Jak w USA zareagowano na zapowiedzi polskiego premiera dotyczące wycofania polskich wojsk z Iraku w 2008 roku?

Opinia publiczna, a przynajmniej ci, którzy interesują się polityką międzynarodową, rozumieją ten krok. Nie było więc jakiegoś szoku czy zaskoczenia. Także administracja w Waszyngtonie widzi, że Polska ma inne priorytety i problemy. Jest dla nich jasne, że polska opinia publiczna nie musi rozumieć, co się w Iraku dzieje.

Czy stosunki polsko-amerykańskie się pogorszą?

Nie sądzę. Ale biorąc pod uwagę sytuację strategiczną, w jakiej teraz znalazła się Polska, uważam, że nie jest to dobry pomysł, by właśnie teraz mówić o wycofaniu wojsk. To może osłabić nasze związki w przyszłości.

Co pan ma na myśli, mówiąc o specjalnej sytuacji strategicznej, w jakiej znalazła się Polska?

Międzynarodowa sytuacja strategiczna w waszej części Europy zmieniła się w kierunku, jakiego nie spodziewaliśmy się jeszcze 10 lat temu. Polska nie jest już sąsiadem demokratycznej Rosji, ale autokratycznego kraju. I stosunek Kremla wobec Polski jest czytelny, taki jak znamy z opery "Borys Godunow". Polska jako część Zachodu jest zagrożeniem dla Rosji. I o ile dla USA wycofanie polskiego kontyngentu jest mało znaczące, dla polskiej sytuacji może mieć znaczenie. Jednak amerykańska administracja zdaje sobie sprawę, że sytuacja w Iraku jest tak skomplikowana, że Polacy mają prawo nie rozumieć, dlaczego żołnierze muszą tam być.

A czy aby na pewno Amerykanie to rozumieją?

To prawda, wielu Amerykanów także tego nie rozumie. Problem polega na tym, że iracki rząd nie może nagle ogłosić wprost, że strategicznie należy oddzielić irackich szyitów od sunnitów. Trudno to sobie wyobrazić i dlatego światowa opinia nigdy nie pozna całego problemu irackiego. Z tych samych przyczyn nie można oczekiwać, że polska opinia publiczna będzie wiedzieć na temat Iraku więcej niż amerykańska, i że będzie bardziej popierać wojnę niż sami Amerykanie. Nikt zatem nie oczekuje, że Polacy zrozumieją amerykańską politykę w Iraku skoro większość ludzi na świecie tego nie rozumie. Z drugiej jednak strony - Polska nie jest samotną wyspą na Pacyfiku i jakiekolwiek osłabianie związków z USA jest - używając marksistowskiego języka - polityką niemal awanturniczą. To oczywisty brak roztropności.

To jak właściwie wytłumaczyć Polakom, po co zaangażowaliśmy się w Iraku?

Polacy mogą na przykład zrozumieć i zapewne zdają sobie sprawę, że ich sąsiadem jest Rosja i to nie Rosja o jakiej marzyliśmy, czyli demokratyczna i prozachodnia, ale Rosja, która w rządzeniu odwołuje się wręcz do tradycji mongolskiej Złotej Ordy. Gdy ma się takiego sąsiada, należy znaleźć sobie przede wszystkim odważnych przyjaciół, gotowych do poświęceń. I to Polacy powinni zrozumieć. W tym układzie dla Polaków Irak powinien być kwestią pozyskiwania sojusznika. Choć ciężko to wytłumaczyć, choć być może zaangażowanie w Iraku jest w pewnym sensie błędem, to jednak dla USA jest to kwestia bardzo ważna. Z powodu Rosji, powinniście być tak blisko USA, jak jest to możliwe. Polacy nie mogą liczyć tylko na sojuszników jedynie deklarujących przyjaźń, ale na takich, którzy nie zawahają się użyć siły militarnej, gdy będzie trzeba.

Czy decyzja o wycofaniu naszych wojsk wpłynie na jakieś konkretne decyzje, na przykład na plany zainstalowania amerykańskiej tarczy antyrakietowej?

Misja iracka i tarcza to dwie różne kwestie i nie sądzę, że nastąpi jakiś rodzaj "odwetu". Więc jeżeli USA będą chciały tarczy, to ją zainstalują.

Jednak nowy rząd jest bardziej wymagający w kwestii tarczy i domaga się od amerykańskiego partnera większej ilości informacji i ustępstw. Jaka będzie reakcja amerykańskiej administracji na te żądania?

Polski rząd powinien pamiętać, że nigdy amerykański entuzjazm do podtrzymywania dobrych stosunków nie przewyższy polskiego entuzjazmu.

Z pańskich słów wynika, że jednak relacje między USA a Polską po wycofaniu wojsk z Iraku mogą się pogorszyć.

Nie sądzę. Niektórzy co prawda mogą powiedzieć, nawet jeżeli wojna w Iraku była błędem, że Polacy opuścili nas w potrzebie, jednak raczej zostanie to zapomniane. Jednak w Polsce ludzie myślący w sposób strategiczny powinni myśleć tak: "jesteśmy z wami, nawet jeżeli robicie to, co innym się nie podoba". Tak buduje się prawdziwy sojusz. W ten sposób zawsze postępowali Brytyjczycy, którzy wspierali USA, nawet gdy się z nami nie zgadzali i za to otrzymali wiele dobrych "prezentów". Jednak Brytyjczycy mają pewną kulturę strategiczną i zrozumienie, jak ten system działa, wtedy bowiem od swojego sojusznika dostaje się dwukrotnie więcej.

Wycofanie polskich wojsk jest zatem ważniejszym gestem w polityce międzynarodowej niż tego się można spodziewać?

Tak jest. Co więcej, chociaż wycofanie wojsk można traktować jako pewne logiczne następstwo tego, co się dzieje w Iraku, to jednak istnieją narody, takie jak wspomniani już Brytyjczycy, którzy nie wycofaliby w ten gwałtowny sposób swoich wojsk, jak to zapowiada Polska. Oni doskonale zdają sobie sprawę, co oznacza utrzymywanie niezawisłości i władzy w świecie przez stulecia, mają bowiem bardzo dobrze rozwinięte myślenie strategiczne. I w sytuacji kiedy sąsiadujecie z Rosją Putina, to albo musicie dysponować potencjałem demograficznym na poziomie 100 milionów ludzi, by zrównoważyć ich nacisk, albo musicie mieć strategię. A filarem tej strategii powinno być posiadanie sojuszników, którzy nie boją się nadstawiać karku. Dlatego decyzja o wycofaniu wojsk nie jest słuszna w kontekście takiej strategii.