90 milionów Irańczyków ledwo wiąże koniec z końcem, zasługiwali na zmianę władzy, na wyrwanie się z opresji tyranii i szansę na lepsze życie – tą wolę wyrazili jasno ginąc tysiącami w demonstracjach kilka miesięcy temu. Jednak patrząc na przebieg wojny, realne scenariusze to przetrwanie osłabionego reżimu czy nowy opresyjny reżim strażników gwardii rewolucyjnej – a być może chaos i potencjał na wojnę domową.
Długotrwale efekty wojny są nieprzewidywalne, mogą być widoczne dopiero za lata. Jednak szanse na zmianę władzy w Iranie, na bardziej przychylna USA, są minimalne. Negatywne skutki konfliktu regionalnego odczuwają wszyscy, a możliwości dalszej eskalacji jest wiele. Jak na tej wojnie tracą najważniejsi aktorzy? I jakie wnioski musi wyciągnąć Europa?
Iran – zniszczona strefa wpływów, zniszczona możliwość projekcji siły
Nie ma wątpliwości, że reżim w Iranie został poważnie osłabiony – niezwykle trudno mu będzie odbudować swoja strefę wpływów, sieć milicji w regionie, konwencjonalnych sil wojskowych czy programu nuklearnego. Przy upadającej gospodarce i tysiącach zamordowanych obywateli – władze w Iranie straciły duże pokłady poparcia społecznego. Sukcesem obecnej władzy będzie jakakolwiek forma przetrwania.
Ma ku temu wielkie możliwości. Irański aparat władzy doskonale wie że czas gra na jego korzyść i ze może utrzymywać państwo w kryzysie, byle tworzyć dostatecznie dużo asymetrycznych kosztów dla USA i ich państw sojuszniczych. Aparat bezpieczeństwa trzyma się mocno. Dowodzenie zostało zdecentralizowane, a cala struktura administracyjno-gospodarcza ma silny interes w zachowaniu sieci zależności i swoich pozycji. Władze w Iranie skutecznie rozegrały tez blokadę Cieśniny Ormuz. Negocjacje z Iranem i wojskowe siły USA są skupione wokół tego kluczowego szlaku morskiego, utrudniając rozwiązanie kwestii nuklearnej i wpływu Iranu w regionie.
Co ważne, cala struktura władzy w Iranie jest tak skonstruowana, żeby przetrwać. Tożsamość reżimu została zbudowana na przetrwaniu w otoczeniu wrogów – a u jej podstawy leży 8 letnia wojna z Irakiem w latach 80-tych, która pochłonęła ok 700 000 ofiar. Struktura władzy to nakładające się na siebie poziomy religijny ajatollahów z najwyższym przywódcą– powiązany z Korpusem Gwardii Strażników Rewolucji, który kontroluje kluczowe obszary gospodarki, i społeczeństwo przez milicje Basij. Na reżim składa sie również szeroka kasta sądownictwa oraz wielomilionowa administracja państwa (która rządzi prezydent i ministrowie) – jak i regularne siły zbrojne. Ocenia się, że bezpośrednio pracuje dla, bądź otrzymuje fundusze od struktury tego autorytarnego ustroju 8-10 milionów Irańczyków. Dla wielu z nich, zabicie najwyższego przywódcy stworzyło męczennika, kluczową figurę dla wyznawców szyickiego islamu.
Jak na razie wielkimi przegranymi są sami obywatele Iranu. Żeby mieli przestrzeń do powstania przeciw reżimowi – sytuacja polityczna musi dojrzeć, a siły opozycyjne się połączyć. Protestujący studenci, sklepikarze i handlarze z wielkiego bazaru to za mało. Potrzebny jest glos najważniejszych więźniów politycznych jak byli prezydenci Hassan Rouhani czy Mohammad Khatami czy ostatni premier Mir Hossein Mousavi, którego okradziono ze zwycięstwa wyborczego co rozpoczęło „zielone” protesty w 2009 roku, czy były minister Mostafa Tajzadeh. Są liderki ruchu kobiet jak Narges Mohammadi, zdobywczyni pokojowej nagrody nobla, Atena Daemi walcząca o prawa człowieka, Saba Kord Afshari – słynna z walki z przymusem noszenia Hijabu. Protestować muszą również związki zawodowe (co się ostatnio udało w Teheranie), jak i popularni blogerzy i influencerzy.
