Dziennik Gazeta Prawana logo

Najważniejsze pytanie: po co nam szkoła

4 lipca 2016, 10:08
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Chłopiec w okularach pisze na tablicy
Chłopiec w okularach pisze na tablicy/Shutterstock
Obowiązek szkolny powinien obejmować dzieci od szóstego roku życia. Mamy wiele dowodów na to, że dzieci te są bardzo chłonne wiedzy. I niejednokrotnie zdarza się, iż to sześciolatki pomagają siedmiolatkom w rozwiązywaniu zadań. Należy wykorzystać ten potencjał. Jednak by to w pełni miało miejsce, szkoła i nauczyciele muszą się zmienić. W tej chwili placówki oświatowe nie są komfortowym miejscem dla dzieci - pisze w DGP prof. Małgorzata Żytko z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego.

 Aby oceniać, czy ośmioklasowa podstawówka to dobry pomysł, potrzeba więcej danych, niż przekazała minister edukacji. Wiele zależy od tego, co będzie działo się z uczniami po czwartej klasie – czy ostatnie lata będą służyły przygotowaniu ich do nauki w liceum, czy będą tylko wydłużonym czasem pobytu w podstawówce. Zmiany na pewno wymaga podstawa programowa, która jest niedostosowana do potrzeb i możliwości dzieci. Najbardziej jest to widoczne w matematyce. Dzieci uczą się na etapie wczesnoszkolnym działań w zakresie 20, choć wiele z nich z takimi umiejętnościami już przychodzi. Efekt – nie rozwijają się. Dlatego jeśli etap wczesnoszkolny ma ulec wydłużeniu z trzech do czterech lat, potrzebne są zmiany w podstawie programowej. Tylko w takiej sytuacji będzie miał sens.

Obowiązek szkolny powinien obejmować dzieci od szóstego roku życia. Mamy wiele dowodów na to, że dzieci te są bardzo chłonne wiedzy. I niejednokrotnie zdarza się, iż to sześciolatki pomagają siedmiolatkom w rozwiązywaniu zadań. Należy wykorzystać ten potencjał. Jednak by to w pełni miało miejsce, szkoła i nauczyciele muszą się zmienić. W tej chwili placówki oświatowe nie są komfortowym miejscem dla dzieci.

Nauczyciele zatrudniani do początkowych klas powinni mieć dużo lepsze przygotowanie niż obecnie. Do tego jestem zwolennikiem nauczania blokowego, a nie sztucznego szatkowania na przedmioty. Jeden nauczyciel powinien być przygotowany do nauki dwóch przedmiotów, nauczania początkowego i na przykład matematyki lub przyrody w klasach 4–6, a po wejściu reformy 5–8. W ten sposób przez cały okres nauki dzieci będą miały styczność z jednym nauczycielem, co nie jest bez znaczenia dla komfortu nauczania.

Uważam, że najważniejsze wyzwanie, przed którym stoi edukacja, to odpowiedź na pytanie, jaki cel chce realizować szkoła, czy chce wypuszczać w świat krytycznie myślących uczniów umiejących czerpać wiedzę z różnych źródeł, przy okazji zachowujących krytyczny osąd.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj