Uparł się, nie chciał, nie wiadomo dlaczego – tak ważny polityk PiS skwitował efekty namawiania prezydenta Andrzeja Dudy do osobistego zabrania głosu po ataku Putina na Polskę.

Reklama

Zachęcali go do wystąpienia prawie wszyscy ludzie jego "dworu”, za wyjątkiem Krzysztofa Szczerskiego – precyzuje jeden ze współpracowników głowy państwa. Tłumaczy, że prezydent nie lubi nagłych zmian w poczynionych wcześniej planach. Co więcej, Duda poczuł się nagabywany przez opozycję, a wręcz dotknięty obcesowym wzywaniem go do tablicy przez Małgorzatę Kidawę-Błońską.

Bez gryzienia trawy

I w tym przypadku merytorycznie miał rację. Zupełnie wystarczyło stanowisko premiera Morawieckiego. Więcej nawet: żądanie, aby głos koniecznie zabrał prezydent, dowartościowywało Putina. Opozycja wytworzyła psychozę nieobecnej głowy państwa po to, aby poczuć grunt pod nogami w kampanii, aby wreszcie ją zacząć, aby znaleźć temat.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP>>>