Te grupy działając wspólnie z mniejszościami narodowymi (które mogłyby uzyskać więcej autonomii), miałyby szanse pociągnąć za sobą cześć aparatu wojskowego i bezpieczeństwa, cześć członków gwardii strażników rewolucji (chroniących swój majątek, gotowych zmienić barwy) i sporą cześć administracji publicznej. To prawdziwa szansa na zmianę w Iranie prowadząca to zaprzestania mordów, wypuszczenia ludzi z więzień, odwilży i stopniowych zmian sekularnych – szczególnie ze wszyscy chcą odpuszczenia sankcji i perspektyw na rozwój gospodarczy. Ale nie są w stanie tego zrobić, gdy bomby niszczą Teheran, miejsca kultu, zaplecze energetyczne, a w nalotach giną dzieci i cywile.
Izrael – taktyczne zwycięstwo na drodze do strategicznej porażki
Z perspektywy Izraela - Irański system władzy pozostaje głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. Izrael oportunistycznie zaatakował Iran – uznając, że grudniowe protesty i dramatyczna sytuacja gospodarcza dają jakąś szansę na zmianę władzy (chociaż trudno uwierzyć ze taka była analiza służb wywiadowczych). Równie ważna (jak nie ważniejsza) była perspektywa odbudowy obrony przeciwrakietowej Iranu z pomocą Chin jak i ewentualnego porozumienia Teheranu z Waszyngtonem. Taktycznie Izrael wygrywa, niszcząc potencjał rakietowy, osłabiając jeszcze bardziej sieć powiązanych z Iranem milicji w regionie, eliminując szefostwo polityczne, wojskowe i wywiadowcze. Zadaje tez kolejne ciosy w mocno osłabione struktury Hezbollahu, otwierając front w Libanie.
Politycznie wojna może wyjść na korzyść dla Netanyahu – jego plan opiera się na chaosie w regionie, odciągnięciu uwagi od Strefy Gazy, a przede wszystkim od rozliczeń – za dopuszczenie do wtargnięcia do Izraela i zbrodni Hamasu w październiku 2023, oraz ciążących zarzutów korupcyjnych. Mając poparcie dla wojny w społeczeństwie, Netanyahu może przyspieszyć wybory, i zrobić je jeszcze w czerwcu. Pod presją koalicjantów, Netanyahu może również wykorzystywać konflikt regionalny do kolejnych aneksji terytorium na Zachodnim Brzegu, i do długotrwałej okupacji południowego Libanu i Strefy Gazy.
Jednak strategicznie Izrael przegrywa. Bez rewolucji i zmiany władzy w Iranie na mniej konfrontacyjną (minimalna szansa), Izrael nie ma możliwości „kontrolować regionu” i budować się jako bezpieczny hub i bezkonkurencyjna siła. Potrzebowałby znacznego, stałego udziału USA oraz partnerstw i sojuszników w regionie – których nie ma. Niszczy też nadzieje na stworzenie regionalnej architektury bezpieczeństwa i stabilizacji. Strategia rozwijania porozumień Abrahamowych wisi na włosku – Izrael stracił zręby zaufania państw zatoki. Masakra w Gazie spowoduje długotrwały opór Palestyńczyków na pokolenia – i szanse na nowe odsłony konfliktu w rejonie. Liban jako państwo upadłe również nie daje Izraelowi perspektyw bezpieczeństwa. Aneksje terytorium oddalają perspektywę współpracy z państwami regionu - a długotrwała wojna odbije się negatywnie na gospodarce i spowoduje dalszą izolację Izraela.
USA – Strategiczna schizofrenia i kosztowny błąd
Trudno jest zrozumieć kalkulacje strategiczne USA. Wojna przeczy założeniom Narodowej Strategii Bezpieczeństwa - koncentracji na zachodniej hemisferze i powstrzymywaniu Chin. USA niszczą relacje w regionie i burzą zaufanie do swojej administracji. Wszystkie dostępne analizy (jak i przecieki niejawnych) mówiły jasno ze Iran nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla USA. Potwierdzają to na przesłuchaniach przed kongresem członkowie administracji.
