W piątek wieczorem prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował o kolejnym użyciu przez Rosję rakiety balistycznej Oriesznik. Tym razem celem stał się obwód lwowski. Zełenski podkreślił, że wybór miejsca ataku nie był przypadkowy – pocisk uderzył bardzo blisko granic Unii Europejskiej. Prezydent Ukrainy nazwał to uderzenie "krokiem demonstracyjnym". Rosja nie starała się nawet ukryć, że atak ma przestraszyć kraje sąsiadujące z Ukrainą.

Wyzwanie dla Warszawy i Bukaresztu

Według Zełenskiego użycie balistyki średniego zasięgu w zachodniej części Ukrainy to sygnał skierowany bezpośrednio do europejskich stolic. Wymienił on przede wszystkim Warszawę, Bukareszt, Budapeszt. Zdaniem ukraińskiego lidera, Putin testuje czujność i odporność państw regionu. Brak wiarygodnej przyczyny użycia tak potężnej broni świadczy o czystym cynizmie Kremla i chęci zastraszenia zachodnich partnerów Ukrainy.

Reklama
Reklama

Czy europejskie stolice są bezpieczne?

Zełenski postawił Europie niewygodne pytanie o stan jej systemów obronnych. Jego zdaniem obecnie brakuje wspólnego systemu obrony, który realnie mógłby powstrzymać taki atak. W całej Europie istnieje ten sam dylemat: czy Europejczycy będą bronić swych stolic, jeśli Putinowi coś uderzy do głowy? – pytał retorycznie prezydent. Ukraina apeluje o stworzenie mechanizmu wspólnych działań obronnych, który nie pozostawi wątpliwości co do reakcji w przypadku agresji na kraje UE i NATO.