Historia świata znów jest pisana od nowa. W życiu normalnych ludzi na krótką metę niewiele to zmienia. Na dłużą - może zmienić dosłownie wszystko. Najbardziej obrazowo zdefiniował tę regułę George Orwell w "Roku 1984”. Pisarz ujął ją zwięzłym hasłem: "Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość”. Pamięć o przeszłości kształtuje bowiem kolejne pokolenia. Jednocześnie może się diametralnie zmienić w ciągu zaledwie jednego. Zwłaszcza, jeśli ktoś w tym skutecznie pomoże.

Reklama

Podstawowym narzędziem kreowania zbiorowej pamięci społeczeństw są pomniki. Na co dzień ludzie ich nie zauważają, lecz gdy zaczyna wiać wiatr historii, natychmiast znajdują się one w centrum uwagi. Symbolizują bowiem, jakie są najważniejsze wartości dla społeczności, która je wznosiła. Jeśli wartości są nadal żywe, wówczas pomniki otacza powszechny szacunek. Równocześnie są one jak słupy graniczne, które pokazują na jakim terytorium owe wartości oraz pamięć o nich obowiązują. Zburzenie starych pomników oznacza, że zachodzą radykalne zmiany w społecznej świadomości. Postawienie nowych - jasno wskazuje, w którym kierunku owe zmiany idą.

Znając owe reguły, takie same o kliku tysięcy lat, wystarczy rzucić okiem na Zachód, a potem spojrzeć na Wschód, by tu w Europie Środkowej odczuć lekkie cierpnięcie skóry. Na razie umiarkowane, bo zmiany dopiero wystartowały i miną lata, nim się dopełnią.

Symboliczne, że gdy z cokołów na Zachodzie spadają dawni bohaterowie, pierwszy z nowych pomników, który właśnie postawiono, czci wodza komunistycznej rewolucji Włodzimierza Lenina. Jak się chwalili w tym tygodniu aktywiści Marksistowsko-Leninowskiej Partii Niemiec (MLPD), jest to pierwszy postument Lenina w Niemczech Zachodnich. Lokalne władze w Gelsenkirchen (Nadrenia Północna-Westfalia) stawiły symboliczny opór, wnosząc sprawę do sądu. Ten odrzucił pozew.

MLPD zdobyła dwumetrowego, odlanego z brązu Lenina w Czechach i przewiozła na teren swej siedziby zgodnie z prawem. Również ustawiając go przed nią, nie naruszyła przepisów. W świetle niemieckiego prawa Lenin to nie Hitler i czczenie go trudno nazwać propagowaniem faszyzmu. Fakt, że na rozkaz Włodzimierza Iljicza Armia Czerwona oraz CzeKa zamordowały ok. 3 milionów ludzi nie miał znaczenia. Eksterminacja rosyjskich chłopów, inteligencji, elit politycznych oraz duchowieństwa to sprawy - jak widać - trzeciorzędne i w demokratycznych Niemczech pomnik twórcy nowoczesnego totalitaryzmu przełknięto nadzwyczaj łatwo. Choć przecież Hitler i jego reżym jedynie naśladowali model zarządzania państwem, dekadę wcześniej zafundowany Rosji przez wodza światowego proletariatu.

Niby niuans, ale symboliczny, kiedy z cokołów spadają osoby przez Lenina i Hitlera znienawidzone. Ludzie tacy, jak: Krzysztof Kolumb, Wolter, George Waszyngton, Thomas Jefferson, Abraham Lincoln czy Winston Churchill (to ich pomnikom ostatnio mocno się oberwało) żyli w różnych epokach, a ich kariery biegły pokrętnymi drogami. Żaden z nich nie był święty, jednak wszyscy mieli kilka cech wspólnych, tworzących przez ostatnie pół tysiąca lat fundamenty cywilizacji Zachodu. Wyznawany przez nich system wartości znakomicie oddaje zdanie z Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych. "Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi prawo do życia, wolność i dążenia do szczęścia” – mówi.

Początkowo rzeczą oczywistą było, że dane przez Boga prawo do życia i szukania szczęścia posiadali biali mężczyźni. Ale idea drążyła skałę i od końca XIX w. zaczęła dotyczyć białych kobiet. Potem ludzi innych kolorów skóry i wszelkich mniejszości. Tam gdzie zatriumfowała, tam życie dla jednostek stawało się lepsze i bezpieczniejsze niż kiedykolwiek od narodzin cywilizacji.

Współczesnym trudno w to uwierzyć, lecz źródła historyczne nie kłamią. Jeśli spojrzeć wstecz, to nigdy państwa nie gwarantowały obywatelom nawet namiastki takiej: równości, bezpieczeństwa i sprawiedliwości, jak kraje Zachodu swym mieszkańcom po II wojnie światowej. Aż do dziś. Jednak nic nie jest wieczne. Lenin parł do władzy uzbrojony w ideę marksistowskiej sprawiedliwości społecznej. Zakłada ona, iż powszechną równość da się wprowadzić jedynie w społeczeństwie bezklasowym. Wódz rewolucji nie lubił półśrodków i uznał, że najprościej taki cel osiągnąć likwidując przedstawicieli klas uznanych za uprzywilejowane, bez oglądania się na wiek i płeć jednostek. Takiemu zadaniu mogło podołać jedynie absolutnie scentralizowane państwo, w którym pojedynczy człowiek zachował prawo do tego, żeby zostać "nawozem historii” (acz nawet o niuansie, kiedy nim zostanie, decydowała wola wodza).

Metody mordowania ludzi na masową skalę - zawsze w imię ich dobra - udoskonalił potem Józef Stalin. Nota bene w tym tygodniu jego pomnik stanął w mieście Bor koło Niżnego Nowogrodu. Jak doniósł dziennik "Kommiersant” trzymetrowy postument ufundował miejscowy biznesem, Aleksiej Zorow. Ani władze lokalne, ani państwowe w kraju, który może swoim obywatelom zabronić dosłownie wszystkiego, nie próbowały ingerować. Przyjmując lokalną inicjatywę wręcz bardzo przychylnie. W końcu wpisuje się ona znakomicie w historyczną politykę Kremla.

I tu właśnie jest sedno powodów do cierpnięcia skóry. W momencie, gdy ludzie Zachodu w imię absolutnej równości odrzucają dawne ideały wolności, w Moskwie Władimir Putin konsekwentnie stara się budzić stare demony. Wyraźnie wierząc, że na nowo kreując przeszłość, będzie miał w swoich rękach przyszłość. W jego narracji, którą zaprezentował na łamach amerykańskiego magazynu "The National Interest”, Polska to dawny sojusznik Hitlera, kraje nadbałtyckie są zbyt małe, żeby samodzielnie istnieć, a świat po epidemii koronawirusa powinien na nowo uporządkować "koncert mocarstw”. Z tą różnicą, do podobnego z Teheranu i Jałty, iż tym razem "Wielką Trójkę” powinny tworzyć: Rosja, Stany Zjednoczone i Chiny.

Na razie to mrzonki, ale zmienianie pamięci o przeszłości, żeby stworzyć własną przyszłość, jest procesem na wiele lat. To, co zwiastują losy pomników sprawia, że już dziś nie tylko im, z obaw przed nowymi czasami, cierpnie skóra.