Z pewnością USA po raz kolejny pokazały swoją dominację w sferze globalnych operacji wojskowych i zdolności wywiadowczych. Operacja ratowania pilotów za linią wroga robi wielkie wrażenie. Tylko ze nikt w zdolności USA nie wątpił. Równocześnie, matematyka wielkiej ofensywy jest nieubłagalna – USA nie maja możliwości odbudować swoich zasobów rakiet przechwytujących dostatecznie szybko, szczególnie przy przeciągającym się konflikcie, gdzie są ciągle potrzebne by chronić ich bazy i sojuszników w regionie. Ucierpią zasoby i możliwości działania w priorytetowych teatrach – w Azji czy Ameryce Łacińskiej (o Europie i Ukrainie nie mówiąc). Wojna obnaża też braki USA w możliwościach zwalczania ataków tanimi dronami – jak brak możliwości operowania w kilku miejscach na świecie ze znaczna silą wojskową – fakt odnotowany rzecz jasna przez Chiny i Rosję.
Trump popełnił pierwszy błąd nie domykając negocjacji z Iranem. Coraz więcej przecieków wskazuje, że przed samym atakiem pojawiły się pewne postępy- że porozumienia było w zasięgu. Gromadząc flotę, Trump mógł tez taktycznie zawiesić negocjacje – przeprowadzając pokaz siły poprzez chirurgiczne uderzenia i ograniczona interwencje np. niszczącą wojska rakietowe Iranu – bez ogłaszania celu obalenia reżimu, ale wywierając tym samym większą presję na Iran. Zamiast tego USA zostały wmanewrowane w wojnę, z celem który od początku wydawał się nieosiągalny.
Katastrofalna jest komunikacja polityczna ze strony Białego Domu. Nie określono jasnych celów (de facto robią to tylko wojskowi), co innego mówi prezydent, co innego jego najważniejsi urzędnicy. Jeden wielki dysonans – jednego dnia Trump chce pomocy w odblokowaniu cieśniny Ormuz, drugiego mówi ze nie chce. Trudno zrozumieć co zyskuje politycznie administracja Trumpa. Z każdym dniem wojny wzrasta niezadowolenie elektoratu, który konfliktu też nie rozumie – jest coraz więcej głosów krytycznych w środowisku MAGA – bazie wyborczej Trumpa. Wyższe ceny paliwa, widmo recesji – wszystko powoduje ze przedłużające się zaangażowanie USA to prosta droga do przegranych wyborów połówkowych w listopadzie.
Teraz dla USA najrozsądniejsze byłoby uznać realizacje „planu minimum” – ogłosić sukces w postaci 1) zniszczonego (znowu) programu nuklearnego 2) zdegradowanego potencjału balistycznego i zniszczonej marynarki wojennej Iranu i 3) zabicie największych tyranów – jako potencjalne otwarcie drogi do zmian w Iranie. I doprowadzić w negocjacjach do porozumienia z Iranem, równocześnie wycofując się z długotrwałej kampanii. Będzie to bardzo trudne, Iran będzie stawiał twarde warunki, ale też koniec końców zależy mu na porozumieniu.
Decyzja taka jest racjonalna z wielu powodów – w pierwszej kolejności ze względu na koszty blokady cieśniny Ormuz – nie ma dobrych możliwości jej skutecznego odblokowania bez udziału znacznych sil lądowych. Nawet rozważany scenariusz ograniczonego użycia piechoty morskiej (marines), np. poprzez próbę zajęcia wyspy Kharg i jej terminali naftowych – jest niezwykle ryzykowany, gwarantuje straty w żołnierzach i wciągnie USA tylko bardziej w wojnę.
Plusy i minusy dla Chin.
