Dziennik Gazeta Prawana logo

"To jest sprawa dla prokuratora"

12 października 2007, 14:34
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Mam wrażenie, że Łyżwiński jest już spisany na straty. Myślę, że przewodniczący Lepper sobie wierzy, ale swojemu zastępcy nie" - mówi DZIENNIKOWI Monika Olejnik, dziennikarka TVN I Radia Zet.
BARBARA KASPRZYCKA: Jako pierwsza miała pani okazję spojrzeć w oczy premierowi Lepperowi po ujawnieniu „seksafery. Zaprzeczył on, by miał wykorzystać Anetę K. w zamian za zatrudnienie w Samoobronie. Wierzy mu pani?
MONIKA OLEJNIK: To bardzo trudne pytanie. Ja chcę ludziom wierzyć, ale najważniejsze jest to, co ustali prokuratura i jaki będzie efekt konfrontacji między Andrzejem Lepperem a Anetą K. Myślę też, że w ciągu tygodnia da się wyjaśnić choćby to, czy poseł Łyżwiński jest ojcem jej dziecka, czy nie.

Andrzej Lepper w pani programie podważał słowa Anety K., ale też przyznał, że za Łyżwińskiego nie ręczy.
Mam wrażenie, że Łyżwiński jest już spisany na straty. Myślę, że przewodniczący Lepper sobie wierzy, ale swojemu zastępcy nie. Pani Aneta K. oskarża ich obu nie jestem w stanie ocenić, na ile wiarygodne są te oskarżenia. Rozmawiałam z tą panią bardzo krótko, nie znam jej. Dla mnie jednak najbardziej przykry w tej sprawie jest niesamowity atak kobiet z Samoobrony, posłanek, które nie potrafią wykazać się kobiecą solidarnością i bronią za wszelką cenę swoich kolegów. A przecież wszyscy widzieliśmy zachowania panów z Samoobrony w różnych sytuacjach. Pamiętamy rechot Andrzeja Leppera, kiedy po aferze posła Golika pytał, „czy można zgwałcić prostytutkę?. Mnie to do dziś dźwięczy w uszach. Pamiętamy i inne rubaszne zachowania posłów Samoobrony widocznie posłankom tej partii ten klimat odpowiada.

Andrzej Lepper mówił pani, że „ta dziewczyna za tysiąc złotych oddaje się usługom seksualnym, jest do dyspozycji, na zawołanie praktycznie każdego.... Skąd mógł o tym wiedzieć, jeśli jest niewinny?
Ja zrozumiałam, że wyciągnął taki wniosek z tego, że ta pani ma kilkoro dzieci z różnych ojców. Ale nie mnie oceniać, skąd miał taką pewność. Skoro pani Aneta K. tak kategorycznie oskarża wicepremiera rządu, to zapewne ma dowody, które ostatecznie potwierdzą ich kontakty. Wydaje mi się, że to nie będzie druga Jarucka.

Kiedy patrzyła pani w studiu na Andrzeja Leppera, czy był dla pani wiarygodny?
Trudno mi ocenić. Sama nie czułam się dobrze w tej rozmowie. Wolę rozmawiać na tematy polityki, a nie seksu. Wydawało mi się, że nie zniżę się nigdy do tego poziomu, żeby rozważać tematy romansów polityków. Mnie to kompletnie nie ciekawi. Niestety, okazało się, że w Samoobronie mogło dochodzić do seksualnego wykorzystywania kobiet, być może zmuszano je do seksu pod groźbą utraty pracy.

Czy Lepper w tej rozmowie też był zawstydzony, czy raczej szukał wiarygodnej wymówki?
Czułam się okropnie, rozmawiając z nim na taki temat. Nie jestem gotowa osądzać, jak on się czuł i czy wypadł wiarygodnie. Nie jestem Panem Bogiem, nie jestem prokuratorem, nie będę osądzać Andrzeja Leppera i jego życia prywatnego.

Andrzej Lepper mógł nie wiedzieć o tym, co się dzieje? Nie wiedział, kim jest Łyżwiński?
Nie wiem, nie znam tych ludzi, nie wiem, na ile się przyjaźnią. Ale przecież słyszymy, że o tym wszystkim mówiło się od dawna... Dziwić może, że nic na ten temat nie wiedziały posłanki Samoobrony.

Co będzie dalej? Czyja głowa poleci?
Myślę, że Stanisław Łyżwiński straci posadę w partii, którą zresztą dawno powinien stracić, bo wydaje mi się, że oszukiwał w sprawie swoich długów. Ale też wstrząsnęły mną wypowiedzi posłanek Samoobrony na ten temat, na czele z żoną pana Łyżwińskiego, która powiedziała, że to historia pozytywna, bo znaczy, że „chłopy jeszcze mogą. Nie wiem, dlaczego one tak to bagatelizują: czy dla przypodobania się szefom, czy kompletnie brak im dumy?

Zapytała pani Andrzeja Leppera, czy może przysiąc na Boga, że nic go z tą sprawą nie łączy. Zadała pani już kiedyś takie pytanie na antenie?
Nie, zadałam je pierwszy raz. A wicepremier Lepper tak naprawdę nie przysiągł. Przysiągł, ale nie na Boga. Jednak nie chciałam już tego dalej ciągnąć. To nie było pytanie przygotowane zawczasu, zadałam je spontanicznie i nie czułam się z tym komfortowo. Ale nie żałuję.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj