Reakcje Moskwy są wyrachowane i świadomie przesadzone. Nie ma naprawdę nic złego w tym, że szczątki żołnierzy zostały przeniesione na cmentarz. To odpowiedniejsze miejsce dla prochów niż jakiś zakurzony plac koło przystanku trolejbusu - mówi DZIENNIKOWI Witalij Portnikow, ukraiński publicysta.
Justyna Prus: Obchody 9 maja w Rosji jak zwykle były huczne. Nie obyło się też bez estońskiego akcentu. Po co Władimir Putin oskarżył Tallin o
bezczeszczenie pamięci ofiar wojny?
Witalij Portnikow: Moskwa uplotła zręczną intryg, wykorzystując wydarzenia estońskie do podsycania swojej chorej ideologii. Tworzy nieskazitelny mit o wojnie, jednak świadomie nie dopowiada prawdy do końca. Armia sowiecka wyzwoliła spod niemieckiej okupacji Estonię i inne państwa bałtyckie, ale tylko po to, by zaraz rozpocząć ich okupację. Dlaczego o tym już nikt nie wspomina?
Główny zarzut Rosjan wobec Tallina dotyczy przede wszystkim przeniesienia grobów żołnierzy. Przecież szczątki zostały pochowane na wojskowym cmentarzu?
Reakcje Moskwy są wyrachowane i świadomie przesadzone. Nie ma naprawdę nic złego w tym, że szczątki żołnierzy zostały przeniesione na cmentarz. To odpowiedniejsze miejsce dla prochów niż jakiś zakurzony plac koło przystanku trolejbusu. Powtarzam jeszcze raz: rosyjska histeryczna reakcja jest grą, która ma wzbudzić w społeczeństwie nienawiść do sąsiadów i zakłamać historię.
Rosyjskie władze tłumaczą, że kult Wielkiej Wojny Ojczyźnianej jest oddolnym procesem i że nie mają nic wspólnego z pielęgnowaniem historycznych mitów. To prawda?
Nie do końca. Każdy mieszkaniec byłego Związku Sowieckiego ma swoją tragiczną historię związaną z wojną. Nie ma chyba ani jednej rodziny, która nie straciła na niej kogoś bliskiego. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że dla Rosjan pamięć o wojnie jest świętością. Jednak nie ma też nic gorszego niż wykorzystanie ludzkich uczuć i wspomnień do budowania polityki opartej na wrogości i nienawiści.
Nie wygląda jednak na to, by coś miało się zmienić. Moskwa pełnymi garściami korzysta z wielkoojczyźnianych sentymentów.
Putin i jemu podobni sami obrażają pamięć ofiar i radzieckich żołnierzy, używając ich jako narzędzi swojej polityki. Rosyjskie elity są chore i zarażają swoją chorobą społeczeństwo. Świat powinien zareagować, zanim będzie za późno. Ludzi z Kremla nikt nie będzie żałował, ale trzeba ratować społeczeństwo, zanim kompletnie pogrąży się w paranoi.
Witalij Portnikow - ukraiński publicysta, dotychczas związany przede wszystkim z Rosją; od niedawna redaktor naczelny ukraińskiej "Gazety 24"
Witalij Portnikow: Moskwa uplotła zręczną intryg, wykorzystując wydarzenia estońskie do podsycania swojej chorej ideologii. Tworzy nieskazitelny mit o wojnie, jednak świadomie nie dopowiada prawdy do końca. Armia sowiecka wyzwoliła spod niemieckiej okupacji Estonię i inne państwa bałtyckie, ale tylko po to, by zaraz rozpocząć ich okupację. Dlaczego o tym już nikt nie wspomina?
Główny zarzut Rosjan wobec Tallina dotyczy przede wszystkim przeniesienia grobów żołnierzy. Przecież szczątki zostały pochowane na wojskowym cmentarzu?
Reakcje Moskwy są wyrachowane i świadomie przesadzone. Nie ma naprawdę nic złego w tym, że szczątki żołnierzy zostały przeniesione na cmentarz. To odpowiedniejsze miejsce dla prochów niż jakiś zakurzony plac koło przystanku trolejbusu. Powtarzam jeszcze raz: rosyjska histeryczna reakcja jest grą, która ma wzbudzić w społeczeństwie nienawiść do sąsiadów i zakłamać historię.
Rosyjskie władze tłumaczą, że kult Wielkiej Wojny Ojczyźnianej jest oddolnym procesem i że nie mają nic wspólnego z pielęgnowaniem historycznych mitów. To prawda?
Nie do końca. Każdy mieszkaniec byłego Związku Sowieckiego ma swoją tragiczną historię związaną z wojną. Nie ma chyba ani jednej rodziny, która nie straciła na niej kogoś bliskiego. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że dla Rosjan pamięć o wojnie jest świętością. Jednak nie ma też nic gorszego niż wykorzystanie ludzkich uczuć i wspomnień do budowania polityki opartej na wrogości i nienawiści.
Nie wygląda jednak na to, by coś miało się zmienić. Moskwa pełnymi garściami korzysta z wielkoojczyźnianych sentymentów.
Putin i jemu podobni sami obrażają pamięć ofiar i radzieckich żołnierzy, używając ich jako narzędzi swojej polityki. Rosyjskie elity są chore i zarażają swoją chorobą społeczeństwo. Świat powinien zareagować, zanim będzie za późno. Ludzi z Kremla nikt nie będzie żałował, ale trzeba ratować społeczeństwo, zanim kompletnie pogrąży się w paranoi.
Witalij Portnikow - ukraiński publicysta, dotychczas związany przede wszystkim z Rosją; od niedawna redaktor naczelny ukraińskiej "Gazety 24"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|