Chiny nie chciały tego konfliktu – ich głównym celem była stabilizacja, która widziały w postaci „średnio-silnego” i uzależnionego w dużej mierze od siebie Iranu. Reżim w Teheranie otrzymywał od Chin regularne wsparcie wojskowe i finansowe, a po zeszłorocznej wojnie 12-dniowej Chiny pomagały odbudować siły rakietowe Iranu. O ile Pekin poradzi sobie bez ropy Iranu (stanowi ok 10% importu), to już blokada cieśniny Ormuz jest poważnym problemem. Przedłużająca się wojna, długotrwały wzrost cen ropy i potencjalna światowa recesja to dla gospodarki Chin zły scenariusz. Pekin zawsze był przeciwny irańskiemu programowi jądrowemu– ale długofalowo dążył do balansu i stabilności w regionie Bliskiego Wschodu.
Strategicznie jednak Pekin sporo zyskuje. Umacnia globalną narrację jako oaza spokoju, rozsądku i przewidywalności. Pozycjonuje się jako obrońca ładu i prawa międzynarodowego (który równocześnie próbuje przebudować go pod własne dyktando). Jest silą stojąca za Pakistanem w wysiłkach mediacyjnych pomiędzy USA a Iranem. Przy przeciągającym się konflikcie, z siłami USA wciągniętymi w wojnę, prezydent Xi może też znacznie mocniej licytować przy nadchodzącym szczycie z USA. Na rękę Chinom jest rzecz jasna zmniejszanie zasobów wojskowych USA i odsuwanie koncentracji strategicznej od rejonu Indo-pacyfiku.
Wygranym na tej wojnie jest Rosja
Wbrew wielu analizom, przez atak na Iran Rosja nie traci „kluczowego sojusznika” - w praktyce Rosja dostała co mogła od Iranu (drony Shahed produkuje u siebie), i od dawna było jasne ze w wojnie wsparcie dla Iranu będzie minimalne. Ocenia się ze wywiad rosyjski wspiera reżim w Iranie w identyfikacji celów ataków i pozycjonowaniu satelitarnym. Rosjanie też zasygnalizowali gotowość wsparcia działań asymetrycznych Iranu, np. dostarczając drony. Fakt ten (pomimo zaprzeczeń Kremla), może być kolejnym przykładem Rosyjskiej taktyki „eskalować, żeby de-eskalować” i prowadzić do cichego quid pro quo – „my przestajemy wspierać Iran, a wy Ukrainę”. Z olbrzymimi konsekwencjami dla sytuacji na froncie w Ukrainie.
Rosja liczy na przedłużający się regionalny konflikt i dalszą blokadę cieśniny Ormuz, dającej wzrost cen ropy, i fundusze, których dramatycznie potrzebuje. Ocenia się ze już zarobiła dziesiątki miliardów dolarów od wybuchu wojny. Wszystko w momencie, gdy coraz bliżej było pełnego zablokowania funduszy z Europy, i zdecydowanych działań przeciw rosyjskiej flocie cieni. Rosja będzie też z pewnością będzie chciała wykorzystać osłabioną obronę przeciwlotnicza w Ukrainie. Świat pochłonięty wojna na bliskim wschodzie odciąga uwagę polityczną i zasoby od Ukrainy. Administracja Trumpa może to też widzieć jako „dźwignie” wobec Kijowa by przymusić do koncesji terytorialnych.
Rosja już pozycjonuje się jako stabilny dostawca energii – a USA właśnie poluzowały sankcje, umożliwiając jej sprzedaż. Równocześnie Rosja propaguje globalną narrację o Stanach Zjednoczonych i Izraelu jako kolonialnych i imperialnych agresorach – mając znakomity oddźwięk w państwach globalnego południa. Zakulisowo, Rosja będzie podkreślała w rozmowach z USA że wojna ta sankcjonuje prawa silniejszych krajów do tworzenia stref wpływów dla ich bezpieczeństwa (w tym przypadku pośrednio przez Izrael). To fatalne dla Ukrainy, jak również dla Gruzji czy Mołdawii.
Wściekłość i brak dobrych opcji – państwa w Zatoce Perskiej.
Państwa w Zatoce są wściekle na Iran – z którym mozolnie wypracowały przez ostatnią dekadę stabilne relacje. Chociaż od dawna uważają rewolucyjny szyicki reżim za wroga, a model państwa wyznaniowego za największe wyzwanie dla monarchii – to osłabiony i stabilny Iran był dla nich akceptowalny. Dziś ta relacja legła w gruzach.
