Współpracujemy z dyktaturą – głosi główny argument krytyków. I co z tego? Tej dyktatury przynajmniej nie lubimy. Kolaborujemy też z inną, w Azerbejdżanie, która zasłynęła niedawno z burzenia opozycjonistom domów. Ale ją już lubimy, bo liczymy na azerską ropę i gaz. Za to też nie należy naszych władz potępiać. Współpracujemy, bo mamy w tym interes.

Gdybyśmy wypowiedzieli umowę z Mińskiem, co byłoby formalnie trudne, nasi przedsiębiorcy inwestujący tam straciliby możliwość rozpatrywania spornych spraw w polskich sądach. Umowa zakłada wybór miejsca. Otworzylibyśmy też polskim oszustom podatkowym i mafiosom wrota do raju, gdzie informacje o nich byłyby niedostępne, nie moglibyśmy prowadzić postępowań przeciw buszującym po Polsce gangsterom z Białorusi itd., itd.

Umowa jest potrzebna. Polska nie chce jednak narażać opozycjonistów, dlatego dzisiaj prokurator Seremet prawdopodobnie wypowie porozumienie wykonawcze do tej umowy o współpracy prokuratur. Wszelkie zapytania ze strony białoruskiej i odpowiedzi na nie będą iść przez Ministerstwo Sprawiedliwości uwrażliwione na ich los. I wilk syty, i owca cała.

Po co była ta krytyka, krzyki o dyktaturze. Skuteczność jest lepsza od rozedrganych emocji.