O nowej groźbie wciągnięcia Białorusi do wojny napisał w piątek na Telegramie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. "Według danych wywiadowczych wzdłuż granicy Ukrainy i Białorusi budowane są drogi oraz rozmieszcza się stanowiska artyleryjskie. Uważamy, że Rosja ponownie spróbuje wciągnąć Białoruś w wojnę" – zakomunikował.
Białoruś drugim frontem Putina?
Z kolei były szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kułeba w opublikowanym w niedzielę na kanale na YouTube komentarzu przekonywał, że "Rosja postrzega Białoruś jako drugi front, który chciałaby otworzyć przeciwko Ukrainie". Jego zdaniem przygotowania do możliwego przystąpienia Białorusi do wojny osiągnęły nowy poziom. Ukraiński polityk wymienił m.in. trwające od pięciu lat ćwiczenia wojskowe, które odbywają się pod nadzorem rosyjskich instruktorów, położenie nacisku na pełną gotowość mobilizacyjną nie tylko armii, ale i całego sektora cywilnego kraju, wzmocnienie sił białoruskich rosyjskimi systemami obrony powietrznej oraz zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia. Jestem przekonany, że Rosjanie bardzo poważnie pomagają w przygotowaniu Białorusi – podsumował Kułeba. Zastrzegł jednak, że uważa natychmiastową ofensywę za mało prawdopodobną ze względu na opór samego Alaksandra Łukaszenki.
Ekspert: To manewr Zełenskiego
Główny specjalista w Zespole Ukrainy, Białorusi i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich Kamil Kłysiński ocenił w rozmowie z PAP aktywne włączenie się Białorusi w wojnę na Ukrainie jako niezwykle mało prawdopodobne. Podkreślił, że armia białoruska nie jest gotowa do takich działań ani sprzętowo, ani jeśli chodzi o wyszkolenie, liczebność i mentalność. Tutaj psychika może być najbardziej kluczowym, deficytowym towarem od lat. Białorusini są innymi żołnierzami niż Rosjanie, mają inne podejście – powiedział.
Zdaniem Kłysińskiego mało prawdopodobna jest także rosyjska ofensywa z kierunku białoruskiego. Rosjanie mają dostęp do tego kraju, mogą wykorzystywać jego zasoby w sposób przez siebie pożądany, ale nic nie wskazuje na to, żeby mieli na to siły. Chęć może i jest – to nadal bardzo groźny przeciwnik, który chce podbić albo zniszczyć Ukrainę – ale nie ma po temu zasobów – ocenił ekspert. Jego zdaniem wypowiedzi takie jak ta prezydenta Zełenskiego czy byłego szefa ukraińskiej dyplomacji należy traktować jako manewr w wojnie informacyjnej, którą Ukraina prowadzi poza wojną kinetyczną i do której ma prawo, bo broni swojego kraju. Zawsze z cierpliwością i zrozumieniem patrzymy na tego typu wrzutki informacyjne ze strony Kijowa. Broni się, jak potrafi – dodał.
Ekspert OSW zaznaczył, że – choć w całym "szaleństwie rosyjskim" – nie można niczego do końca wykluczyć, w minionych latach Kreml podchodził do sprawy wykorzystania białoruskiej armii w pewnym stopniu racjonalnie. Nie ma np. dowodów na to, zwrócił uwagę Kłysiński, żeby Putin wywierał presję na Łukaszenkę w sprawie wykorzystania białoruskich żołnierzy. Wystarczało mu szerokie, niczym nieograniczone wsparcie w innych wymiarach.
Oczywiście można zmusić Łukaszenkę i jego generałów, żeby wysłali wojska. Tylko że zysk z tego byłby ujemny. To jest armia niezmotywowana do walki. Oni by ugrzęźli w lasach i bagnach, których na północy Ukrainy czy na południu Białorusi nie brakuje. Zgłaszaliby braki paliwa i amunicji, wykorzystywaliby każdy pretekst, żeby tylko nie walczyć. Rosjanie znakomicie zdają sobie z tego sprawę, więc na 90 procent nie widzę takiej możliwości – ocenił ekspert OSW. Jego zdaniem należy przyjmować zasadę, która przez ostatnie lata wojny się sprawdzała: dopóki na Białorusi nie zauważymy koncentracji dużych wojsk rosyjskich, prawdopodobieństwo wysłania samej armii białoruskiej na Ukrainę jest bardzo niskie.
Ekspert: Białoruś zabezpiecza prawą flankę Rosji
Inny rozmówca PAP, analityk ds. wojskowości Rosji i Białorusi w Rochan Consulting Konrad Muzyka, również jest zdania, że na obecnym etapie ryzyko rosyjskiego uderzenia na Ukrainę z kierunku północnego, tj. z terytorium Białorusi, pozostaje minimalne, jeśli nie wręcz bliskie zeru.
Według niego rola Białorusi ogranicza się przede wszystkim do udostępniania swojego terytorium – w szczególności przestrzeni powietrznej. Jest ona wykorzystywana przez rosyjskie drony i pociski balistyczne kierowane na Ukrainę, zwłaszcza w rejon Kijowa. Jednocześnie Ukraina nie może całkowicie wykluczyć ataku z terytorium Białorusi, musi więc utrzymywać siły i środki do zabezpieczenia tej granicy.
Oczywiście nie są one duże – obejmują m.in. loty bezzałogowców rozpoznawczych monitorujących sytuację, utrzymywanie żołnierzy w rejonach przygranicznych, budowę fortyfikacji i umocnień oraz minowanie granicy. Część tych działań, zwłaszcza o charakterze inżynieryjnym, została już zakończona. Utrzymywanie żołnierzy przy granicy i ciągłe prowadzenie rozpoznania po stronie białoruskiej wiąże ukraińskie siły i środki, które teoretycznie mogłyby zostać przekierowane w bardziej newralgiczne miejsca na Ukrainie – wyjaśnił Muzyka.
W ocenie eksperta w tej chwili sama Moskwa nie byłaby skłonna wykorzystać białoruskiego potencjału do próby zbudowania przewagi na Ukrainie, ponieważ – jak podkreślił – na obecnym etapie zabezpiecza on rosyjską prawą flankę w przypadku wojny z NATO. Zaangażowanie Białorusinów w wojnę na Ukrainie spowodowałoby sytuację, w której Rosjanie byliby całkowicie odsłonięci. Oczywiście mówimy tu o scenariuszu ataku NATO na Białoruś i Rosję, co z naszej perspektywy się nie wydarzy, bo NATO jest sojuszem obronnym. Jednak Rosjanie i Białorusini postrzegają to inaczej. Obawiają się sytuacji, w której odsłoniliby się całkowicie i NATO mogłoby przeprowadzić uderzenie na ich tyły – powiedział analityk.
Przyznał, że pod koniec 2022 roku skłaniał się ku przekonaniu, że Białorusini zaangażują się w tę wojnę – niekoniecznie przez bezpośredni atak na Ukrainę, ale przez wydzielenie pododdziałów bojowych do udziału w działaniach. Nic takiego jednak się nie zdarzyło. Łukaszenka skutecznie sprzeciwiał się rosyjskim próbom wciągnięcia Białorusi do wojny – zwrócił uwagę ekspert. W efekcie Białoruś funkcjonuje głównie jako zaplecze przemysłowe i logistyczne dla sił rosyjskich, w tym jako miejsce przechowywania sprzętu. Nie można też wykluczyć prowadzenia przez Białoruś działań rozpoznawczych na terytorium Ukrainy.
Ekspert: Białoruś przygotowana do eskalacji
Niemniej trudno dziś mówić, uważa Muzyka, o aktywnych przygotowaniach Białorusinów do wojny z Ukrainą. W jego ocenie bardziej prawdopodobne jest, że po stronie białoruskiej istnieje przekonanie, iż konflikt może się rozszerzyć i objąć inne kraje regionu, co zmusiłoby Białorusinów do udziału w wojnie. Nie chodzi tu wyłącznie o Ukrainę, lecz o szerszy konflikt regionalny, np. z udziałem państw bałtyckich, Polski i Ukrainy po jednej stronie oraz Rosji i Białorusi po drugiej – uściślił rozmówca PAP.
Świadczą o tym np. zmiany w prawie, mające przygotować państwo i społeczeństwo do przejścia w stan wojny. Moim zdaniem Białorusini są pod tym względem bardziej zaawansowani niż jakikolwiek inny kraj w Europie. Nie oznacza to jednak przygotowań do udziału w wojnie na Ukrainie, lecz raczej właśnie do scenariusza, w którym konflikt rozszerza się na inne państwa regionu – podsumował Konrad Muzyka.