Wiele państw w zatoce jest równie zła na Izrael, jak i na swojego sojusznika USA. Ostrzeżenia i prośby spełzły na niczym – i zgodnie z przewidywaniami, państwa te są ofiarami tej wojny. Na miasta jak Dubaj czy Doha, oazy stabilności i centra biznesu i turystyki spadają rakiety i drony. Ich rola jako regionalnych bezpiecznych hubow jest fundamentem strategii rozwoju tych państw – a ten wizerunek właśnie upadł. Odrobienie strat zajmie wiele lat- i to zakładając powrót regionalnej stabilności.
Asymetryczna odpowiedz Iranu oznacza diabelską alternatywę dla krajów w regionie – odpowiedzieć zbrojnie, przyłączając się do USA– nakręcając spirale rakiet i przemocy – bądź pozwalać prawie bezkarnie spadać rakietom i dronom na miasta, tracąc prestiż i wiarygodność. Zaangażowanie ofensywne przeciw Iranowi przeciągnie konflikt, przedłużając blokadę cieśniny Ormuz, kluczowej dla gospodarek regionu. Odpowiedz zbrojna będzie też odczytana jako wojenny sojusz z Izraelem- bardzo ryzykowny politycznie dla rządów państw arabskich, szczególnie po masakrze w Strefie Gazy.
Szczególnie reakcja ZEA i Arabii Saudyjskiej będą kluczowe. Aktualne sygnały ze stolic zdają się nakłaniać do zintensyfikowanych działań wojskowych – uznając ze mleko się rozlało, i lepiej kontynuować uderzenia, doprowadzając do prawie całkowitego rozbrojenia Iranu. Jednak decyzji o wejściu wojskowym do walki nie podjęły – a Iran przypomniał ze również może uaktywnić swoich sojuszników Houthi, potencjalnie doprowadzając do zamknięcia cieśniny Bab al Mandab. Houthi mogą znacznie skuteczniej atakować terytoria państw półwyspu arabskiego – co mogłoby się skończyć kolejną odsłoną wojny w Jemenie. ZEA również trzyma karty ekonomiczne - większość Irańskiego eksportu przechodzi przez porty w Dubaju, Emiraty są podstawa dla przepływów finansowych z Iranu i obchodzenia sankcji – to relacja warta dla Iranu dziesiątki miliardów dolarów.
Niezależnie od krótkoterminowych decyzji, w stolicach państw zatoki pierwszy raz wybrzmią głośno pytania o wartość sojuszu z USA, i zbliżenie z Izraelem w postaci porozumień Abrahamowych. O ile zakupy broni będą kontynuowane, i relacje wojskowe utrzymywane (z możliwymi wspólnymi operacjami) to państwa mogą dywersyfikować swoje strategiczne relacje, otwierając się bardziej na Chiny.
Poważne zagrożenie regionalne – Liban, Irak, Syria.
Na Bliskim Wschodzie jest szereg państw – niestabilnych bądź na skraju upadku, opartych na słabych porozumieniach podziału władzy. Wojna w Iranie już wpływa na nie znacząco. W Libanie trwają Izraelskie naloty na Bejrut, trwa ofensywa lądową na południu kraju, i pomimo ogłoszonego zawieszenia broni, szanse że się utrzyma na dłużej są minimalne. Gospodarka Libanu jest załamana - a próba kompletnego rozbrojenia Hezbollahu może się skończyć wojną domową.
W Iraku od kilku lat pojawiły się oznaki stabilizacji i aktualny rząd próbuje zrobić wszystko by ten status utrzymać. Jednak koalicja milicji szyickich już zaczęła ataki na cele amerykańskie, spadają tez rakiety z Iranu, a Izrael przeprowadza swoje naloty. Jeśliby doszło do aktywizacji zbrojnej grup kurdyjskich w Iranie, odbyłoby się to poprzez Irak – z rosnąca szansa na starcia wewnątrz kraju. Bez możliwości eksportu ropy, Iracka gospodarka szybko upadnie. Wojna pochłaniająca Liban i Irak to potencjał na katastrofę humanitarna i kolejną wielką falę uchodźców.
Europa i Ukraina– nie ma dobrego scenariusza.
Bliski Wschód jest w szerokim sąsiedztwie Europy, a w praktyce najważniejsze państwa kontynentu nie maja w tej wojnie nic do powiedzenia. Ich wcześniejsze zaangażowanie w negocjacje nuklearne skończyło się niepowodzeniem wobec odrzucenia ich przez USA, tak samo jak próby dyplomatyczne odwiedzenia USA od ataku. Europa nie będzie rozpaczać po Chomeinim i wszystkie państwa chciałaby zmiany rządów w Iranie. Jednak od lat nie zrobiła niczego, żeby wesprzeć tworzenia prawdziwej opozycji w Iranie. W tej chwili nie ma również na to pomysłu. Iran był zagrożeniem w dużej mierze „zarządzanym” z relatywnie małym wpływem bezpośrednim na bezpieczeństwo kontynentu – co w przypadku wojny regionalnej ulega zmianie.
UE ma natychmiastowy problem cen gazu i ropy, a długotrwale zamkniecie cieśniny Ormuz to prosta droga do inflacji i recesji na kontynencie – wszystko negatywnie wpłynie na pozycje rządów europejskich w gorącym okresie wyborczym. Wzrasta ryzyko ataków terrorystycznych, zarówno na obywateli i mienie UE w państwach na Bliskim Wschodzie, jak i w samej UE. Ewentualna wojna domowa w Iranie, i potencjał rozlania się jej na Irak i inne państwa ościenne – to gotowa recepta na wielkie fale uchodźców – które będą się kierowały do Europy. Wojna przynosi tez kolejne tarcia z USA –jest kolejnym rozdźwiękiem w NATO, w momencie, gdy Europa próbuje balansować napięte relacje transatlantyckie.
Ukraina jest w bardzo trudnej pozycji. Możliwości Rosji, zarówno negocjacyjne jak i wojskowe do prowadzenia dalszej ofensywy wzrastają im dużej trwa wojna na Bliskim Wschodzie. Ukraina traci możliwości odnawiania kluczowych zasobów patriotów – podstawy obrony przeciwrakietowej. W trakcie pierwszych tygodni wojny z Iranem zużyto 800 patriotów – więcej niż przez 4 lata rosyjskich nalotów na Ukrainę. Fakt ze doświadczenia Ukrainy w obronie anty-dronowej teraz przydadzą się USA i państwom zatoki są małym pocieszeniem. Świat przestaje się koncentrować na Ukrainie – a nawet w samej Europie pojawia się więcej głosów za ponownym otwarciem na współpracę energetyczna z Rosja, co obrazują chociażby ostatnie wypowiedzi premiera Belgii.
Dotychczasowa odpowiedź Europy jest nijaka. Od początku wojny z europejskie stolice i Bruksela wysyłają niespójne przekazy. UE wstrzymuje się od zdecydowanych działań, krytyki USA i Izraela czy rozpoczęcia ofensywy dyplomatycznej by zatrzymać wojnę. Kryzysowy szczyt Rady UE mało wniósł oprócz ogólnego wspólnego stanowiska – zdecydowanych reakcji brak. Nie wróży to dobrze planom wzmocnienia wspólnej polityki zagranicznej oraz obronnej i bezpieczeństwa.
A Polska? Największym problemem są konsekwencje dla Ukrainy i jeszcze bardziej ośmielona Rosja. Słabość i brak koordynacji w UE to również problem, jak i wzrost cen energii. Polska jest w bardzo trudnej sytuacji – gdzie musi balansować relacje z USA z priorytetem budowy własnej obrony i wspólnych zdolności Europy. Trzeba podkreślić, że atak Izraela i USA jest pogwałceniem prawa międzynarodowego i normalizuje arbitralne użycie siły w stosunkach międzynarodowych – co negatywnie wpływa na bezpieczeństwo i pozycje państw średnich jak Polska.
Wywrócić stol i wykorzystać kryzys
Cytując Churchilla – nie można pozwolić na zmarnowanie kryzysu. Wojna, której nikt oprócz Izraela nie chciał jest niekorzystna, ale tworzy nowa rzeczywistość, i daje wskazówki do działania. Jak Europa może odwrócić bardzo trudną sytuację chociaż częściowo na swoją korzyść?
Trudno o jaśniejszy sygnał dla państw w Europie że muszą przyspieszyć integracje w obszarze obrony i polityki zagranicznej. Wojna na Bliskim Wschodzie pokazuje jak na dłoni jak kluczowe są własne zdolności obronne. Europa powinna również uruchomić skoncentrowana presję dyplomatyczną na zastopowanie spirali wojennej. Znajdzie tu wielu sojuszników – większość państw nie chce wojny – w regionie Turcja, Egipt, Jordania, Pakistan, państwa azjatyckie które dotyka kryzys energetyczny– wszyscy próbują zakończyć działania zbrojne.
Niezwykle istotne jest by ujednolicić stanowisko wszystkich państw UE, a przede wszystkim kluczowych państw w Europie w formacie E6 plus. Należy tez wykorzystać moment do wzmocnienia współpracy obronnej i bezpieczeństwa w ramach szerokiej strefy interesów państw demokratycznych, chcących przeciwstawiać się polityce budowy stref wpływów przez mocarstwa, i promujące wolny handel. Istotny jest wspólny glos w obronie prawa i norm międzynarodowych, jak i reformy instytucji międzynarodowych.
Posłużyć temu mogą siec partnerstw obronnych i bezpieczeństwa UE – a w bloku znaleźć się, oprócz państw europejskich, kraje jak Japonia, Korea Południowa, Australia i Kanada. Taka koalicja może wypracować zbieżne stanowisko wobec wojny – naciskając na jej jak najszybsze wygaszenie – oraz budując podstawę działań dla bezpieczeństwa żeglugi i zapewnienia przepływu przez cieśninę Ormuz.
Blokada cieśniny Ormuz może też stworzyć pewna możliwość presji na USA. W interesie UE jest jak najszybsze umożliwienia żeglugi przez cieśninę, ale jakiekolwiek zaangażowanie musi być bardzo ostrożne – z jednej strony podjęte w formacie umowy z USA dającej większe wsparcie dla Ukrainy, z drugiej zapewnienie szerokiej międzynarodowej koalicji, i odcięcie się od samej interwencji zbrojnej USA i Izraela. Trudne do osiągniecia, ale tym bardziej prawdopodobne, im dłużej USA będą wciągnięte w konflikt.
Konflikt powinien być punktem zwrotnym dla głębokich zmian w Europie dążących do niezależności energetycznej. Dywersyfikacja dostaw to za mało – OZE i atom musza stać się zasobem strategicznym – a inwestycje w te źródła zwiększone i przyspieszone. Europa musi też nauczyć się lepiej i bardziej asertywnie zarządzać niepewnością – i być przygotowana na takie kryzysy jak wojna w Iranie. W odpowiedzi potrzeba stworzenia nowych formatów – jak Europejska Rada Bezpieczeństwa.
Marcin Buzanski - autor tekstu. Politolog, analityk, dyrektor Centrum Dyplomacji i Negocjacji Uniwersytetu Civitas, współzałożyciel New Alliances Foundation i Senior Advisor w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego i Warsaw Security Forum. Ekspert ONZ z wieloletnim doświadczeniem w dziedzinie rozwiązywania konfliktów, procesów pokojowych i odbudowy państw po konfliktach. Były doradca ONZ w Somalii, Iraku i Afganistanie.
Współpracował z UNDP, UNICEF, OBWE, UE, GMF, IPU oraz licznymi think tankami i organizacjami międzynarodowymi. Pracował w Iraku, Afganistanie, Somalii, Sudanie i Sudanie Południowym, koordynując działania związane z mediacją, transformacją polityczną, operacjami pokojowymi oraz demokratyzacją.
Współzałożyciel i były prezes sieci eksperckiej Expertise on Demand. Absolwent Szkoły Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Columbia (Nowy Jork) oraz Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego.