Leszek Miller*: Miło mi to słyszeć. Trzymam się jakoś. Wiele lat temu w Sopocie odbył się pierwszy koncert dinozaurów muzyki młodzieżowej. Byłem tam i wraz z wieloma innymi słuchaczami byłem nimi zachwycony. Generalnie wolę dinozaury od pampersów.
Pampersem starszym, bo są i młodsi. Wygląda na to, że eksperyment z lewicowymi pampersami, w przeciwieństwie do prawicowych, nie powiódł się.
Chcę, ale nie mam żadnych gwarancji. Dziś lewica dzieli się na koncesjonowaną i samodzielną. Licencjonowaną i suwerenną. Taką, która potrzebuje uwiarygodnienia i ochrony dawnej Unii Wolności i taką, która tego nie wymaga. Lewicę, w której o miejscu na liście wyborczej decydują Kwaśniewski z Geremkiem, i lewicę, która tego nie chce.
To lewica, która uważa, że ponieważ nie ma żadnych zasług, to dla sukcesu wyborczego powinna mieć legitymizację wystawioną przez środowiska, które taki sukces mają. W tym wypadku wywodzące się z UW, a dziś skupione w Partii Demokratycznej. Taka tendencja istniała zawsze, miała sens w roku 1990 – 1991, ale na pewno nie teraz. LiD nie jest sklejony żadnym wspólnym programem i wartościami, jest jedynie koniunkturalnym związkiem polityczno-towarzyskim. Koncepcja tego tworu wynikała z poczucia, że SLD może wyjść z kłopotów dzięki przynależności do ludzi lepiej urodzonych.
Na pewno nie wszyscy, ale elita przywódcza uległa namowom Aleksandra Kwaśniewskiego, który zawsze marzył o połączeniu tych dwóch środowisk, uznając wyższość jednego z nich.
Od samego początku mówiłem, że LiD jest błędem i poniosłem tego konsekwencje. Uważałem, że ten dziwaczny twór, zrodzony z marzenia Kwaśniewskiego o lepszym towarzystwie, jest jak świnka morska. Ani to świnka, ani to morska.
Jestem przekonany, że LiD nie przetrwa czteroletniej kadencji i się rozpadnie. W SLD narasta bunt przeciwko LiD. Podobne głosy dobiegają też z Partii Demokratycznej. Coraz więcej ludzi, którzy jeszcze niedawno krzyczeli radośnie: „LiD to jest hit”, dziś przyznaje, że to była pomyłka. Ale żeby była jasność: gdyby miało być tak, że jedyną odpowiedzialność za powstanie LiD poniesie tylko i wyłącznie Olejniczak, to byłoby to głęboko niesłuszne. Przecież Szmajdziński, Janik, Borowski i wielu innych dokładnie tak samo parli do tego rozwiązania.
Gdyby nim został, chciałbym usłyszeć jego wypowiedź na temat konieczności dalszego odmłodzenia SLD. (śmiech)
Tak, ale obaj byliśmy wtedy o wiele młodsi. Natomiast tutaj bardzo serio traktowano to, że Olejniczak, Napieralski i kilka jeszcze innych postaci będą sygnałem odmłodzenia partii.
Wśród moich najbliższych współpracowników dwóch ludzi się wyróżniało: Marek Borowski i Jerzy Szmajdziński. Pierwszy programowo i intelektualnie, a drugi zdolnościami organizacyjnymi. Dawno temu doprowadziłem do tego, że Szmajdziński otrzymał bardzo wysokie stanowisko kierownika Wydziału Organizacyjnego KC PZPR. To niewątpliwie człowiek utalentowany.
Błędów było kilka. O ile to ja wymyśliłem Wojciecha Olejniczaka jako ministra rolnictwa, o tyle Kwaśniewski wymyślił go jako przewodniczącego partii. Bez wątpienia Olejniczak był dużo lepszym ministrem, niż jest szefem SLD.
