Magdalena Rigamonti: Pan ma dwoje dzieci.

Jacek Wojciechowicz*: Tak, dwóch synów. I z pierwszym, i z drugim przeżyliśmy chwile grozy. Starszy, Kuba, tuż po urodzeniu miał podejrzenie cytomegalii, choroby, która uszkadza wzrok, słuch, cały układ nerwowy. Przeszliśmy wtedy piekło. Wiem, co to jest strach o życie maleńkiego dziecka. Zupełnym przypadkiem trafiliśmy do pani profesor w Centrum Zdrowia Dziecka i dzięki niej Kuba wyszedł z tego bez szwanku. Kiedy sześć lat później drugi raz miałem zostać tatą, okazało się, że dzidziuś w brzuchu za wolno się rozwija, za wolno rośnie. Nie ze swojej winy. Docierała do niego po prostu jedna trzecia tego, co powinno z organizmu mamy...

Reklama

Profesor Romuald Dębski, ordynator Oddziału Ginekologii i Położnictwa Szpitala Bielańskiego, z którym się przyjaźnię, robił wszystko, żeby mały był jak najdłużej w brzuchu, a jednocześnie, by nie przegapić momentu, w którym ustanie dożywianie i dostarczanie tlenu. Profesor, na którego mówimy Aldek, żartuje, że urodził naszego Janka. Sześć tygodni przed terminem. Oczywiście było cesarskie cięcie. A Jaś, choć ważył tylko tysiąc pięćdziesiąt pięć gramów, dostał dziesięć punktów w skali Apgar i przeleżał półtora miesiąca na noworodkowym OIOM-ie. W Szpitalu Bielańskim.

To szpital miejski.

Tak, remontowaliśmy go z budżetu miasta. OIOM dla maleńkich dzieci też. Ze trzy lata przed urodzeniem Jasia. Nie wiedziałem, nie przypuszczałem nawet, że będę z niego korzystał, że tam uratują mojego synka. Teraz jest zdrowym, dobrze rozwijającym się prawie sześciolatkiem. Tam dzieci ratowane są każdego dnia. Zresztą to, co robi profesor Dębski razem ze swoją żoną doktor Marzeną Dębską i całym zespołem, jest na granicy cudu. Ratuje dzieci, które gdzie indziej nie miałyby szans na życie. Ratuje też kobiety. Dębscy to nie- zwykle serdeczni i życzliwi ludzie, od kilkunastu lat się przyjaźnimy, mogę na nich liczyć w każdej sytuacji. Zresztą oni też wiedzą, że mają we mnie przyjaciela.

Na marginesie powiem, że Aldek jest świetnym kucharzem i zawsze się śmiejemy, że w razie czego może bez problemu otwierać własną restaurację. Traktuję ich jak moją rodzinę. I podziwiam. Aldek jest największym autorytetem w polskiej ginekologii, a Marzenka między innymi przeprowadza unikalne w skali światowej operacje na serduszkach dzieci będących jeszcze w brzuchach mam. Obydwoje robią rzeczy niesamowite, niezwykłe. Są prawdziwymi obrońcami życia, to oni są naprawdę pro-life.

*Fragment rozmowy pochodzi z książki "Kulisy warszawskiego ratusza", w której Magdalena Rigamonti rozmawia z byłym wiceprezydentem Warszawy

Reklama