Co zmieniło się w pracy Senatu po wyborach?

Reklama

Jest inaczej. Mamy mniej posiedzeń niż wcześniej, nie są już organizowane co dwa tygodnie. W Senacie panuje inny niż wcześniej duch.

To znaczy?

To nowa sytuacja dla polskiej polityki. Opozycja traktuje Senat jako przyczółek do swoich strategii politycznych. Można powiedzieć, że wszyscy uczymy się tej nowej roli, w jakiej się znaleźliśmy. Przewaga jest krucha i minimalna, ale daje większość w Prezydium Senatu i w większości pozwoliła obsadzić komisje przedstawicielami opozycji.

To chyba nie jest zaskoczenie, PiS robił podobnie gdy rządził w tej izbie.

Nie tylko PiS, po 1989 roku robiły tak wszystkie większości, które realnie rządziły, bo miały też przewagę w Senacie. W Polsce na przestrzeni lat utarło się przekonanie, że Senat jest życzliwy dla władzy i nawet gdy są niedoróbki w ustawach bądź konieczne jest szybkie tempo legislacji, to izba będzie przychylnie patrzeć na projekty sygnowane przez obóz rządzący. W 2011 roku nieżyjący już senator Kazimierz Kutz, który pełnił wówczas obowiązki Marszałka Seniora, porównał tę izbę do gumki myszki służącej do wycierania niechcianych fragmentów tekstu. Ta metafora wywołała falę krytyki, ale po latach widać, że coś było na rzeczy. Kolejne rządy miały tendencję do sprowadzenia Senatu do instytucji czwartego czytania - trzy czytania ustaw odbywają się w Sejmie, a czwarte stawało się jedynie formalnym "zaklepaniem" ustawy. Teraz to się zmieni. Staram się widzieć dobre strony tej sytuacji. Za dobrą monetę przyjmuję deklaracje marszałka Grodzkiego, że ta kadencja będzie bardziej merytoryczna. Prace nad ustawami też będą bardziej wnikliwe.

Bardziej niż z czasów większości PiS?

Bardziej niż zazwyczaj w przeszłości. To nie odnosi się tylko do poprzedniej kadencji, ale do wszystkich po 1989 roku.

Czy senatorom Zjednoczonej Prawicy pracuje się teraz trudniej?

Na pewno jest inaczej - są komisje, w których nie mamy większości, a to przekłada się na bieżącą pracę izby. Marszałek Grodzki zmienił też system pracy w Senacie. Tydzień przed planowanym posiedzeniem odbywają się komisje. W ten sposób zachowany zostaje regulaminowy zapis o siedmiodniowym czasie, w którym komisja musi wydać opinię w sprawie rozpatrywanych w czasie posiedzenia plenarnego ustaw.

Reklama

Wcześniej tego nie praktykowano?

Wcześniej zgodnie z regulaminem skracano ten okres na wniosek marszałka przy poparciu większości senatorów. Teraz postanowiono restrykcyjnie przestrzegać tej zasady, co powoduje, że na tydzień przed posiedzeniem Senatu odbywają się prawie wszystkie komisje.

Jak pan ocenia dotychczasowe urzędowanie marszałka Grodzkiego?

Marszałek Grodzki na pewno nie chce naśladować modelu zachowania opozycji w Sejmie - niekiedy przybierało ono formę groteski, innym razem było po prostu awanturnicze. Marszałek Senatu chce utrzymać powagę i merytoryczność izby, jednocześnie nie odżegnując się od różnic politycznych i twardych debat. Przypuszczam, że w ten sposób będzie prowadzić prace Senatu, aby pokazać opinii publicznej, że polska polityka może być inna niż ta znana z Sejmu.

Na ile opozycja dysponuje stabilną większością w Senacie?

Sądzę, że do wyborów prezydenckich utrzyma się obecny układ sił. Wynik tych wyborów może jednak zmienić tę sytuację. Trudno dziś jednak wybiegać tak daleko w przyszłość.

Co PiS może jeszcze zrobić w sprawie prezesa NIK?

Nie znam planu B, o którym mówili przedstawiciele naszego obozu. Z tego co wiem, to regulacje ustawowe nie są takie proste i oczywiste, jak można byłoby sądzić. Konstytucyjny zapis o sześcioletniej kadencji Prezesa NIK jest sztywny. Przez lata po '89 roku w wyniku rozmaitych nowelizacji NIK stał się instytucją, która jest chroniona od wszelkich nacisków politycznych, tak by mogła w sposób bezstronny i obiektywny sprawować swoje funkcje. Taka była idea tych regulacji. W efekcie pozycja prezesa NIK w niektórych zakresach jest silniejsza nawet niż prezydenta RP. Mówiąc kolokwialnie, pan Marian Banaś ma armaty pozwalające na to, by trwać na stanowisku. Bez jego dobrej woli odwołanie go z tego urzędu jest mało prawdopodobne. Trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Kolejne raporty mogą zaszkodzić PiS?

Prezes Banaś znajduje się w szczególnej sytuacji. Został prawidłowo wybrany. Gdy obejmował urząd, uchodził za fachowca wielkiej klasy. Jako wysoki urzędnik państwowy przechodził przez tzw. wirówkę, czyli sprawdzanie przez służby, które najwyraźniej nie miały żadnych uwag do tego, by mógł pełnić te funkcje. Teraz ta sytuacja uległa zmianie. Prezes NIK nie zgadza się z zarzutami formułowanymi przez media i CBA. Jak sądzę, właśnie dlatego będzie chciał merytorycznie i profesjonalnie, podkreślając swoją niezależność, sprawować ten urząd. Myślę, że można spodziewać się wielu raportów, bolesnych zarówno dla obozu rządzącego, jak i opozycji. NIK będzie w tym bardzo konsekwentny - jeśli będzie miał możliwość kierowania wniosków do prokuratury, to skorzysta z takiej opcji - nikt wtedy nie zarzuci mu stronniczości. Wcześniej zazwyczaj prezesi NIK byli bardziej związani z większością sejmową. Gdy władza się zmieniała, byli u schyłku kadencji.

Na ile poważnie PiS traktuje kwestie płatnych dyżurów marszałka Karczewskiego?

Pan marszałek powołuje się na ekspertyzy Kancelarii Sejmu, z których wynika, że nie doszło do naruszenia przepisów. Nie znam szczegółów ani treści umów, więc wolałbym się nie wypowiadać na temat kwestii formalno-prawnych.