W swoim czasie przestrzegałem moich młodszych kolegów przed Kwaśniewskim. Mówiłem im, że najpierw będzie ich chwalił, a potem gdy tylko dojdzie do pierwszego potknięcia, to ich po prostu zdradzi. Tak się właśnie stało. Zresztą wydarzyło się coś więcej, on z nich po prostu szydzi. Tak na marginesie – rola Kwaśniewskiego w różnych intrygach i skrywanych wydarzeniach dopiero czeka na odsłonięcie.
Decyzje płynęły z zewnątrz. Olejniczak był posłusznym wykonawcą poleceń, które najczęściej wydawał Kwaśniewski. Może kiedyś Olejniczak będzie politykiem samodzielnym. Ale żeby nim być, trzeba mieć bardzo mocną pozycję, tymczasem pozycja Olejniczaka słabnie. SLD pod jego przewodnictwem osiągnął w ostatnich wyborach najgorszy w swojej historii wynik.
Szmajdziński, Janik, Nikolski. No i Olejniczak.
To są ludzie, którzy musieli kogoś obstawić, z kimś się związać, licząc na to, że spotka ich za to jakaś nagroda. W wypadku Janika tą nagroda była zgoda na jego kandydowanie – bez powodzenia zresztą – w ostatnich wyborach. Z kolei Nikolski wolał miejsce szefa doradców przewodniczącego.
Wokół niego skupione jest inne środowisko. Zresztą teraz ci działacze pewnie będą chcieli sprawdzić realne możliwości Olejniczaka i rozstrzygnąć ten spór. Konflikt między przewodniczącym a sekretarzem generalnym nie jest niczym nowym w SLD. Często tak bywało. Tak było za czasów: Kwaśniewski – Miller, przy czym wtedy SdRP nie mogła funkcjonować bez tych dwóch ludzi. Wszyscy mieli tego świadomość i to narzucało wzajemne ograniczenia. Kiedy ja byłem przewodniczącym, a Janik sekretarzem generalnym współpraca układała się w miarę spokojnie. Teraz konflikt między przewodniczącym, a sekretarzem jest bardzo wyraźny, bo SLD może istnieć zarówno bez jednego, jak i drugiego.
Sierakowski w pewnym momencie był kimś, kto chciał odegrać rolę Michnika. Zresztą kogoś takiego w nim widziano. Olejniczak inwestował w Sierakowskiego, między innymi przez finansowanie jego pisma. Nie wiem, czy tak dalej jest, tym bardziej że Sierakowski zaczął w pewnym momencie pisać o swoim rozczarowaniu SLD i Olejniczakiem.
Uczestniczył w rozmaitych tego typu towarzyskich przedsięwzięciach, ale po każdym z nich Sierakowski rozczarowywał się coraz bardziej Olejniczakiem. To w ogóle jest ciekawy problem, bo elita SLD udaje, że nie słyszy krytyki Sierakowskiego, tak jak wcześniej nie reagowała na mieszanie ich z błotem przez Borowskiego. To wszystko wynika z niskiej samooceny i potrzeby szukania kogoś dominującego. Powinni rzecz jasna czytać Sierakowskiego, ale z większa uwagą prof. Bronisława Łagowskiego.
Nie sądzę. Moje rozstanie było ostateczne. Choć wiem, że na Rozbrat można usłyszeć takie głosy, że o niczym innym nie marzę, jak tylko by wrócić do SLD. Ale ja tego nie przewiduję.
Sentymentalny. Jak przejeżdżam koło siedziby partii na Rozbrat, to ogarnia mnie nostalgia. Mówiąc po raz ostatni do Rady Krajowej SLD, wskazałem na jej liderów i powiedziałem do sali: Żegnam się z nimi, ale nie z wami. Będąc poza Warszawą, spotykam wielu działaczy SLD i są to bardzo miłe kontakty.
Taki facet jak ja nie powinien mówić o łzach. Ale wzruszenie jest faktem. W końcu spędziłem tam tyle lat.