Scenariusz pierwszy: Powrót Putina na Krem
To najbardziej prawdopodobny wariant. Putin i Miedwiediew mogli się umówić, że za pół roku lub rok po wyborach prezydenckich Miedwiediew podaje się do dymisji, a kolejne przedterminowe wybory znowu wygrywa Putin. Wcześniej można przeprowadzić drobną korektę konstytucji - wydłużyć prezydencką kadencję z obecnych czterech lat do siedmiu.

Putin może to zrealizować bez żadnego wysiłku i ma na to przynajmniej rok. Przez ten czas Dmitrij Miedwiediew na pewno będzie jego wiernym cieniem. Przecież nie bez powodu to na niego padł wybór Putina - został wytypowany jako najbezpieczniejsza kandydatura z otoczenia obecnego prezydenta.

Miedwiediew wywodzi się wszak z pokojowego - biznesowo-urzędniczego - klanu rosyjskiej oligarchii. Kiedy ostatnio w otoczeniu Putina doszło do walki między dwiema koalicjami wywodzącymi się z KGB, sam Miedwiediew mógł delikatnie podpowiedzieć mu: "Niech pan popatrzy, jak oni się gryzą, kiedyś mogą ugryźć też pana". W tym scenariuszu ze strony Miedwiediewa Putinowi ani konflikt, ani zdrada nie grozi.

Putin szefem rządu
Wczorajsza propozycja Dmitrija Miedwiediewa, aby Władimir Putin objął po wyborach prezydenckich w 2008 roku stanowisko szefa rządu, mogłaby oznaczać, że Putin przygotowuje się do przekształcenia Rosji w republikę kanclerską. Ale tak chyba nie jest.

I to z kilku powodów. Gest następcy "rosyjskiego tronu" świadczy raczej o chęci przypodobania się obecnemu przywódcy i wyborcom. Przyszły prezydent musi coś proponować i tylko w takich kategoriach należy odczytywać tę deklarację. Demokracja parlamentarna jest Rosjanom obca i źle się w Rosji kojarzy - kremlowska propaganda nieustannie wskazuje Ukrainę jako negatywny przykład systemu demokratycznego, która tkwi w niekończącym się chaosie. Istotny jest też czynnik historyczny. Rosjanie nigdy nie mieli rządów zbiorowych, a republika kanclerska lub parlamentarna oznacza mniejsze czy większe rozmycie władzy. W Rosji przywódca musi być jeden - car czy prezydent, wszystko jedno.

Oczywiście, rolę cara mógłby odgrywać premier wybierany w powszechnych wyborach. Ale to spowodowałoby mętlik w głowie wyborców: jak to, teraz prezydent jest premierem, a premier prezydentem? Naród mógłby takiej zmiany nie zaakceptować, a żadna władza nie chciałaby tego ryzykować. Przekazanie większej części kompetencji kierownikowi rządu wymagałoby również uruchomienia bardzo długiej i skomplikowanej procedury wprowadzenia zmian w konstytucji. Po co to Putinowi, jeśli wystarczy, że poczeka pół roku i znowu będzie kandydować na prezydenta?

Putin odsunięty
Miedwiediew, nawet jeśli teraz nie ma żadnego tajnego planu odsunięcia od władzy Putina, może zacząć o takim projekcie myśleć. I jeśli odpowiednio długo utrzyma się na Kremlu, posiądzie najważniejsze instrumenty, żeby go zrealizować. Po zaprzysiężeniu na prezydenta w maju przyszłego roku do Miedwiediewa ustawi się kolejka interesantów. W Rosji urzędnicy chcący załatwić jakieś służbowe lub prywatne interesy zwrócą się przede wszystkim do obecnej głowy państwa, a nie do byłego prezydenta, niezależnie od tego, jakie stanowisko Putin będzie zajmował. Wszystko będzie zależeć od działań Miedwiediewa. Jeśli jego administracja sobie nie poradzi, za to Putin będzie umiał przyjść z pomocą, wszystko zostanie po staremu i rosyjskie elity pozostaną wierne Putinowi. Jeśli zaś będzie działała sprawnie, cała "wierchuszka" stopniowo się do niego przyzwyczai i będzie służyła tylko jemu.

Putin oczywiście będzie się starał do tego nie dopuścić. Może mu w tym być pomocna poważna broń, jaką będzie dysponował - większość parlamentarna. Za pomocą mandatów Jednej Rosji Putin będzie mógł przegłosować wotum nieufności dla prezydenta. Chyba że wcześniej Miedwiediew zadba o przychylność części deputowanych. Przecież frakcja parlamentarna Jednej Rosji też składa się z konkretnych ludzi, którzy będą chcieli załatwiać rozmaite interesy u nowego prezydenta. Ba, podejrzewam, że nawet jako pierwsi staną w kolejce po profity. Wtedy Putinowi nie pomoże nawet reputacja ulubieńca narodu.

Zresztą jego popularność jest mocno przesadzona. Według danych niezależnych ośrodków badawczych, bardziej rzeczywistych od oficjalnej propagandy, w wyborach wzięło udział nie 64 tylko niecałe 50 procent społeczeństwa, i zaledwie połowa ich głosowała na Jedną Rosję. Oznacza to, że rzeczywiste poparcie Putina wynosi około 25 procent. Reszta po prostu nie widzi alternatywy i wierzy telewizji.

Tymczasem po nowych wyborach prezydenckich pojawi się nowy przywódca, który nad telewizją będzie miał pełną kontrolę. Specjaliści od PR łatwo zrobią z niego nowego charyzmatycznego lidera. Warto przypomnieć, że Putin w chwili ogłoszenia go następcą Borysa Jelcyna był nikomu nieznanym szefem wywiadu o rybich oczach i nic nie mówiącej twarzy. Ale szybko udało się mu prześcignąć poprzednika w popularności i wykreować się na charyzmatycznego przywódcę.

Miedwiediew na razie sprawia wrażenie uczonego, co to spokojnie siedzi, kontempluje i milczy. Ale dlaczego miałby na tym poprzestać? Władza telewizji jest ogromna. Za jej pomocą Rosjanie mogą bardzo szybko uwierzyć, że słońce wschodzi dzięki Dmitrijowi Anatoliewiczowi Miedwiediewowi, tak jak teraz wierzą, że słońce wschodzi i lato nadchodzi dzięki Władimirowi Putinowi.