Główny ekonomista CreditAgricole Jakub Borowski przyznaje, że rząd ratuje w ten sposób budżet, ale propozycję chwali. Dla przyszłych emerytów z OFE reforma jest neutralna - przekonuje. Zyska budżet państwa, a emerytury - wbrew obawom - wcale nie muszą być niższe - zapewnia.

W opinii Borowskiego, zmiany w OFE mogą być dla rządu źródłem oszczędności. Tym bardziej, że tempo wzrostu cen akcji raczej nie będzie istotnie wyższe od tempa wzrostu PKB. Według Borowskiego, większość Polaków zapewne przejdzie do ZUS-u, między innymi dlatego że w razie braku wyboru zostaną tam przyporządkowani automatycznie. Trudno jednak powiedzieć czy będzie to przygniatająca większość.

Przedstawiciele OFE krytykują zmiany. Ich zdaniem, oznacza to w przyszłości niższe świadczenia i wysokie podatki. Prezes Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego Allianz Agnieszka Nogajczyk-Simeonow przekonywała dziennikarzy podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, że wyższe podatki będą konieczne, bo nasze oszczędności z OFE będą wydawane na bieżące potrzeby budżetowe.

Agnieszka Nogajczyk-Simeonow uważa, że rządowe zmiany to pierwszy krok do zniszczenia Otwartych Funduszy. Bez aktywów nie będzie czym nimi zarządzać. A to z kolei zła wiadomość dla 40-50 latków, którzy mają największe środki w OFE. Mimo gwarancji nie ma pewności, że za 20-30 lat ZUS będzie w stanie wypłacić emerytury - mówi Nogajczyk-Simeonow

Proces przenoszenia oszczędności obywateli na subkonto w ZUS ma się rozpocząć 10 lat przed emeryturą. Rząd wykluczył natomiast nacjonalizację Funduszy - nie przejmie akcji ich z portfela.