Ale nie możemy udawać, że nie widzimy, iż większość sekt pod płaszczykiem odbudowy duchowej człowieka dąży do stworzenia dla swych liderów, guru i jego najbliższego otoczenia „rajskich warunków” życia.
W przypadku Kościoła scjentologicznego dominacja pieniądza nad wszystkimi innymi celami jest wyłożona jak na dłoni. Jest on najbardziej dochodowym kultem na świecie. Jego majątek liczy się w setkach miliardów dolarów.
Nie bez powodu nazywany jest „mafią religijną”. Dlaczego? Bo oprócz wielu zagrożeń, które niesie każda sekta, scjentolodzy dopuszczają się przestępstw typowych dla nowoczesnej mafii, która sięga po broń, ucieka się do fałszerstw finansowych, bankowych wyłudzeń, oszustw giełdowych, przekupstw i szantażu. Każda sekta dąży do całkowitego zawładnięcia umysłem oraz emocjami swoich członków – wytworzenia w nich odruchu ślepego posłuszeństwa. Doprowadzenia człowieka do stanu, w którym będzie czerpał szczęście i radość z bycia „dobrowolnym niewolnikiem”. Wyrzekającym się całkowicie jakiejkolwiek prywatności. Człowiekiem, który chce, by o jego losie decydował guru grupy.
U scjentologów pojawia się dodatkowy rys, który wielokrotnie zwiększa zagrożenie. Z założenia wciągają oni w swe sieci elity finansowe, naukowe, artystyczne – w tym gwiazdy popkultury. Celebrity stają się magnesem przyciągającym niezliczone rzesze lgnących do swych idoli.
Czy Polska jest w stanie skutecznie przeciwstawić się próbie podboju przez scjentologów? To się dopiero okaże. Ale są już budujące przykłady. Walka, jaką wypowiedzieli Niemcy scjentologom, przyniosła sukcesy. W ciągu kilku lat liczba członków tej sekty zmalała ponad dwukrotnie – z 30 tysięcy spadła do dwunastu. Stało się to głównie dzięki mediom, które dobrze informowały społeczeństwo niemieckie o zagrożeniach, jakie niesie ta sekta.
Jesienią zeszłego roku sąd administracyjny w Kolonii odrzucił skargę sekty, która sprzeciwiła się obserwacji tej organizacji przez służby specjalne. Jaki był powód odrzucenia ich protestu przez sąd? Bo dopatrzył się faktów łamania praw człowieka. A polskie służby traktują scjentologów jak modny prąd artystyczny?