Mamy wysoki wzrost gospodarczy, spada bezrobocie, rośnie eksport, inwestycje, mamy stabilną złotówkę i niską inflację. Czyja to zasługa? Intuicja podpowiada mi, że nie obecnego rządu - pisze w "Fakcie" poseł PO Zbigniew Chlebowski. To odpowiedź na wczorajszy wywiad z wicepremier Zytą Gilowską.
Polska gospodarka rozwija się głównie dzięki przedsiębiorcom. Są konkurencyjni, wykorzystują nasze członkostwo w Unii Europejskiej, inwestują i tworzą nowe
miejsca pracy. Na naszą dobrą sytuację olbrzymi wpływ ma również koniunktura na rynkach światowych, środki UE.
Co w tak wyjątkowo dobrym czasie, przy tak dobrej koniunkturze w gospodarce powinien robić rząd? Otóż powinien wprowadzać gruntowne reformy, które wspierałyby rozwój. Potrzebny nam trwały i zrównoważony wzrost gospodarczy, który przyczyni się do wzrostu konkurencyjności naszej gospodarki. A wszystko po to, żeby Polacy żyli na europejskim poziomie. A co rząd zrobił dotychczas? Na szczęście nic. I dlatego nic nie popsuł, ale to na prawdę marne pocieszenie. Przecież w kampanii wyborczej PiS kusił Polaków obniżeniem podatków i kosztów pracy, naprawą finansów publicznych, "tanim państwem", zmniejszeniem biurokracji w gospodarce. Co zostało z tych szumnych zapowiedzi? Proponowana reforma podatkowa została przesunięta dopiero na 2009 r. Od 15 miesięcy słyszymy o potrzebie obniżenia kosztów pracy, a dotychczas nie wpłynął żaden rządowy projekt, który by te koszty ciął. Miało być "tanie państwo", a mamy wzrost nakładów na administrację publiczną i zwiększenie o kilka tysięcy liczby urzędników. Zapowiadano gruntowną reformę finansów publicznych połączoną z programem porządkowania i ograniczania wydatków publicznych - w tej sferze także nie zrobiono nic. Efekt tych zaniechań, a także "konsumowanie" efektów dobrej koniunktury, są już niestety widoczne.
Wciąż mamy wysoki deficyt budżetowy i ogromny wzrost długu publicznego, który przyrasta o prawie 50 mld zł rocznie. Każdy statystyczny Polak jest więc zadłużony rocznie na ok. 1300 złotych. Na przestrzeni tych kilkunastu miesięcy, które minęły od wyborów, podatki i koszty pracy zamiast maleć, wzrastały. Co z tego, że rząd odmroził progi podatkowe i kwotę wolną, jak w tym samym czasie wzrosła akcyza na paliwo, a planowany jest wzrost akcyzy na oleje i gaz używany do napędu. Wzrosła również składka chorobowa, a w Sejmie leży projekt wprowadzenia nowego podatku od samochodów - nowych i używanych. Obecnie rząd forsuje też wprowadzenie nowego podatku dla firm ubezpieczeniowych. Za ten pomysł zapłacą kierowcy, bo ich obowiązkowe ubezpieczenia będą musiały wzrosnąć. Rząd zapomina, że wysoki wzrost w gospodarce nie będzie trwał wiecznie, a problemy będą narastać.
Reform wymagają też ubezpieczenia społeczne. Na razie ten sektor łatany jest dodatkowymi pieniędzmi z pędzącej gospodarki. Ale w przypadku jakiejkolwiek zadyszki, przy tak rozdmuchiwanych wydatkach publicznych, może dojść do poważnych problemów ZUS i KRUS. Może też zabraknąć pieniędzy na pomoc społeczn. Także finansom publicznym grozi w przyszłości kryzys. Rząd ochoczo przyklaskuje bowiem pomysłom koalicjantów na rozdawanie pieniędzy. Znacznie trudniej przychodzi mu jednak poprzeć projekty, które mogłyby pomóc gospodarce.
Chyba PiS powoli dostrzega fiasko swojej dotychczasowej polityki, koncentrującej się wyłącznie na zawłaszczaniu państwa i rozliczeniach z przeszłością. Coraz gorsze sondaże spowodowały, że politycy PiS jak brzytwy chwytają się sukcesów polskiej gospodarki. Nie przypadkiem teraz pojawiają się ustawy dotyczące rzekomych ułatwień dla przedsiębiorców. I tego należy się już poważnie bać! Skąd moje obawy, skoro ten projekt firmuje sam Roman Kluska? Wystarczy tylko skonfrontować wypowiedzi premiera Kaczyńskiego z rzeczywistością i praktyką stosowaną przez rząd.
