Dopiero sąd pięcioletni z trzyletnim aresztem śledczym jest podobno gwarancją rzetelnego ustalenia winy i wymierzenia odpowiedniego wymiaru kary.

Prawa człowieka, dowodzą ich strażnicy, mogą być realizowane wyłącznie przy długotrwałej i żmudnej procedurze, uwzględniającej brak czasu adwokatów, ich stan zdrowia, nieodbieranie wezwań przez oskarżonego, zwolnienia lekarskie i wszystkie inne okoliczności życiowe, uniemożliwiające uczestnikom procesu uczestnictwo w rozprawie na każde życzenie, każdy kaprys sądu. Ideałem byłoby postępowanie, powiedzmy teoretycznie, przeciwko 18-letniemu pijanemu kierowcy bez prawa jazdy, rozpoczęte przez młodszego asesora sądowego przy udziale praktykanta prokuratorskiego i aplikanta adwokackiego, a kończące się wyrokiem, oczywiście uniewinniającym, odczytywanym przez sędziego w dniu przejścia w stan spoczynku podsądnemu, słuchającemu sentencji w otoczeniu wnuków, a może nawet prawnuków. I przyjmującemu gratulacje od nestora palestry, ku niezadowoleniu obchodzącego jubileusz półwiecza pracy zawodowej prokuratora.

Po co się spieszyć? Jak powiada przysłowie, kto szybko daje, dwa razy daje. W sądzie też - jak daje rok, to wychodzą z pośpiechu dwa lata. A to już jest łamanie sprawiedliwości. Zacząłem się zastanawiać, wedle jakiej procedury będzie działał Sąd Ostateczny. Czy potrwa, mimo mrowia podsądnych, 24 godziny, czy też będzie się ciągnął przez całą wieczność. Jest to ważna kwestia, bo Bóg jest Sprawiedliwością i powinien być wzorem, choć oczywiście niedościgłym, dla ułomnej sprawiedliwości ziemskiej. Ponieważ sam nie potrafiłem rozstrzygnąć tej fundamentalnej kwestii, zwróciłem się o ekspertyzę do wybitnego teologa.

Zwrócił on mi uwagę, że Sąd Ostateczny jest sądem drugiej instancji. W pierwszej instancji święty Piotr rozstrzyga w postępowaniu doraźnym, gdzie skierować delikwenta - piekło, niebo, czyściec. Na nasze ziemskie warunki więzienie, uniewinnienie, prace społeczne. Ostateczny wyrok zapadnie w drugiej instancji, na Sądzie Ostatecznym. Na końcu świata. Ale raczej szybko, bo chociaż i Bóg, i diabeł, i anioły stróże, a nawet grzesznicy mają całą wieczność czasu, to nie będą jej marnować na przewlekłe procedury sądowe. Sprawiedliwość na tym nie ucierpi, bo Bóg jest nieomylny, nie podlega wytycznym ani naciskom, nie bierze prezentów.

Uczestnicy naszych, ziemskich procesów mają znacznie mniej czasu, ale dużo chęci, aby go marnotrawić wszystkim, łącznie z podsądnymi.