto teraz do niej dołączać nowych krajów. Najpierw dogadajmy się w gronie trzech państw. To i tak będzie pozytywny przełom dla Unii.