Po pierwsze: priorytetem - mówi rząd - jest jedno okienko, gdzie załatwiane mają być wszystkie formalności związane z rejestracją firm. Tymczasem cztery miesiące temu posłowie PiS zdecydowali o przesunięciu wejścia w życie tej instytucji o kolejne dwa lata. Po drugie: rząd chce ograniczyć kontrolę w firmach. To w warstwie werbalnej, a co w praktyce: głosami koalicji rządzącej Sejm zmienił ustawę o Państwowej Inspekcji Pracy, która daje tej instytucji dodatkowe uprawnienia kontrolne, również osób samozatrudnionych. No i po trzecie: rząd chce wprowadzić instytucję zawieszenia działalności gospodarczej oraz sprawić, że urzędnicy będą ponosić odpowiedzialność za błędne decyzje. Stosowne projekty ustaw Platforma złożyła w ubiegłym roku, ale zostały odrzucone, bo nie było na ich przyjęcie zgody rządu.
Przykłady wykazujące hipokryzję rządzących mógłbym mnożyć w nieskończoność. To jednak nie poprawi warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Szkoda, że rząd nie korzysta z pomysłów opozycji ani z dorobku organizacji przedsiębiorców, które wielokrotnie mówiły, jakie bariery hamują rozwój przedsiębiorczości. Raport Banku Światowego "Doing Business" pokazuje, że pod względem łatwości prowadzenia działalności, Polska znajduje się na 75. miejscu na 175 ocenianych gospodarek. Na ostatnim miejscu wśród państw UE, przed nami są nawet Rumunia i Bułgaria - nowi członkowie Unii. To nie jest przesadna krytyka rządu PiS, LPR i Samoobrony. To żal marnowanej szansy, to niepokój o przyszły stan finansów publicznych, o przyszłe losy emerytów i rencistów.
Wiele problemów i zagadnień różni dzisiaj Platformę Obywatelską i PiS. Politycy PiS wiedzą jednak, że gdyby naprawdę chcieli obniżać podatki i koszty pracy, wspierać przedsiębiorców, zawsze mogą liczyć na poparcie mojej partii. Dlatego nie rozumiem, dlaczego tylko obiecują, a nie daj nam szans przyjęcia dobrych rozwiązań dla Polski i Polaków.
Co w tak wyjątkowo dobrym czasie, przy tak dobrej koniunkturze w gospodarce powinien robić rząd? Otóż powinien wprowadzać gruntowne reformy, które wspierałyby rozwój. Potrzebny nam trwały i zrównoważony wzrost gospodarczy, który przyczyni się do wzrostu konkurencyjności naszej gospodarki. A wszystko po to, żeby Polacy żyli na europejskim poziomie. A co rząd zrobił dotychczas? Na szczęście nic. I dlatego nic nie popsuł, ale to na prawdę marne pocieszenie. Przecież w kampanii wyborczej PiS kusił Polaków obniżeniem podatków i kosztów pracy, naprawą finansów publicznych, "tanim państwem", zmniejszeniem biurokracji w gospodarce. Co zostało z tych szumnych zapowiedzi? Proponowana reforma podatkowa została przesunięta dopiero na 2009 r. Od 15 miesięcy słyszymy o potrzebie obniżenia kosztów pracy, a dotychczas nie wpłynął żaden rządowy projekt, który by te koszty ciął. Miało być "tanie państwo", a mamy wzrost nakładów na administrację publiczną i zwiększenie o kilka tysięcy liczby urzędników. Zapowiadano gruntowną reformę finansów publicznych połączoną z programem porządkowania i ograniczania wydatków publicznych - w tej sferze także nie zrobiono nic. Efekt tych zaniechań, a także "konsumowanie" efektów dobrej koniunktury, są już niestety widoczne.
Wciąż mamy wysoki deficyt budżetowy i ogromny wzrost długu publicznego, który przyrasta o prawie 50 mld zł rocznie. Każdy statystyczny Polak jest więc zadłużony rocznie na ok. 1300 złotych. Na przestrzeni tych kilkunastu miesięcy, które minęły od wyborów, podatki i koszty pracy zamiast maleć, wzrastały. Co z tego, że rząd odmroził progi podatkowe i kwotę wolną, jak w tym samym czasie wzrosła akcyza na paliwo, a planowany jest wzrost akcyzy na oleje i gaz używany do napędu. Wzrosła również składka chorobowa, a w Sejmie leży projekt wprowadzenia nowego podatku od samochodów - nowych i używanych. Obecnie rząd forsuje też wprowadzenie nowego podatku dla firm ubezpieczeniowych. Za ten pomysł zapłacą kierowcy, bo ich obowiązkowe ubezpieczenia będą musiały wzrosnąć. Rząd zapomina, że wysoki wzrost w gospodarce nie będzie trwał wiecznie, a problemy będą narastać.
Reform wymagają też ubezpieczenia społeczne. Na razie ten sektor łatany jest dodatkowymi pieniędzmi z pędzącej gospodarki. Ale w przypadku jakiejkolwiek zadyszki, przy tak rozdmuchiwanych wydatkach publicznych, może dojść do poważnych problemów ZUS i KRUS. Może też zabraknąć pieniędzy na pomoc społeczn. Także finansom publicznym grozi w przyszłości kryzys. Rząd ochoczo przyklaskuje bowiem pomysłom koalicjantów na rozdawanie pieniędzy. Znacznie trudniej przychodzi mu jednak poprzeć projekty, które mogłyby pomóc gospodarce.
Chyba PiS powoli dostrzega fiasko swojej dotychczasowej polityki, koncentrującej się wyłącznie na zawłaszczaniu państwa i rozliczeniach z przeszłością. Coraz gorsze sondaże spowodowały, że politycy PiS jak brzytwy chwytają się sukcesów polskiej gospodarki. Nie przypadkiem teraz pojawiają się ustawy dotyczące rzekomych ułatwień dla przedsiębiorców. I tego należy się już poważnie bać! Skąd moje obawy, skoro ten projekt firmuje sam Roman Kluska? Wystarczy tylko skonfrontować wypowiedzi premiera Kaczyńskiego z rzeczywistością i praktyką stosowaną przez rząd.
Po pierwsze: priorytetem - mówi rząd - jest jedno okienko, gdzie załatwiane mają być wszystkie formalności związane z rejestracją firm. Tymczasem cztery miesiące temu posłowie PiS zdecydowali o przesunięciu wejścia w życie tej instytucji o kolejne dwa lata. Po drugie: rząd chce ograniczyć kontrolę w firmach. To w warstwie werbalnej, a co w praktyce: głosami koalicji rządzącej Sejm zmienił ustawę o Państwowej Inspekcji Pracy, która daje tej instytucji dodatkowe uprawnienia kontrolne, również osób samozatrudnionych. No i po trzecie: rząd chce wprowadzić instytucję zawieszenia działalności gospodarczej oraz sprawić, że urzędnicy będą ponosić odpowiedzialność za błędne decyzje. Stosowne projekty ustaw Platforma złożyła w ubiegłym roku, ale zostały odrzucone, bo nie było na ich przyjęcie zgody rządu.
Przykłady wykazujące hipokryzję rządzących mógłbym mnożyć w nieskończoność. To jednak nie poprawi warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Szkoda, że rząd nie korzysta z pomysłów opozycji ani z dorobku organizacji przedsiębiorców, które wielokrotnie mówiły, jakie bariery hamują rozwój przedsiębiorczości. Raport Banku Światowego "Doing Business" pokazuje, że pod względem łatwości prowadzenia działalności, Polska znajduje się na 75. miejscu na 175 ocenianych gospodarek. Na ostatnim miejscu wśród państw UE, przed nami są nawet Rumunia i Bułgaria - nowi członkowie Unii. To nie jest przesadna krytyka rządu PiS, LPR i Samoobrony. To żal marnowanej szansy, to niepokój o przyszły stan finansów publicznych, o przyszłe losy emerytów i rencistów.
Wiele problemów i zagadnień różni dzisiaj Platformę Obywatelską i PiS. Politycy PiS wiedzą jednak, że gdyby naprawdę chcieli obniżać podatki i koszty pracy, wspierać przedsiębiorców, zawsze mogą liczyć na poparcie mojej partii. Dlatego nie rozumiem, dlaczego tylko obiecują, a nie daj nam szans przyjęcia dobrych rozwiązań dla Polski i Polaków.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|